artykuły

iPhone 5 – test smartfona, którego nie trzeba przedstawiać

Siewca pożogi

103
24 października 2012, 15:06 Mieszko Krzykowski

Aparat

Udany smartfon z dobrej półki musi mieć dobry aparat fotograficzny. iPhone 4S może nie zachwycał jakoś specjalnie megapikselami czy też nadzwyczaj jasną optyką, ale po prostu zapewniał ładny obraz. Na tyle ładny, że iPhone 5 nie zmienia prawie nic pod tym względem, a i tak ma jeden z najlepszych aparatów spośród tych, które można spotkać w smartfonach. Głównym wyzwaniem było odchudzenie optyki, aby zmieściła się w nowej obudowie, co wymusiło pewne zmiany konstrukcyjne, niemające wpływu na jakość zdjęć.

Nie oznacza to jednak, że nowy iPhone nie przynosi zupełnie nic nowego w dziedzinie fotografowania, nastąpiła bowiem jedna istotna zmiana. O ile maksymalne ISO iPhone'a 4S to 800, o tyle w piątej generacji wynosi ono aż 3200, co ma gigantyczny wpływ na to, co się dzieje w bardzo słabych warunkach oświetleniowych. Tak wysokie ustawienia czułości matrycy są okupione mocnym spadkiem szczegółowości. Wynika to z działania sprytnego mechanizmu redukcji szumów, który analizuje czwórki pikseli, wybiera z nich te, na których nie ma szumów, uśrednia wynik do jednego piksela, a później rozciąga powstały obrazek do pełnej rozdzielczości 8 megapikseli. Prawie jak PureView Nokii.

W praktyce działa to zaskakująco dobrze. Zrobione w ten sposób zdjęcia może i nie są rewelacyjnej jakości, ale jest ona znośna i na ekranie telefonu wygląda to całkiem nieźle. Trzeba też pamiętać, że jakiekolwiek zdjęcie jest lepsze od braku zdjęcia, a te dodatkowe czułości ISO umożliwiają fotografowanie w warunkach wcześniej całkowicie niedostępnych dla smartfonów. Jest tylko jeden problem. Nie wiemy, z czego to wynika, ale ten specjalny tryb nie był domyślnie aktywny w naszym egzemplarzu. Jakkolwiek ciemno by było, oprogramowanie nadal ustawiało maksymalnie ISO 800, a wymuszenie dodatkowych trybów było możliwe dopiero po kupieniu i zainstalowaniu aplikacji Camera+. Może to zależy od wersji oprogramowania albo regionu? W każdym razie to niezrozumiała strategia.

ISO 800        |       ISO 3200

Podstawowe oprogramowanie aparatu pozostało bardzo ubogie w funkcje i jedyne, co można zmienić, to włączyć siatkę pomocniczą, tryb HDR lub panoramiczny. W praktyce zupełnie to nie przeszkadza, bo iPhone 5 ma rewelacyjną automatykę, która po prostu działa. Właściwie ani razu nie pomyśleliśmy o tym, że fajnie byłoby coś przestawić, bo iPhone świetnie się domyśla, co jest ważne dla użytkownika. Fotografie są przyjemne w odbiorze, mają niezły zakres tonalny, sporą szczegółowość i miłą dla oka kolorystykę, wynikającą w dużej mierze z łagodnie podbitego kontrastu i saturacji. Pstrykanie kolejnych zdjęć iPhone'em po prostu sprawia frajdę.

Mamy właściwie tylko dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, brakuje tu jakiegoś sprytnego trybu seryjnego. Żeby zrobić sekwencję zdjęć, trzeba po prostu szybko wciskać spust migawki. Co prawda iPhone rejestruje kolejne ujęcia natychmiastowo i ograniczeniem jest tutaj wyłącznie szybkość palca, ale temu rozwiązaniu daleko do wygody. Drugi problem dotyczy interfejsu podglądu wykonywania zdjęcia. Proporcje fotografii to 4 : 3, a ekran iPhone'a 5 ma proporcje 16 : 9. Część miejsca trzeba wygospodarować na pasek z przyciskiem migawki po prawej stronie, więc naturalne wydaje się dodanie następnego paska po lewej, żeby był widoczny cały kadr o proporcjach 4 : 3 i żeby wypełnić pozostałe wolne miejsce. Ktoś jednak uznał, że dodatkowy pusty pasek to zły pomysł, przez co użytkownik w czasie kadrowania widzi jedynie 89-procentowy wycinek kadru o proporcjach 3 : 2, brakuje natomiast górnej i dolnej części wynikowego zdjęcia. Gratulujemy wyobraźni...

