Podsumowanie
Pomimo całej mojej sympatii do serii Assassin's Creed tak naprawdę w żadnej z jej części realia nie przekonały mnie do siebie w stu procentach. Po prostu wolałbym inny świat oraz inne czasy, na przykład spowity mgłą Londyn za czasów Kuby Rozpruwacza, czyli coś mroczniejszego. Coś takiego znakomicie by się, moim zdaniem, sprawdziło w serii Ubisoftu. Karaibskie klimaty nie są dla mnie czymś wyjątkowym, w zasadzie za nimi nie przepadam. Po części winię za to filmy, w których w postać głównego bohatera raz po raz wciela się Johnny Depp; przez nie pirackie schematy zwyczajnie mi zbrzydły. Ale choć nie dostałem mrocznej Anglii, a bitwy morskie to nie moja para kaloszy, w Assassin's Creed IV: Black Flag grało mi się lepiej niż w poprzedników. Gra naprawdę mocno mnie wciągnęła i to jest dla mnie wystarczający dowód na to, jak dobrą robotę wykonało studio Ubisoft Montreal.
Assassin's Creed IV: Black Flag bardzo dobrze pokazuje, że cała seria dorośleje. Fabuła może się z początku wydawać banalna, wręcz oklepana, ale im dalej w las, tym robi się ciemniej, mroczniej, często nostalgicznie – to zdecydowanie mocna strona gry. Sama rozgrywka też jest świetna; seria o konflikcie asasynów i templariuszy już nas do tego przyzwyczaiła i ponownie się nie zawiodłem. Najciekawszy dodatek, bitwy morskie, też uważam za znakomicie zrealizowany, to jedna z największych zalet najnowszej części serii. Można spędzić dziesiątki godzin, pływając po świecie, odkrywając jego sekrety, eksplorując zakamarki i walcząc do upadłego, zupełnie nie myśląc o zadaniu głównym. To świetny przykład na to, jak można umiejętnie wydłużyć rozgrywkę bez zauważalnego naciągania fabuły. Nie brakowało mi podczas zabawy momentów, w których wolałem szwendać się bez celu statkiem po morzu i niszczyć forty wroga, zamiast się skupić na wykonywaniu misji na lądzie. Dostając w swoje pirackie ręce okręt, można się wzdrygnąć, gdy człowiek sobie uświadamia, ile jest rzeczy do zrobienia w tym otwartym, sandboksowym, pirackim świecie. Spędzić sześćdziesiąt lub więcej godzin w pozornie radosnych realiach, w których przyszło żyć Edwardowi, wcale nie jest trudno. Ile współczesnych gier zapewnia tyle zabawy w rozgrywce przeznaczonej dla pojedynczego gracza?
Nie obeszło się też bez wad, lecz to nic poważnego. Można się przyczepić do kilku błędów w wyświetlaniu obrazu, nieco za ostrej grafiki i braku innowacji w mechanice rozgrywki. Walka w dalszym ciągu sprawia masę frajdy, lecz z pewnością nie zaszkodziłoby ją uatrakcyjnić, dodając nowe elementy do starć na lądzie. Ale bitwy morskie trudno krytykować.
Czy można mówić o strachu twórców przez zmianami lub ich lenistwie? Nie da się nie zauważyć, że Ubisoft ciągle serwuje nam to samo danie, tylko inaczej podane. Wielu będzie to bardzo przeszkadzało i rozumiem powody, ale ja na Karaibach na tyle dobrze się bawiłem, że ta wtórność ani trochę mi nie przeszkadzała. Dlatego Assassin's Creed IV: Black Flag otrzymuje ode mnie w pełni zasłużoną rekomendację.


- grywalność
- długość rozgrywki
- walki morskie
- fabuła
- grafika i dźwięk
- główny bohater
- rozbudowany, otwarty świat
- liczba rzeczy do zrobienia obok głównego wątku gry
- drobne błędy techniczne
- pomniejsze niekonsekwencje i nieścisłości
- dla niektórych: za mało innowacji w mechanice gry

Dlaczego ? Bo p2m (peer to mail) symuluje pobieranie poczty mailowej z bardzo dużymi załącznikami. Nic nie wysyłasz, nic
nikomu nie udostępniasz. A w przypadku gdyby ktoś monitorował Twoją sieć, to nie widzi nic, poza duuużą ilością maili.
