Grafika i dźwięk
Batman: Arkham Origins jest oparty na tym samym silniku co poprzednicy, UEngine 3.5, zatem rewolucji w dziedzinie jakości obrazu nie ma. Nastąpiła jednak ewolucja: widać nie tylko kilka nowych detali, ale też nieco inny technicznie sposób przedstawienia świata. Wydawać by się mogło, że pomimo użycia tak starego narzędzia jakość grafiki będzie poniżej średniej, do której przyzwyczaiły nas ostatnie gry, lecz jest ona całkiem niezła, momentami wręcz znakomita. Zawsze podkreślam, że to narzędzie jest bardzo kontrowersyjne, bo zdecydowana większość opartych na nim gier wygląda kiepsko. Ale po bliższych oględzinach można odnieść wrażenie, że twórcy nowego Batmana wycisnęli z UEngine 3.5 dosłownie wszystko.
W poprzedniej części serii oprawa wizualna była nieco ostrzejsza, bardziej szczegółowa. Nie jest to absolutnie wada tej najnowszej, wręcz przeciwnie. Po prostu ekipa Warner Bros. Games Montréal w większym stopniu wykorzystała głębię ostrości i rozmycie, co dało naprawdę dobry efekt. Do mnie taki odrobinę zmiękczony obraz przemawia, wydaje się bardziej realistyczny. Za to kluczowe postacie, w tym Mroczny Rycerz, nie ustępują szczegółowością wcześniejszym, ale też mają więcej krągłości i są pokryte innymi teksturami. Zmienił się w końcu cały kombinezon Batmana. Ten z pierwszej części serii był mocno groteskowy, na przykład maska miała wysokie, spiczaste uszy. W Batman: Arkham City był odrobinę bardziej wiarygodny, ale dopiero ten najnowszy wygląda naprawdę jak należy i widać, że przywdział go ktoś, kto wybiera się na wojnę, a nie na nocny spacer po dachach wieżowców. Uszy zostały mocno przycięte, dużo bardziej widać zniszczenia na kombinezonie: różnego rodzaju rysy, dziury i tym podobne, przy czym całość wygląda tym lepiej, im wyższy poziom wygładzania zostanie włączony w opcjach.
Nie zabrakło najpopularniejszych efektów graficznych. Można wybrać kilka stopni ambient occlusion, głębi ostrości, dynamicznych cieni, geometrii obiektów (teselacja – widać ją zwłaszcza na pelerynie Batmana) oraz wygładzania krawędzi. Jest też parę popularnych „upiększaczy” obrazu, takich jak odbicia, promienie słońca, flary czy motion blur. Nie obyło się też bez reagujących na gracza efektów cząsteczkowych; wygląda to świetnie i nie zarzyna karty graficznej. Optymalizacja też jest naprawdę niezła, trzeba tylko uważać, by nie przesadzić z wygładzaniem krawędzi, a wtedy sporo powyżej pięćdziesięciu klatek na sekundę przy wszystkich innych opcjach graficznych ustawionych na maksimum jest jak najbardziej realną liczbą. Tak naprawdę tylko wygładzanie i zaawansowane efekty modelu fizyki PhysX mocno się odbijają na płynności.
Gra została stworzona z myślą o produktach Nvidii i ten z platformy testowej sprawdził się znakomicie. Na ocenę tego, jak sobie radzą Radeony, musicie jeszcze chwilę poczekać: w przygotowaniu jest drugi materiał, który dotyczy tylko wydajności w tej grze. Do oprawy audio nie mam zastrzeżeń; zarówno muzyka, jak i głosy aktorów są naprawdę na wysokim poziomie. Moim zdaniem Marka Hamila w roli Jokera oraz Kevina Conroya jako Batmana naprawdę trudno było przebić, ale duetowi Baker i Smith to się udało.


