artykuły

Asus Transformer Book T100 – tablet ze stacją dokującą / laptop hybrydowy z procesorem Intel Atom Z3740. Test

Asus T100 – dobry tablet, niezły laptop, genialne urządzenie mobilne

94 1 grudnia 2013, 12:38 Robert Graczyk

Wygląd, jakość wykonania

Asus Transformer Book T100 nie jest jakoś specjalnie urodziwym tabletem, takim jaki chwytałby za serce i powodował westchnienia pełne pożądania. Bardzo możliwe, że gdyby leżał na ulicy, niewielu osobom chciałoby się po niego schylić. Bo choć na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina model ME400C i ma podobne wymiary (264 × 178 x 10 mm) oraz wagę (574 g), w rzeczywistości sprawia wrażenie nieco topornego. Winę za to ponosi boczna krawędź, która w bratnim tablecie jest bardziej zaokrąglona, a tu na dużej powierzchni tworzy kąt prosty z płaszczyzną ekranu. Trudno jednak posądzać Asusa o to, że poskąpił projektantom; pewnie nie było wśród nich Henrika Fiskera, który stoi za wyglądem Astona Martina DB9, ale ktokolwiek projektował obudowę T100, musiał uwzględnić możliwość łatwego podłączenia stacji dokującej, będącej częścią zestawu. Podobnie musiał wziąć pod uwagę założoną cenę. Stąd próżno tu szukać aluminium, a nawet gumowanego wykończenia. Niemniej plastiki są niezłego gatunku i przyzwoicie spasowane. Sztywność konstrukcji również jest wystarczająca: nic się nie wygina ani nie trzeszczy.

Tak naprawdę, jeśli chodzi o wykonanie, możemy się przyczepić jedynie do przycisków. Zacznijmy od tego, że znaczek Windows przy dolnej krawędzi to... zmyłka. Właściwy przycisk Windows, ten który przywołuje menu Start, umieszczono na lewej krawędzi, tuż pod regulacją głośności. Jest to zastanawiające, bo w modelu ME400C dotykowa wersja tego przycisku znalazła się na swoim miejscu. Najgorsze jest jednak to, że wszystkie przyciski T100 sprawiają bardzo przeciętne wrażenie, jak gdyby tuż przed wysłaniem tabletu do sklepów ktoś sobie o nich przypomniał i w ostatniej chwili na szybko przysztukował, co akurat miał pod ręką. Chodzi o to, że każdy zapewnia nieco inną informacje zwrotną: Windows działa bardzo ciężko, regulacja głośności – optymalnie, a pod wyłącznikiem można wyczuć delikatny luz. Nawet jeśli spojrzeć przez pryzmat ceny T100, te przyciski to bardziej wypadek przy pracy, nie zaś nieunikniony wynik oszczędności.

O wykonaniu stacji dokującej można powiedzieć sporo dobrego: elementy zostały bardzo dobrze spasowane, a plastiki cieszą różnymi fakturami. Na froncie mamy imitację szczotkowanego aluminium, a na spodzie – farbę z domieszką gumy. Zawias utrzymujący tablet na miejscu jest częściowo metalowy i sprawia wrażenie solidnego. Ogólnie podłączanie tabletu do stacji dokującej jest dziecinnie proste i sprowadza się do dociśnięcia urządzenia do oporu w miejscu łączenia. Aby je odłączyć, wystarczy skorzystać z przycisku zwalniającego zaczepy i podnieść jednostkę centralną. Czy jest jakieś ale? Tak, a nawet dwa, choć jedno nieco na wyrost. Otóż po podłączeniu tabletu do stacji dokującej ma on trochę luzu i może się delikatnie chybotać przy podnoszeniu całości. Nie ma jednak mowy o tym, żeby przy normalnym użytkowaniu zaczepy puściły, a jednostka centralna zaliczyła niekontrolowany lot nurkujący. Asus musiał zostawić trochę miejsca, aby tablet podłączało się łatwo i przyjemnie. Problemem dalej są nóżki znajdujące się na zawiasie, które nie mają żadnych właściwości przeciwpoślizgowych, a na których urządzenie się opiera, kiedy ekran jest mocno odchylony do tyłu. Piszemy: dalej, bo o tej przypadłości wspominaliśmy już rok temu w artykule o modelu VivoTab TF810, pierwszym laptopie hybrydowym Asusa.

2