Co moje oko i ucho cieszy
Metro 2033 pod względem oprawy wizualnej wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Piałem z zachwytu nad niektórymi efektami graficznymi, chociaż mam w głowie obraz tego, jak nierówna była ta oprawa. Przede wszystkim miejsca na powierzchni nie dorównywały tym podziemnym; widać było, że komuś albo się nie chciało, albo z innego powodu niż lenistwo użył małej liczby powtarzających się elementów. Po Metro: Last Light oczekiwałem poprawy na tym polu i tak faktycznie jest: świat Dwójki okazał zdecydowanie bardziej wizualnie rozbudowany.
Do jakości grafiki naprawdę nie mogę się przyczepić. Gra jest bardzo, ale to bardzo ładna, wizualnie dopieszczona. Już po kilku minutach zabawy widać, że w porównaniu z poprzednikiem poczyniono w tej dziedzinie niemały krok do przodu. Ale zanim zacznę rozpływać się nad zaletami, napiszę kilka słów o tym, co mi się nie spodobało. W Metro 2033 znakomitym pomysłem było rozmycie potworów podczas ich ruchu, tak że ich sylwetki były ostre tylko wtedy, gdy znajdowały się blisko gracza. Ten efekt był dostępny, o ile dobrze pamiętam, w najwyższych ustawieniach jakości obrazu, ale nie znalazłem go w Metro: Last Light. Szkoda, bo wyróżniał on tę grę na tle konkurencji – czegoś takiego nigdzie dotąd nie spotkałem. Nie przekonuje mnie też wygląd ognia: jest jakiś taki powtarzalny, odstaje nieco od reszty oprawy. Nie twierdzę, że płomienie wyglądają źle, po prostu widziałem lepsze. Ponadto postaciom przydałaby się płynniejsza animacja.
Na szczęście cała reszta jest wyśmienita. Grze przybyło szczegółów, to się widzi od samego początku. Modele postaci również wyglądają jeszcze lepiej niż ostatnio, są bardziej realistyczne. Zaimplementowano wszystkie najnowsze sztuczki graficzne, jakich się obecnie wymaga od gier pretendujących do miana tych najładniejszych, najbardziej zaawansowanych technicznie. Postarano się o HDR, znakomitą, wyjątkowo naturalną głębię ostrości, bloom, motion blur, promienie słońca, efekty pogodowe czy zaawansowane cząsteczkowe. W trzech słowach: wszystko się zgadza, Metro: Last Light jest bardziej wyrafinowaną, bardziej realistyczną grą od poprzednika.
Słowo należy się też oprawie dźwiękowej i wydajności. Grałem z angielskim lektorem w tle i muszę przyznać, że poszczególne dźwięki, niezależnie od tego, czy mowa o bohaterach niezależnych czy ambientowych wstawkach gdzieś w metrze, są najwyższej próby. Rozmowy to w istocie mieszanka angielsko-rosyjska, bardzo przekonywająca. Muzyka w tle też jest w porządku. Natomiast wydajność... Cóż, rewelacji się nie spodziewałem, ale wcale nie jest tak źle, jak zakładałem na samym początku. Zdecydowanie najbardziej obciążającym efektem graficznym jest SSAA, ale, dla równowagi, koszt teselacji jest niski, podobnie jak koszt zaawansowanych efektów PhysX.
Producent dołączył do gry niezgorszy benchmark, na który się powołam. W rozdzielczości 1920 × 1200 w bardzo wysokich ogólnych ustawieniach jakości obrazu i przy włączonych efektach motion blur, SSAA ×2 oraz zaawansowanej fizyce średnia liczba klatek na sekundę w blisko trzyminutowym demie wyniosła 24, a to słaby wynik. Natomiast po wyłączeniu SSAA liczba ta wzrosła aż do 38 kl./s, co umożliwia całkiem płynną grę. Rezygnacja z teselacji to dalsza poprawa: 45 kl./s. Uważam, że jest pod tym względem całkiem nieźle i tym samym łączę się w bólu z posiadaczami kart AMD, którzy masowo narzekają na wydajność. GeForce GTX 670 DirectCU II z mojej platformy działał w fabrycznych ustawieniach; przez całą rozgrywkę nie miałem z nim najmniejszego problemu, a efekty cząsteczkowe na ekranie podłączonym do karty Nvidii są w Metro: Last Light naprawdę widoczne.
Przy okazji sprawdziliśmy, jak grało się na konfiguracji z najwydajniejszą jednordzeniową kartą graficzną: GeForce'em GTX Titan. We wbudowanym teście była ona, oczywiście, znacznie szybsza od używanego przez nas GeForce'a GTX 670 OC, bo osiągnęła 57 kl./s. Co jednak najważniejsze, to właśnie Titan pozwolił w pełni płynnie grać w maksymalnych ustawieniach. To doskonale obrazuje, jak wymagająca jest ta gra.
Kartę Zotac GeForce GTX Titan do testów dostarczył:


