artykuły

Sony Xperia T – następca Xperii S z 13-megapikselowym aparatem

Tabelki to nie wszystko

41
19 października 2012, 17:12 Mieszko Krzykowski

Aparat, kamera

Już w Xperii S Sony zaszalało z megapikselami, wyposażając jej matrycę w 12 mln punktów, a w Xperii T doszedł dalszy milion. Taka liczba robi wrażenie i bardziej się kojarzy z aparatami kompaktowymi (a do niedawna – z lustrzankami cyfrowymi) niż z telefonami komórkowymi, ale czy faktycznie Xperia T zachwyca jakością zdjęć?

Najpierw kilka słów o oprogramowaniu. W trybie w pełni automatycznym nie ma zbyt dużo opcji do przestawiania, tych trzeba szukać w ręcznym. Warto się na początku zainteresować stabilizacją obrazu, która domyślnie jest wyłączona, a mocno pomaga w wykonywaniu zdjęć. Poza tym można regulować kompensację ekspozycji, zmienić tryb pomiaru światła, ISO, balans bieli i sposób działania autofokusu. Jest tutaj większość potrzebnych rzeczy, choć nie pogardzilibyśmy jeszcze opcją zmiany kontrastu i nasycenia kolorów. Poza tym użytkownik sam może określić, które opcje mają być „na wierzchu” (czyli po lewej stronie ekranu), co przyda się osobom, które chcą czegoś więcej, niż zapewnia pełna automatyka. Początkowo może się wydawać, że brakuje też kilku filtrów obrazu, ale jak się okazuje, nowa aplikacja galerii została wyposażona w zestaw narzędzi do edytowania fotografii, więc nie ma problemu, aby szybko przerobić wybraną w stylu modnej sepii.

Oprogramowanie oraz interfejs aparatu są wygodne, ale automatyka pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze, tryb automatycznego wyboru scen trochę wariuje i z jakiegoś powodu przełącza się w tryb portretowy, gdy fotografowany jest krajobraz, albo wykrywa, że zdjęcie jest wykonywane pod światło, gdy tak nie jest. To jednak nie ma zbyt dużego wpływu na obraz, czego nie można powiedzieć o skłonności do prześwietlania zdjęć. Właściwie większość jest prześwietlona o 0,5–1 EV. Szczególnie widoczne jest to w bardziej kontrastowych scenach i nawet jeśli na drobnej części kadru widoczne jest jaśniejsze niebo, to automatyka na tyle mocno prześwietli całość, że zdjęcie będzie wyglądać tak, jakby zostało uprane w „zwykłym proszku”. Początkowo myśleliśmy, że duża liczba megapikseli ma negatywny wpływ na zakres tonalny, ale jak się okazało, użycie ujemnej kompensacji ekspozycji naprawia problem w większości sytuacji. Dlatego lepiej zapoznać się z ręcznymi ustawieniami interfejsu aparatu.

Po opanowaniu obsługi aparatu rezultaty potrafią być bardzo dobre, szczególnie w przypadku różnego rodzaju zdjęć makropodobnych. Wtedy widać, że matryca i optyka umieją wychwycić sporo szczegółów, choć widać całkiem sporo szumu w ciemniejszych partiach kadru. Ogólnie jest nieźle (choć dałoby się znaleźć smartfonowy aparat o trochę lepszej jakości obrazu), ale ludzie od programowania automatyki otrzymują karnego... jeżyka ;)

Kamera nagrywa filmy maksymalnie w rozdzielczości 1080p. Wynikowe pliki mają bardzo stabilne 30 kl./s (nawet gdy obraz był rejestrowany w bardzo słabym oświetleniu) i przepływność około 20 Mb/s. Poza tym kamerę Xperii T wyposażono w stabilizację obrazu i mechanizm ciągłego autofokusu, co bywa bardzo przydatne. Niestety automatyka wideo ma bardzo podobny problem jak przy wykonywaniu zdjęć i ciągle prześwietla nagrania, przez co wyglądają one sporo gorzej, niż powinny – i niżby mogły. Ale nawet jeśli ekspozycja zostaje ustawiona prawidłowo, to klipom i tak brakuje trochę szczegółów i ogólnie jakości w porównaniu z tym, co zapewniają inne czołowe modele poszczególnych producentów. Jest co poprawiać, ale większość problemów można rozwiązać odpowiednią aktualizacją systemu, więc może kiedyś Sony coś z tym zrobi.

