Sam Fisher to prawdopodobnie najsłynniejszy cichy likwidator w komputerowym świecie. W ciągu dekady jego metody się nie zmieniły, ale są niezmiennie skuteczne. Przepis na sukces jest prosty: służba ojczyźnie przede wszystkim, a ponieważ ta jest nieustannie zagrożona, rynek pracy o Fisherze nie zapomni. Swoją robotę facet najwyraźniej lubi, bo doczekaliśmy się siódmej już części jego przygód. Po średnio udanej Conviction najnowsza, Blacklist, ma być powrotem do korzeni, czyli gra ma polegać przede wszystkim na cichym eksterminowaniu wrogów stanu, oczywiście w pojedynkę, jak to wirtualni wymiatacze mają w zwyczaju.
Spis treści
Tytułem wstępu
Sam Fisher to postać kultowa, ikona dla miłośników skradankowych gier akcji. Od ponad dekady jest bohaterem popularnej serii Splinter Cell. To klasyczny przykład faceta z jajami, cichego wymiatacza, świetnie wyszkolonego żołnierza i agenta służb specjalnych w jednym, który zawsze jest gotów służyć ojczyźnie. Na moje oko jakoś specjalnie się on nie wyróżnia na tle innych podobnych postaci, głównie ze względu na oklepaną warstwę fabularną gier z jego udziałem, oscylującą dookoła walki z terrorystami, rządowych afer i innych takich. Ale nawet pomimo tego fanów mu nie brakuje, chociaż przyznaję uczciwie, że sam do nich nie należę. Oczywiście, na przestrzeni lat działy się z Fisherem najróżniejsze rzeczy, a pobyt w więzieniu, śmierć córki, zdrada czy rola wroga stanu numer jeden to wierzchołek góry lodowej. Jednakże są to zabiegi jak najbardziej standardowe, w końcu serię przedłużyć jakoś trzeba, a wplecenie osobistych problemów w charakterze motywacji do walki z terrorystami to pomysł wyjątkowo skuteczny. Riddick tego nie potrzebuje, Fisher też pewnie mógłby się bez tych pierwiastków obejść, ale nic to – jest, jak jest.
W Splinter Cell: Blacklist porzucono motyw osobistych przejść głównego bohatera na rzecz walki z – a jakże – terrorystami. Akcja gry dzieje się w sześć miesięcy po wydarzeniach kończących poprzednią część serii, Conviction. Fisher działa na własne konto, sam wybiera zlecenia. Nic dziwnego, rząd go trochę przez ostatnie lata wyeksploatował. Sam przebywa na terenie bazy sił powietrznych Anderson na wyspie Guam wraz ze swoim współpracownikiem z prywatnej firmy najemniczej. Pech chciał, że miejsce to staje się celem ataku terrorystycznego. Fisherowi udaje się ujść z życiem tylko dlatego, że jego kompan zasłania go własnym ciałem i przyjmuje na siebie falę uderzeniową z granatu. Za zamachem stoi jednostka znana jako Inżynierowie, składająca się z kilkunastu prężnie działających ludzi. Okazuje się, że atak na wyspie Guam to dopiero początek. Następne z tytułowej czarnej listy mają następować co kilka dni, aż rząd Stanów Zjednoczonych spełni żądania grupy. Te są, oczywiście, mocno wygórowane, stąd pomysł powołania do życia jednostki o nazwie Czwarty Eszelon, na której przywódcę pani prezydent wybiera, a jakże, Fishera. Łatwo się domyślić, co się dzieje dalej. Czas przywdziać zielone gogle oraz obcisły kombinezon i wziąć się do roboty.

Najlepsze to 3 pierwsze części czyli Splinter Cell , SP Pandora Tomorrow i Chaos Theory. Double Agent też b.dobra część ale przynajmniej ja za nią nie przepadam ponieważ miałem z nią straszne problemy z działaniem, bardzo często miałem crashe co było bardzo irytujące, jednak pomijając to SP Double Agent to także moim zdaniem ostatnia udana część. Może swoje zdanie zmienię jak zagram w SP Blacklist bo z tego co widzę jest lepiej dużo lepiej
Nie pisz takich życzy, bo jak to w Polsce, uznają cię za hejtra
Pierwsza plansza ma dobrą grafikę praktycznie jak Battlefield 3 kolejne plansze już słabszą, ale opłaca się włączyć Textury na Ultra, Tesselacje i przynajmniej FXAA
Tutaj masz test kart graficznych w Splinter Cell Blacklist
Ze strzelanin które faktycznie mają grywalność to:
Unreal z 1998 (jeśli nie mylę się)
Unreal Tournament 1999
Quake 3 Arena
COD 2
Serious Sam Pierwsze Starcie
Serious Sam Drugie Starcie
Serious Sam 2
Projekt IGI
Projekt IGI 2
Postal 2
Postal 2 Apocalypse Weekend
Doom 1 i 2
Return To Castle Wolfenstein
Painkiller (wszystkie części)