Jeden akapit poświęcimy Pinkgate, czyli „aferze”, która wybuchła po tym, jak zaraz po wprowadzeniu urządzenia do sprzedaży jeden z użytkowników odkrył skłonność optyki do generowania różowych flar. Zjawisko pojawia się wtedy, gdy mocne źródło światła (słońce, latarnia) znajduje się tuż za granicą kadru. Wzburzenie wywołała odpowiedź działu pomocy technicznej, który stwierdził, że to sposób fotografowania był zły. Co zresztą jest... prawdą. Właściwie każdy obiektyw (nawet te najdroższe konstrukcje, nie wspominając o obiektywach w innych smartfonach) w czasie pracy pod światło rejestruje mniejsze lub większe flary. Czasem można je wykorzystać w artystyczny sposób, ale generalnie są one czymś niepożądanym, dlatego do szkieł dodaje się osłony przeciwsłoneczne, a soczewki pokrywa specjalnymi warstwami ochronnymi redukującymi odblaski. Mimo to po prostu nie zaleca się fotografowania pod światło i chyba każdy, nawet najbardziej początkujący fotograf słyszał o takiej zasadzie, bo i tak skutkuje to spadkiem kontrastu, wariowaniem funkcji pomiaru światła i problemami z autofokusem. Po prostu, jeśli na zdjęciu pojawia się flara, to znaczy, że w 99% przypadków „operator” zrobił coś źle, i jej kolor nie ma większego znaczenia, bo nawet jeśli nie byłaby purpurowa, toby psuła kadr. Poza tym, dość paradoksalnie, iPhone 5 radzi sobie z fotografowaniem pod światło dużo lepiej niż wiele innych smartfonów, chociażby Xperia T, i niedomaga tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy światło wpada do obiektywu pod specyficznym kątem. A nawet wtedy problem różowo-purpurowej flary można rozwiązać, robiąc krok w bok albo tworząc daszek z dłoni...

Porównanie zdjęć z wyłączonym i włączonym HDR

Panorama

Trochę więcej zmian dotyczy kamery. Tylna nadal nagrywa wideo w rozdzielczości 1920 × 1080, ale zmienił się sposób zapisywania obrazu i teraz sprzęt korzysta z zalet H.264 High Profile, co daje może nie nadzwyczajną, ale wyraźnie widoczną poprawę jakości obrazu. Pod tym względem nie ma się do czego przyczepić. Dużo większe zmiany towarzyszą przedniej: w końcu jest umieszczona centralnie i wreszcie nagrywa w rozdzielczości HD, a nie VGA, jak 4S. No cóż, lepiej późno niż wcale.

Multimedia

Nowy wyświetlacz iPhone'a 5 aż prosi się o to, żeby zagościł na nim jakiś film, ale by coś na nim wyświetlić, najpierw trzeba uzyskać zgodę... iTunes. Apple twardo trzyma się strategii, w której synchronizacja multimediów jest możliwa jedynie przez oprogramowanie firmy, to jednak nie grzeszy nadmiarem obsługiwanych kodeków i kontenerów filmowych. Najlepiej trzymać się jak najbardziej standardowych plików mp4, lecz z doświadczenia wiemy, że czasem nawet one nie są wykrywane przez oprogramowanie Apple, a wtedy nie da się ich skopiować do urządzenia. Z technicznego punktu widzenia w zasadzie nie powinno być dla iPhone'a 5 problemem rozpoznanie właściwie dowolnego materiału wideo, ale iTunes dość mocno ogranicza jego możliwości. Z pomocą przychodzą alternatywne odtwarzacze wideo dla systemu iOS, lecz wszystkie warte uwagi są płatne, więc trzeba się liczyć z dodatkowym kosztem rzędu kilkunastu złotych i nadal jest się skazanym na niezbyt wygodny mechanizm kopiowania plików.

A co z wygodną obsługą DLNA zintegrowaną z systemem? Można o niej zapomnieć albo dokupić kolejną aplikację, która się tym zajmie. A co z wyjściem HDMI? Trzeba kupić odpowiednią przejściówkę. Na razie nie jest dostępna, ale ceny podobnego dodatku przystosowanego do starego typu złącza sugerują, że będzie kosztowała ponad 100 zł.

iPhone'y od samego początku świetnie czuły się w roli odtwarzacza muzyki i tradycja ta jest kontynuowana przez najnowszego członka tej rodziny. Po uporaniu się z iTunes, skonfigurowaniu biblioteki z muzyką i skopiowaniu jej na urządzenie można korzystać z naprawdę dobrego i wygodnego odtwarzacza iOS. Nie zabrakło w nim korektora z bardzo dobrym zestawem predefiniowanych profili dźwięku, choć możliwe, że wiele osób z niego zrezygnuje, ponieważ standardowe brzmienie iPhone'a jest wysokiej klasy. Na pochwałę zasługują nawet wbudowane głośniki, które zaskakują głośnością i jakością i których mogłoby iPhone'owi pozazdrościć sporo laptopów. Sprzęt świetnie się nadaje do odtwarzania muzyki w podróży i jedynym jego problemem na tym polu jest brak obsługi popularnych bezstratnych formatów dźwięku. Odtwarzanie FLAC-ów jest możliwe dopiero po dokupieniu i zainstalowaniu dodatkowej aplikacji. Która to już?

3