artykuły

Metro: Last Light – recenzja drugiej części klimatycznej strzelanki pierwszoosobowej

Ostatnie światło

60
17 maja 2013, 16:16 Dawid Grzyb

Postapokaliptyczna czkawka

Metro: Last Light to podobnie jak poprzednik pierwszoosobowa strzelanka, której akcja dzieje się na terenach zniszczonej Moskwy. Jak na postapokaliptyczną wizję przystało, miasto zostało zdewastowane przez wojnę atomową, a stolica Rosji wydaje się oczywistym celem ataku. Ludzie schronili się tam, gdzie promieniowanie nie jest dla nich zabójcze: w wyjątkowo rozbudowanym systemie moskiewskiego metra. Tych, którzy pozostali na powierzchni, czekała śmierć, a w najlepszym razie mutacja. Gdy doda się te wszystkie składniki do siebie, łatwo uzyskać obraz rozgrywki. Tak, to co prawda gra akcji, w której się niemało strzela, ale okraszona jest stosowną porcją horroru.Ponieważ wydarzenia rozgrywają się w rok po tych, które przedstawiono w poprzedniej części, teren działań teoretycznie się nie zmienił. Dalej przyjdzie Wam buszować po systemie podziemnej komunikacji miejskiej, przy czym ze względu na niekorzystne dla zdrowia warunki na zewnątrz przebywanie tam jest bardziej niż niezalecane. W zasadzie najlepiej byłoby siedzieć na czterech literach i nie wychylać się poza obręb ludzkich skupisk, bo pod ziemią też zdecydowanie nie jest bezpiecznie. Artem odegrał niemałą rolę w fabule w Metro 2033 i pomimo tego, że jest osobą rozpoznawaną, niekiedy utożsamianą z prawdziwym bohaterem, w dalszym ciągu nie ma lekko, jest częścią podziemnej społeczności, która aby przetrwać, musi sobie radzić. Ponieważ przyczynił się do zażegnania niebezpieczeństwa, o którym wolę tu nie pisać, aby nie psuć Wam zabawy, i ma zestaw unikatowych zdolności, dostaje od szefostwa specjalne zadanie do wykonania.Przez rok zmieniło się tyle co nic, ludzie dalej żyją w niewielkich, prowizorycznych skupiskach, nie mają lekko. Jednakże twórcy gry idealnie oddali ich zdolności adaptacyjne. Pomimo przeciwności losu nie brak małych dzieci, mieszkańcy są zazwyczaj umiarkowanie zadowoleni, przychylni Artemowi, panuje porządek. Zamiast wszędobylskiej rozpaczy, lamentów i wyczekiwania końca – codzienność, której celem jest przetrwanie, z naszej perspektywy, owszem, wyjątkowo smutna. Poruszając się po świecie gry, można odnieść wrażenie, że każdy sobie radzi, jak może, i to mnie kupiło. Da się zauważyć, że spora część rezydentów otumania się napojami wyskokowymi tak często, jak tylko się da, co pewnie w dużym stopniu tłumaczy ich pozytywne i często pomocne nastawienie do gracza, niezależnie od tego, do jakiego „miasta” zawita. W końcu każdy sposób na osłodę ciasnoty i życia w ukryciu jest dobry – i to właśnie udało się tak dobrze pokazać twórcom. Sens chyba chwytacie: widać pomocne dłonie, to, że ludzie potrafią dbać o siebie nawzajem, pracę zbiorową. To właśnie takie przedstawienie świata Metro: Last Light wydaje mi się właściwe, realistyczne, zważywszy na nieustanne zagrożenie.Ale obrazek nie byłby kompletny, gdyby nie odpowiedni wygląd otoczenia. Podziemne skupiska ludzi są sklecone naprędce z tego, co było pod ręką; przepych to ostatnie, co można tam zauważyć. Artem odwiedzi kilka siedlisk, z czego jego macierzyste bardziej przypomina podziemną bazę wojskową niż cokolwiek innego – a takich baz nie brakuje. Dalej jest nieco bardziej kolorowo, w pewnym momencie bohater zawita nawet do miasta rojącego się od ciemnych typów i cwaniaczków, w którym taka postawa to najwidoczniej najprostsza droga do góry po społecznej drabinie. „Wenecja” jest nastawiona na klienta; swoje usługi świadczą w ciasnych klitkach panie lekkich obyczajów, można sobie zaaplikować niejedną kolejkę czegoś mocniejszego, a nawet zapalić małe co nieco, postrzelać na czas do gryzoni i wygrać zakład. Jest barwnie, chociaż dość tandetnie, ale też swojsko, nawet pomimo tego, co dzieje się na powierzchni. W końcu uciech pod ziemią nie ma wiele i trzeba sobie jakoś to życie umilać. W grze nie zabrakło też dwóch znanych z poprzedniej części frakcji: Czwartej Rzeszy oraz Komunistów. Nie lubią się one nawzajem ze względów ideologicznych, a że dysponują stosownymi środkami, walczą ze sobą. Nie zaskoczę Was chyba, pisząc, że Artem często bierze w tym czynny udział, nie zawsze z własnej, dobrej i nieprzymuszonej woli. Bardzo przypadły mi do gustu postacie niezależne. Każda ma coś do powiedzenia, jedne mniej, inne więcej, ale na niemowę nie natrafiłem. Mają często zabawne kwestie dialogowe, a czasem snują mroczne opowieści gdzieś przy ognisku. Nie spotkałem się też z atakiem klonów; tym razem nie położono nacisku na jedynie kilka kluczowych postaci, otoczonych masą statystów. Starano się tak oddać świat w grze, aby przekonywał bogactwem menażerii, jej wielobarwnością, przywiązaniem do szczegółów, które przecież są bardzo ważną częścią układanki.Metro to w większości zniszczone, ciemne korytarze, po których niebezpiecznie się przemieszczać na piechotę. Jednakże można napotkać pojazdy szynowe, które mogą gracza dość szybko przetransportować z jednego punktu do drugiego. Eksploracja zniszczonych tuneli daje masę frajdy; to z pozoru nieciekawe miejsca, ale muszę przyznać, że wyjątkowo klimatyczne. Natrafiamy na opustoszałe perony, naprędce sklecone posterunki wroga i inne podobne atrakcje. Dodatkowo można wyjść na powierzchnię, a tam oczom ukaże się widok doszczętnie zniszczonej, wyjątkowo niegościnnej Moskwy. Pośród ruin bohater nie spotka żywej duszy, wyjąwszy agresywne wybryki natury. Spacerowanie pośród zgliszcz przywiodło mi na myśl grę S.T.A.L.K.E.R., ale tym razem nie jest to aż tak rozbudowany element rozgrywki, w każdym razie swobody jest tu zdecydowanie mniej. I w tym miejscu wychodzi najpoważniejsza wada gry: liniowość. Twórcy Metro: Last Light oddali do dyspozycji Artema tylko jedną ścieżkę, z której nie da się zboczyć, na której nie sposób zabłądzić. To chyba ukłon w stronę niedzielnych graczy, chociaż najnowsze dziecko studia 4A Games do łatwych nie należy. Jedynym odstępstwem od normy są obozy wroga, w których da się pogasić światła, aby przemknąć niezauważonym, ale to cała dowolność. Szkoda, bo cenię sobie w pierwszoosobowych strzelankach nieco przestrzeni życiowej, poniekąd przyzwyczaiłem się do niej i wiem, że spora część z Was również. Niemniej przedstawiony w Metro: Last Light świat uważam za wyjątkowo ciekawy, wart zgłębienia.

2