artykuły

Sony Xperia Z Ultra – krótki test 6-calowego phabletu rodem z Japonii

Sony Xperia Z Ultra, czyli rozciągnięta Xperia Z1

40
31 października 2013, 07:41 Mieszko Krzykowski

Mocno „obcięty” aparat

Wyjąwszy rozmiar największą różnicą między Xperią Z1 a Ultrą jest aparat. Ma on „jedynie” 8-megapikselową matrycę (choć w trybie automatycznym fotografie mają tylko 7 megapikseli za sprawą cyfrowej stabilizacji obrazu), czyli znacznie mniej okazałą niż jej 20-megapikselowa koleżanka. Możemy się domyślać, że to drastyczne cięcie wynika z bardzo małej grubości obudowy Ultry. Rzadko się o tym mówi, ale większe matryce (a ta z Xperii Z1 jest całkiem spora, jak na smartfonowe standardy) trzeba łączyć z grubszą optyką, a Z Ultra jest o 2 mm cieńsza od Xperii Z1. Niby niedużo, ale mogło to być przyczyną tego niefortunnego cięcia.

Ale jak wiadomo, megapiksele to nie wszystko i ich duża liczba wcale nie gwarantuje wysokiej jakości obrazu. Jednak nie da się nie zauważyć, że Xperia Z Ultra robi zdjęcia nieporównywalnie gorszej jakości niż Xperia Z1, i największym problemem wcale nie jest tu rozdzielczość. Kadry wyglądają bardzo nieciekawie. Kolory są „wyprane”, automatyczny balans bieli ma skłonność do ochładzania barw, zakres tonalny jest słaby i do tego widoczne są wyraźne efekty działania mechanizmów odszumiających. Obraz wygląda ostro, ale jest to bardziej wynik programowego wyostrzania niż zdolności sensora i optyki do wychwytywania drobnych szczegółów. Podobnie jest z nagrywaniem wideo: niby rozdzielczość Full HD i tryb HDR (choć dostępny jedynie w niższych rozdzielczościach) brzmią nieźle, ale rezultat wygląda mało imponująco. Krótko mówiąc, moduł foto-wideo Xperii Z Ultra nie tylko jest słaby, jak na gadżet kosztujący niemal 3000 zł, ale jest to również jeden ze słabszych 8-megapikselowców spośród tych, z którymi mieliśmy do czynienia ostatnimi czasy, i nietrudno znaleźć sprzęt kilka razy tańszy, który lepiej się nadaje do rejestrowania różnych wydarzeń, a nawet ma... diodę LED.

 

 

 

3