Chłodzenie
Artykuł
Łukasz Marek, Wtorek, 24 grudnia 2013, 19:49

Deliberacje o temperaturze

Efektywność i głośność to dwie cechy, którymi można scharakteryzować dowolny układ chłodzenia, bez względu na to, czy ma on chłodzić procesor, kartę graficzną czy inny element komputera. Jego wydajność decyduje o tym, w jakiej temperaturze pracuje sprzęt. I tutaj zaczyna się problem.

Mamy bowiem nieodparte wrażenie, że niejednokrotnie użytkownicy pecetów przywiązują zbyt dużą wagę do tego, jaką temperaturę osiąga dany produkt. Jeśli producent zaprojektował układ do działania na przykład w 100 stopniach Celsjusza i daje 2-, 3- lub 5-letnią gwarancję, to oznacza to mniej więcej tyle, że sprzęt, pracując w temperaturze 100 stopni przez 24 godziny na dobę, ma wytrzymać co najmniej okres gwarancyjny. Resztą użytkownik nie powinien się przejmować. Tak to wygląda w idealnym świecie, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Zbyt wysoka temperatura podzespołu prowadzi bowiem do podwyższonego poboru energii (nie wierzycie? Sprawdźcie!) oraz zmniejszenia jego żywotności. W wysokiej temperaturze degradacja krzemu następuje szybciej i o ile argument o gwarancji jest zasadny, to trzeba wziąć pod uwagę jedną rzecz. Otóż pomimo tego, że procesor czy karta graficzna ma pracować, powiedzmy, przez 2 lata w 100 stopniach Celsjusza, kalkulacje nie uwzględniają czasu straconego na wymianę sprzętu (nawet w trakcie gwarancji), a już na pewno nie sięgają okresu po gwarancji. My nie bylibyśmy zachwyceni, gdyby wyższej klasy karta graficzna działająca w 90–100 stopniach przez 2 lata odmówiła współpracy niedługo po zakończeniu okresu gwarancyjnego. Tym samym, mimo że nie podzielamy nadmiernego przywiązania do niskiej temperatury działania podzespołów, to jednak sądzimy, że pewna rozsądna granica nie powinna być przekraczana i że warto się zatrzymać w momencie, kiedy sprzęt wciąż nie pozwala „zagotować wody w czajniku”. Dla większości podzespołów będzie to 70–80 stopni, ale zdarzają się wyjątki. Przykładowo procesory Haswell Intela do tej pory zwykle bez problemu pracują w 80–90 stopniach i można się spodziewać, że w najbliższym czasie ich użytkownicy nie doświadczą z tego powodu żadnych problemów.

A dolna granica? Obcując przez dłuższy czas ze sprzętem, w wielu przypadkach można zauważyć ciekawą prawidłowość. Otóż wysoka temperatura przeszkadza w podkręcaniu „na granicy”, o czym mogliśmy się przekonać, tworząc w redakcji profile do podkręcania, które na stałe zapisywaliśmy w pamięci płyt głównych. Przykładowo Core i7-3970X podkręcony do 5 GHz i pracujący w pełni stabilnie po zastosowaniu układu chłodzenia wodą typu Corsair H100i będzie w tych samych ustawieniach sypał niebieskimi ekranami, jeśli zapewni mu się temperaturę działania dosłownie o 10 stopni wyższą (np. chłodząc go powietrzem). I to pomimo tego, że nadal będzie się ona utrzymywać w granicach przewidzianych do pracy 24 godziny na dobę, czyli poniżej 90 stopni. Tak samo zachowuje się wiele innych procesorów czy kart graficznych, dlatego to niezbyt rozsądnie ustawiać maksymalną prędkość obrotową wentylatora na radiatorze wyłącznie na czas podkręcania. To, że ustabilizujemy procesor czy kartę przy wybranych ustawieniach podczas pracy w 65–70 stopniach Celsjusza, wcale nie oznacza, że podzespół nie zacznie sprawiać problemów, kiedy rdzeń będzie rozgrzany do 80 stopni.

...i głośności

W tym przypadku w redakcji PCLab.pl obowiązuje odwrócony system wartości. Do temperatury użytkownicy przykładają niesamowitą wagę, ale czytając komentarze, mamy wrażenie, że siedzenie w hałasie na poziomie 45–50 dB to nic. Pytanie tylko, czy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak duży jest to hałas. Moglibyśmy wypisać tysiące porównań i uświadomić wielu osobom, że 45–50 dB to tyle, ile do uszu dociera z ust siedzącego tuż obok rozmówcy, ale wydaje nam się, że najlepiej zobrazować to filmem.

UWAGA: jak oglądać poniższy film?

Aby uświadomić Wam, jak głośny jest dźwięk o natężeniu 45–50 dB w porównaniu z takim o natężeniu 25–30 dB, przygotowaliśmy krótki film, ale zanim go obejrzycie, przeczytajcie krótką instrukcję.

  1. Zakładamy słuchawki (aby w miarę możliwości odizolować dźwięki otoczenia), włączamy film i przez 5–10 s dostrajamy głośność tak, aby z przetworników dobywał się słyszalny szum. To jest właśnie zakres 25–30 dB, generowany przez przykładowy układ chłodzenia wodą w jednym z ustawień. W praktyce nasz niskiej jakości mikrofon nie jest nawet w stanie wychwycić odgłosu pracy układu...
  2. Bez manipulowania głośnością słuchawek oglądamy film dalej. Po chwili (około 15. sekundy filmu) słyszalny jest odgłos ostrzenia aparatu, którym nagrywaliśmy film. Również do tego dźwięku można dopasować głośność w słuchawkach. Na filmie sukcesywnie jest zwiększane natężenie dźwięku (przez zmianę prędkości wentylatorów), aż do około 50 dB.
  3. Po obejrzeniu filmu wracamy do czytania tekstu ;)

Jesteś pod wrażeniem?

Czy po obejrzeniu filmu jesteś pod wrażeniem? Dźwięk na poziomie 45–50 dB generuje choćby właśnie aparat dopasowujący ostrość (dlatego nikt poważny nie kręci filmów z autofokusem, a cała regulacja odbywa się ręcznie) lub klawiatura mechaniczna. W związku z tym my raz po raz jesteśmy zdumieni, gdy widzimy, jak niektórzy z naszych Czytelników nazywają hałas zbliżony do tego na końcu filmu (45–50 dB) „słyszalnym, ale znośnym”. Naszym zdaniem siedzenie przy tego typu „suszarkach” stoi w całkowitej sprzeczności z pojęciem komfortu użytkowania. Lepiej mieć to z tyłu głowy w trakcie oglądania wykresów z połączonymi wynikami testów wydajności i głośności. 

Spis treści
Ocena artykułu:
Ocen: 39
Zaloguj się, by móc oceniać
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane