artykuły

Titanfall – recenzja nietypowej strzelanki sieciowej

Tony spadającego żelastwa

108
14 marca 2014, 13:51 Dawid Grzyb

Grafika i dźwięk

Już od samego początku było wiadomo, że Titanfall graficznej rewolucji nie przyniesie. Po pierwsze, jak na szybką, sieciową strzelankę przystało, musiał śmigać nawet na tych maszynach, które nie grzeszą mocą obliczeniową. Po drugie, gra od samego początku powstawała z myślą o konsolach. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że przede wszystkim z myślą o nich. No i po trzecie, zastosowany silnik graficzny to żadna nowość. To stary dobry Source, choć bardzo mocno zmodyfikowany pod kątem dzisiejszych standardów. Mimo wszystko daleki jestem od tego, żeby pisać o wszędobylskiej brzydocie.Titanfall wygląda specyficznie, podobnie do gier serii Call of Duty. Grafika jest przede wszystkim ostra, zdecydowanie różna od tej w najnowszym Thiefie lub trzeciej części Crysisa. To sprawia, że obraz zalewa masa szczegółów, dziś wyglądająca mało realistycznie. Nowe gry przyzwyczaiły nas do tego, że na przykład obiekty w oddali są odpowiednio rozmyte, co nie dość, że wygląda wiarygodnie, to jeszcze cieszy oko. Titanfall zewsząd atakuje detalami, taki jego urok i albo się to komuś podoba, albo nie. Mnie to trochę utrudnia rozgrywkę, choć weterani Call of Duty pewnie będą wniebowzięci. W każdym razie pierwsza gra Respawn Entertainment Battlefieldowi 4 pod względem wizualnych delicji do pięt nie dorasta.W Titanfall na pierwszy rzut oka jest wszystko, co potrzebne. Po zdjęciach można wywnioskować, że mapy są szczegółowe i zróżnicowane, tekstury w wersji pecetowej trzymają poziom, oświetlenie jest niczego sobie, a liczba wielokątów przypadających na kluczowe obiekty – zadowalająca. Jednakże podczas gry nie sposób nie dostrzec, że cały świat jest jakiś taki plastikowy, sztuczny, martwy, statyczny do głębi. Pogody brak, drzewa wyglądają tak, jak gdyby ktoś je wyciął z papieru, promieni słońca lub głębi ostrości ze świecą szukać, a o efektach wolumetrycznych możemy zapomnieć. Przy czym często i tak trafiają się kanciaste elementy. Choć muszę przyznać, że modele postaci i tytanów są zrobione całkiem nieźle. Jednakże nie liczcie na zaawansowany mo-cap twarzy w przerywnikach filmowych.Dzięki wycięciu tego, co zapewnia oczom uciechę, gra ma niskie wymagania sprzętowe. Mimo wszystko trzyma pewien bezpieczny poziom, na tyle, aby nie można było nazwać jej brzydką. To po prostu graficzny średniak, na oko trzylatek. I nie musi zapewniać pod tym względem nic więcej, o ile rozgrywka daje odpowiednio dużo frajdy. Zresztą wizualnie, choć niezbyt zaawansowana, jest spójna. Nie chcę w ten sposób usprawiedliwiać jej na siłę; chodzi mi raczej o to, że łatwo się przyzwyczaiłem do widoków.

Oprawa dźwiękowa to standard tego gatunku – jest co najmniej przyzwoita od początku do końca. Tak czy inaczej, to strzelanka sieciowa: w środku akcji jest harmider i jazgot, nie ma się nad czym rozwodzić. Muzyka natomiast bardziej przeszkadza, niż sprzyja zabawie, i z pewnością nie będę jej słuchał poza grą.  

5