Bezpieczne rozegranie
Studio Warner Bros. Games Montréal miało bardzo trudne zadanie. Twórcy gry zdawali sobie sprawę z tego, że po tym, jak pokażą swoje najnowsze dziecko, będzie ono porównywane ze znakomitymi poprzednikami. To w końcu gry bliskie ideałowi, do których co jakiś czas powracam i powracać będę. Jeden z nich, nie pomnę który, w wywiadzie wspomniał nawet, że nie chce mieć w CV wpisu o tym, że z produkcji ocenionej przez prasę jako niemalże doskonała zrobił twór o jedną trzecią gorszy. Jak powiedział, przede wszystkim nie chcieli zepsuć świetnej przecież serii, dlatego postanowili wykorzystać w Batman: Arkham Origins sprawdzone środki, ale po to, by opowiedzieć własną historię i nieco tylko doszlifować całość. To widać, bo nowy Batman jest grą bardzo podobną do poprzednich części. Niewątpliwie tę piłkę rozegrano bezpiecznie, wręcz nadzwyczaj asekuracyjnie.
Batman: Arkham Origins to bardzo dobra gra, nie mam co do tego wątpliwości, ale poprzednikom raczej nie dorównuje. Pod paroma względami jest gorsza i wyjąwszy grafikę nie doszukałem się żadnych przewag. Fabuła, choć naprawdę niezła, jest przewidywalna i w żadnym momencie nie zaskakuje. Bardzo mnie irytowało również to, że liczba miejsc, w których można się uczepić batclawem, jest ograniczona, przez co poruszanie się po Gotham nie jest tak płynne jak w poprzednich częściach gry. Liczyłem też po cichu na jakąś większą zmianę, coś, czego nie było do tej pory, element, który by sprawił, że Batman: Arkham Origins byłby czymś więcej niż kolejną grą opartą w znakomitej większości na sprawdzonych rozwiązaniach. Tego „czegoś” nie ma i jest to dla mnie pewne rozczarowanie. Tryb wieloosobowy to za mało. Nietoperzowi odrobinę mniej sterczą uszy, wszędobylska w poprzednich częściach groteska już tak nie zalewa monitora, zabrakło tej psychodeli, którą okazjonalnie się widywało.
Jednakże Batman: Arkham Origins zapewnił mi bardzo dużo frajdy, w dużej mierze właśnie dzięki należytemu wykorzystaniu wielu mechanizmów znanych z poprzedniej części. Miasto się rozrosło, jest tam sporo do zrobienia, odkrycia, zwiedzenia. Walka to po raz kolejny majstersztyk, a poukrywani superwrogowie są wisienką na i tak smakowitym torcie. Trzecia już wizyta w Gotham w stroju Mrocznego Rycerza jest długa i wciąga. Dlatego najnowszej części jego komputerowych przygód bez chwili zastanowienia przyznaję nagrodę i zachęcam Was do przekonania się samemu, co jest grane, jakkolwiek dziwne opinie o niej tu i ówdzie można znaleźć.

dla gry Batman: Arkham Origins

- rozbudowany teren działań
- długość rozgrywki
- dużo zadań pobocznych
- tona sekretów
- grafika i dźwięk
- grywalność
- znakomita walka
- bossowie
- gra wieloosobowa
- przewidywalna fabuła
- brak innowacji
- ograniczenia zawiązane z przemieszczaniem się
- Uboższa w „klimat” od poprzedników

http://youtu.be/TYn1IioVp4k
Dla mnie akurat gra jest udana,3 cześć dobrze że jest zrobiona w starym stylu.Brakuje tej innowacji jakiejś i zagadek Riddlera ;/ ale gra się przyjemnie jak AA i AC
(...)
Polacy.