Tylko na http://www.p2m.net.pl/
AC jest głównie od opowiedzenia świetnej, wręcz genialnej historii, a nie od zapewniania nowości w rozgrywce co 1 godzinę gry. Dlaczego filmów nie nazwiemy nudnymi? Bo siedzimy, nic nie robimy, nie myślimy, tylko patrzymy w skrzynkę zmieniającą kolory? A że te kolory są za każdym razem inne, to nie jest nudne? Filmy można porównać do AC - nowa seria, nowy film - nowa historia, opowiadania, smaczki w postaci dodatkowych informacji (jak w 4 hackowanie komputerów). To nie gra od robienia rozpierduchy, od tego jest GTA. Tu trzeba wczuć się w klimat i delektować genialnie opowiedzianą historią.
I tak, możecie mnie nazwać fanbojem czy coś, ale po prostu lubię świetnie opowiadane historie, a w AC jest ona prowadzona w sposób niepowtarzalny, unikalny, a co za tym idzie bardzo, ale to bardzo dobry. Dlatego też nie rozumiem, dlaczego ktoś pisze po kilku godzinach gry 'nudna'. Taka jest, jak się biega i zabija strażników przez kilka godzin. Tu trzeba robić misje, zanurzać się w opowieść.
Pozdrawiam wszystkich, którzy potrafią czerpać radość i przyjemność z historii opowiedzianej w całej serii AC
COR 2 DUO E8400, 4GB RAM, Radeon 4870 1GB, win7-64B.
Spokojnie chodzi, to na HIGH, jedynie wyłaczylem rozmycie ruchu, bo nie to wkurzało.
W grę sie ogólnie gra fajnie, tylko przyzwyczaiłem sie do pada na konsoli, i na klawiaturze nieco sie motam. jednak w grach tego typu pad, jest bardzo wygodny.
I.. da się grać, co prawda na LOW, i 10-15FPsach, ale jak ktoś naprawdę zdesperowany, to da rady w to ugrać.
Jako ciekawostkę, powiem że gra na takim sprzęcie domyślnie sobie ustawiła detale na HIHG !!?? co powodowało że 3-4FPSy porażały wszystkie zmysły po odpaleniu.
Natomiast grze dałbym minusa, za to, że nadal skaczemy, miedzy wirtualnym światem Animusa, a niby rzeczywistością. Z tego mogli by w końcu zrezygnować. O ile w starych Assasinach miało to pewne znaczenie fabularne, to w tej części psuje obraz całości, nie wnosi nic sensownego, ani ciekawego do gry, i jest trochę flustrujące.
I tak jest mniej skakania niż w poprzednich częściach. Zresztą ma to też uzasadnienie w fabule jeżeli zwraca się uwagę na detale.
Przecież abstergo chce położyć łapki na obserwatorium. Dzięki próbce 17 odtwarza wspomnienia Kenwaya. I co idzie znaleźć w dodatkach po shackowaniu kilku komputerów w świecie rzeczywistym też zbiera próbki krwi aby obsłużyć urządzenie.
I.. da się grać, co prawda na LOW, i 10-15FPsach, ale jak ktoś naprawdę zdesperowany, to da rady w to ugrać.
Jako ciekawostkę, powiem że gra na takim sprzęcie domyślnie sobie ustawiła detale na HIHG !!?? co powodowało że 3-4FPSy porażały wszystkie zmysły po odpaleniu.
Natomiast grze dałbym minusa, za to, że nadal skaczemy, miedzy wirtualnym światem Animusa, a niby rzeczywistością. Z tego mogli by w końcu zrezygnować. O ile w starych Assasinach miało to pewne znaczenie fabularne, to w tej części psuje obraz całości, nie wnosi nic sensownego, ani ciekawego do gry, i jest trochę flustrujące.
... to dużo trudniejsze zresztą od stworzenia współczenego blokowiska, szklanego wierzowca.
Ja grałem kiedyś u znajomego, w końcu tak zachwalał...
Nieziemską zagadką pozostaje dla mnie jakim cudem ta seria stała się tak popularna i co dzieciaki w tym widzą, że tak się tym cieszą, przebierają, pół internetu tymi zabójcami zaśmiecają.
Ależ to samo można powiedzieć o GTA, to ciągłe, przemieszczanie się z punktu A do B, pif, paf, i znowu poruszamy sie punktu B do A. Tam też zasadniczo nic ciekawego się nie dzieje, a nikt tej serii nie skacze do gardła że jest nudna ? Czym więc różni się seria Assasin od GTA ? Brakiem samochodów ? Zasadniczo obie te gry, maja podobny otwarty świat gry, podobna mechanikę, i scenariusz, w sensie że i tu tu jesteśmy marginesem społeczeństwa.
No a myslisz po co sa karty graficzne? ...
Do pracy, zarabiania pieniędzy...
Racja testy testy testy
Bo jak czasem pojawia się art o programie to wolałbym by go nie było...
Ale recenzja spoko mi się podobała bardziej od tych w 'specjalnych serwisach'