artykuły

Titanfall – recenzja nietypowej strzelanki sieciowej

Tony spadającego żelastwa

108
14 marca 2014, 13:51 Dawid Grzyb

„Twój tytan jest gotowy”

Titanfall to pierwszoosobowa strzelanka, można powiedzieć, że gra, jakich pełno. Potyczki odbywają się na względnie małych mapach pomiędzy dwiema drużynami, które mają przypisane barwy czerwoną i niebieską. Zawodnicy startują z lobby, w którym mogą dobrać sprzęt pod siebie oraz swoich pupilków spadających z nieba, tytułowych tytanów, ale o tych więcej za chwilę. Dostępne są w sumie trzy klasy: snajper, typowy żołnierz oraz jego odmiana walcząca na krótkim dystansie. Każda walcząca postać jest określana jako pilot, czyli piechur zdolny do obsługi wiadomej machiny bojowej. Podział na klasy jest oklepany do bólu. Snajperzy wymiatają z daleka za pomocą karabinów o celownikach z dużym powiększeniem, żołnierze walczą na półdystansie przy użyciu broni szybkostrzelnej, a ostatnia grupa korzysta ze strzelb jednego typu. Choć to umowny podział, bo po osiągnięciu piątego poziomu pojawia się możliwość stworzenia własnej klasy i dowolność w doborze narzędzi mordu.

Wyposażenie też jest typowe dla gatunku. W jego skład wchodzi po jednej sztuce broni krótkiej oraz długiej plus dodatkowa zabawka do walki z tytanami. Za pomocą na przykład karabinów maszynowych praktycznie nic im się nie zrobi. W sumie w grze jest ponad 30 różnych pukawek, z czego część to wyposażenie tytanów. To również dodatki takie, jak zdalnie detonowane ładunki wybuchowe i kilka różnych granatów. Dodatkowo do każdej broni da się zamontować kilka celowników, te zaś odblokowywane są na kolejnych poziomach doświadczenia oraz po ukończeniu określonych wyzwań. Ogólnie arsenał jest skromny, to wręcz ułamek tego, co oferuje Battlefield 4, ale znając życie, pewnie z czasem zostanie rozbudowany. Każdy pilot oraz tytan mają też swoje własne umiejętności taktyczne, które przypisuje się do postaci. Piechur może na przykład korzystać z kamuflażu, pakietu pozwalającego szybciej biegać czy zestawu chwilowo umożliwiającego dostrzeżenie wroga przez ścianę. Maszyny bojowe mogą stawiać bariery chroniące przed atakami, a nawet zatrzymywać wrogie pociski i ciskać nimi w stronę przeciwnika. Jest tego więcej, a kolejne usprawnienia odblokowują się w standardowy sposób.

Każdy pilot ma przypisanego tytana. To potężna, kilkunastometrowa maszyna bojowa. Jest bardzo dobrze opancerzona, ma własną „wytrzymałość”, dodatkowo osłaniają ją samoregenerujące się tarcze. Aby zacząć zadawać tytanowi obrażenia, najpierw trzeba się z nimi uporać. Gracz rozpoczyna rozgrywkę z licznikiem dostępności tytana, a wskazuje on jakieś dwie minuty. Gdy odliczanie się zakończy, pilot otrzymuje stosowny komunikat o możliwości dokonania zrzutu. Całość trwa dosłownie kilka sekund, ale może się odbyć tylko na otwartej przestrzeni, wiadomo. Po wybraniu miejsca docelowego na ziemię upada z hukiem ciężkie, duże ustrojstwo miażdżące wszystkich, którzy nie zdążyli prysnąć na czas, przez chwilę chronione barierą. Gracz ma wówczas kilka sekund, aby zasiąść za sterami. Gdy już jest w środku, zaczyna się jazda. Może też zdarzyć się tak, że postać w oczekiwaniu na zrzut zginie. Wówczas tytan stoi w miejscu i czeka na odrodzenie się swojego „pana”. Gracz po tym, jak wróci na pole walki, może ustawić machinę bojową w dwa tryby. Pierwszy to pozostanie w miejscu i walka, drugi – odszukanie pilota. Trudno tutaj mówić o jakiejś szczególnej więzi z tą kupą żelastwa, ale to miłe uczucie mieć na placu boju takiego towarzysza, przynajmniej na początku. Choć praktyka pokazuje, że nie ma sensu przywiązywać się do niego.

2