Multimedia

Bezproblemowe odtwarzanie filmów Full HD staje się powoli standardem we wszystkich smartfonach, a na pewno jest już od jakiegoś czasu standardem w tych z lepszej półki. Nie inaczej jest tym razem: podstawowy odtwarzacz poradził sobie bez większych problemów z wszystkimi plikami wideo, które spróbowaliśmy na nim uruchomić (także z plikami MKV i filmami skompresowanymi za pomocą DivX lub Xvid), co nie jest żadnym zaskoczeniem. Odtwarzanie tak zwanych filmów Hi10p (które w pewnych kręgach są dość popularne) wymaga zainstalowania oddzielnego oprogramowania, ale płynność pozostawia sporo do życzenia (przynajmniej w przypadku materiału o trochę większej przepływności i rozdzielczości HD lub większej). Klip można bez problemu wysłać na większy ekran za pomocą złącza MHL albo bardzo dobrze zintegrowanego i łatwo dostępnego DLNA. Osoby lubiące wykorzystywać smartfon do oglądania filmów powinny być zadowolone z tego, co zapewnia Xperia T.

Wbudowany odtwarzacz muzyki korzysta z magii marki Walkman i jest bardzo przyjemny w obsłudze. Ma wszystkie niezbędne funkcje, został też wyposażony w korektor brzmienia (wybrane części pasma można wyregulować suwakami albo użyć jednego z predefiniowanych profili) i mechanizm wirtualizacji dźwięku przestrzennego w słuchawkach. W programie tym można też modyfikować tagi utworów lub pobrać z sieci informacje o wybranych. Wisienką na torcie są wizualizacje. Nie zabrakło, oczywiście, opcji sterowania muzyką z poziomu ekranu blokady systemu i szufladki powiadomień, co jest bardzo pomocne w szybkim zatrzymaniu czy zmianie utworu. Z poziomu menu udostępniania można też szybko wysłać dźwięk do zewnętrznego urządzenia obsługującego DLNA. Program jest naprawdę świetnie dopracowany, wygodny i właściwie niczego mu nie brakuje.

Wbudowany przetwornik nie należy do najgłośniejszych, ale w większości sytuacji gra wystarczająco donośnie, o ile nie zasłoni się go dłonią (co jednak nie jest proste). Jakość wyjścia słuchawkowego jest bardzo dobra, dzięki czemu osoby korzystające ze słuchawek trochę lepszych niż standardowe powinny być zadowolone.

Xperia T została wyposażona w radio FM z obsługą RDS. Ciekawym dodatkiem jest integracja z programem TrackID, który może rozpoznać tytuł właśnie odtwarzanego utworu. Chyba każdy kiedyś usłyszał w radiu coś fajnego, a później próbował się dowiedzieć, kto to stworzył...

Bardzo spodobał nam się sposób, w jaki została odświeżona galeria zdjęć Sony. Otrzymała ona zupełnie nowy wygląd i funkcje, które potrafią być bardzo przydatne. Pliki można teraz wyświetlić chronologicznie albo według folderów, w których się znajdują. Poza tym dodano oddzielną zakładkę na fotografie przechowywane w „chmurze” (czyli na Facebooku albo w Picasie) oraz zakładkę z mapą, na której można zobaczyć pinezki reprezentujące miejsca, gdzie zostały zrobione wybrane (o ile mają zapisane dane geolokalizacyjne). Po otworzeniu zdjęcia można szybko przeprowadzić jego edycję (nałożyć filtr, wykadrować itp.), a z menu odpowiedzialnego za udostępnianie – szybko wysłać do innego urządzenia albo na większy ekran przez DLNA. Wszystkie te rozwiązania są zaimplementowane w bardzo wygodny oraz intuicyjny sposób. Nowa galeria przypadła nam do gustu i jest bardzo dużym krokiem naprzód w porównaniu z tym, co w standardzie zapewnia Android. Przeglądanie, edytowanie i udostępnianie zdjęć jest naprawdę szybkie i przyjemne.

 

Ciekawym dodatkiem jest program Movie Studio. Pozwala on łączyć ze sobą filmiki, dodawać między nimi różne efektowne przejścia, podkład dźwiękowy i opisy. Przy odrobinie wysiłku można osiągnąć całkiem niezłe efekty, choć na wyrenderowanie pliku końcowego trzeba trochę poczekać.

4