artykuły

HTC One (M8) – test najlepszego smartfona HTC

„Ten jedyny” smartfon HTC po raz drugi

40 7 kwietnia 2014, 07:33 Mieszko Krzykowski

Powiększony ekran

Drugi HTC One – i ponownie ma on ekran odrobinę mniejszy niż bezpośredni rywale. Tak jak model ubiegłoroczny miał matrycę o przekątnej 4,7 cala, podczas gdy w innych smartfonach podobnej klasy dominowały 5-calowce, tak w tym roku HTC postawiło na wyświetlacz 5-calowy, gdy pozostali zdecydowali się wydłużyć przekątną do 5,1 cala (Samsung) lub 5,2 cala (Sony). Nowy ekran jest nie tylko trochę większy, ale też nieco lepszy, choć gołym okiem bardzo trudno dostrzec różnicę. Rozdzielczość pozostała bez zmian, jasność podświetlenia jest równie wysoka, więc ekran świetnie radzi sobie z intensywnym słońcem. Odrobinę lepsze są teraz kontrast i odwzorowanie barw. Jest to po prostu kolejny przyzwoity smartfonowy ciekłokrystaliczny wyświetlacz Full HD, zapewniający porządne kąty widzenia, przyjemną kolorystykę obrazu i głęboką czerń (jak na panel LCD), więc nie należy się tu obawiać takich wpadek jak z Xperią Z1. Krótko mówiąc, jeśli nie jesteś zwolennikiem AMOLED-ów, to nie będziesz zawiedziony ekranem HTC One, choć nam do pełni szczęścia brakuje tu kalibracji jak w nowych Nexusach, ale na to zwraca uwagę ułamek procenta użytkowników telefonu. Za to dużo więcej doceni to, że nowość dołączyła do grupy gadżetów z digitizerem pozwalającym korzystać z urządzenia w rękawiczkach.

Parametry ekranu mierzyliśmy kolorymetrem X-Rite i1Display Pro dostarczonym przez:

Dużo lepszy czas działania

Niektórzy mogą się obawiać, że skoro najnowszy HTC One ma większy ekran i dużo wydajniejszy procesor, a przy tym jego akumulator nie jest wcale aż tak dużo pojemniejszy niż w poprzedniku, to czas działania może nie zachwycać. Okazuje się jednak, że jest wręcz przeciwnie: nowość dopomina się o ładowanie znacznie rzadziej i świetnie pokazuje, czego możemy się spodziewać w tym roku po smartfonach podobnej klasy. 

W oprogramowaniu telefonu zaszyto też bardzo ciekawą funkcję, nazywaną trybem ekstremalnego oszczędzania energii. Po włączeniu go zegar taktujący procesora zostaje spowolniony, automatyczna synchronizacja – wyłączona, połączenie z siecią po wyłączeniu ekranu jest dezaktywowane, a interfejs systemu staje się mocno uproszczony i można uruchamiać tylko najbardziej podstawowe programy. Na dodatek większość procesów działających w tle zostaje zamrożona i znika... wielozadaniowość. Dzięki temu wszystkiemu sprzęt może wytrzymać nawet do 2 tygodni lekkiego użytkowania, choć oczywiście w dużej mierze zależy to od tego, jak często będzie się w międzyczasie włączało ekran, będący w takiej sytuacji największym konsumentem energii. Można też wybrać taką opcję, że tryb ten będzie się aktywował automatycznie wtedy, gdy poziom energii akumulatora spadnie do 5% lub 10%. Całkiem przydatne, gdy sprzęt działa już „na oparach”, do gniazdka jeszcze daleko, a nadal przydałby się kontakt ze światem (5% energii akumulatora pozwala przecież na ponadgodzinną rozmowę telefoniczną).

 

Testy akumulatora
(Kliknij na nazwę testu w tabelce, aby otworzyć wykres)
Czas surfowania przez Wi-Fi Muzyka + 3G

5