Inne
Artykuł
Piotr Gontarczyk, Piątek, 5 października 2012, 19:19
Na świat przyszedł 24 lutego 1955 roku. Steven Paul Jobs nie odziedziczył nazwiska po biologicznych rodzicach. Ci oddali go do adopcji, przy czym prawdziwa matka Jobsa postawiła warunek: musi iść na studia. Steve uczęszczał do Reed College w Oregonie, ale... odpadł już w pierwszym semestrze. Szkolna edukacja najwyraźniej nie była dla niego. Mimo wszystko pojawiał się, zupełnie nieoficjalnie, na wybranych zajęciach, na przykład z kaligrafii, która go nadzwyczaj interesowała.

Szybko się okazało, że młody Jobs nie ma ochoty stać się szarym elementem szarej masy i zamierza poszukiwać wyjątkowych doświadczeń życiowych. Zaczął od najniższego szczebla: zbierał i sprzedawał szklane butelki i korzystał z darmowych posiłków w świątyni Hare Kryszna. Ten etap nie trwał długo. Steve całkowicie zerwał z nauką w Reed College i wrócił do rodzinnej Kalifornii. Na początku 1974 roku dostał pracę w firmie Atari, a więc u pierwszego producenta gier komputerowych. Także tu nie zagrzał miejsca na długo. W połowie tego samego roku za zarobione wcześniej pieniądze wybrał się do Indii w poszukiwaniu duchowego i intelektualnego oświecenia. Wiele podróżował i szukał odpowiedzi na mnóstwo pytań. Jego indyjska przygoda trwała siedem miesięcy. Powrócił do Stanów Zjednoczonych zupełnie odmieniony. Ubierał się w typowo indyjskie stroje, ogolił głowę i przeszedł na buddyzm.

Jobs ponownie zatrudnił się w Atari i dołączył do ekipy, która opracowywała projekt obwodu drukowanego do automatu do gry Breakout. To przy tej okazji Steve Jobs i Steve Wozniak nawiązali pierwszą poważną współpracę. Jobs miał mizerne pojęcie o tym, nad czym konkretnie pracował w Atari, więc zawarł umowę z Wozniakiem, który zajął się praktyką. Zyski podzielono na dwie równe części, choć w rzeczywistości Wozniak nie wiedział, ile wynoszą. Praca obu panów polegała na wyeliminowaniu z projektu obwodu drukowanego jak największej liczby układów scalonych. Za pojedynczy układ firma Atari płaciła 100 dolarów. Łącznie Wozniak zdołał usunąć z projektu aż 50 „scalaków”. Jobs otrzymał zatem, bagatela, 5 tys. dolarów. Wozniak jednak przez 10 następnych lat był przekonany, że Atari za pracę zapłaciło tylko 700 dolarów. Co ciekawe, gdy dowiedział się o prawdziwej kwocie wynagrodzenia, nie miał tego za złe Jobsowi.

Pierwsza poważna współpraca Jobsa i Wozniaka ujawniła zatem dwie cechy tego pierwszego: umiał wykorzystywać ludzi, jednocześnie nie zrażając ich do siebie. Być może to właśnie one sprawiły, że na wielu płaszczyznach zmienił świat, że stworzył prężnie działającą firmę Apple, a potem nie tylko zdołał wyciągnąć ją z totalnej agonii, ale jeszcze sprawił, że stała się większa niż kiedykolwiek wcześniej.

Ocena artykułu:
Ocen: 32
Zaloguj się, by móc oceniać
sunday (2012.10.05, 19:43)
Ocena: 67

0%
Dość miły artykuł ... bez ironii, bez jadu, w miarę przystępnie przedstawiona 'pigułka' biografii SJ. Wnioski bardzo trafne - Ogólnie miło się czytało.
sunday (2012.10.05, 19:47)
Ocena: 7

0%
krzysiek8511 @ 2012.10.05 19:42  Post: 605838
Heh, szkoda, bo jak widać ten Cook czy jak mu tam sobie nie radzi...


Ale z czym TC sobie nie radzi .... możesz jakoś uargumentować swoją wypowiedz?
Tim zarządzał Apple przez długi czas choroby Jobsa ... robił to z pełnym sukcesem, za rządów Tima Apple pokazało i pokazuje jak w czasach spadków wygląda wzrost.
To że nie jest przebojowy, nie jest tak charyzmatyczny .... Bo to nie Steve ... co nie zmienia faktu ze z prowadzeniem tej firmy radzi sobie bardzo dobrze ... co obitnie widać po wynikach sprzedaży, czy wartości marki. Oby każda firma miała takie 'nie radzi sobie' to PKB Stanów wystrzeliło by ogromnie do góry.

Sam przyznajesz pisząc 'czy jak mu tam' że nie wiesz o nim NIC - nie jesteś pewien nawet nazwiska .... nie zgłębiłeś tematu nawet pobieżnie - ale wnioski wysuwasz jakbyś miał o sobie ogromne mniemanie. A wiedzę o Apple conajmniej ponad przeciętną.

Christoforo (2012.10.05, 19:55)
Ocena: 20

0%
Dziękuję za artykuł!

Akurat dokładnie rok temu rozmawiałem z człowiekiem który zajmował się swego czasu modyfikowaniem komputerów Apple - dokładniej: wymieniał w nich karty graficzne na szybsze. Opowiadał, że kiedyś został zaproszony na przyjęcie na którym pojawił się również Jobs. Co by nie mówić wejście SJ zrobiło wrażenie na wszystkich obecnych, rozmowy przycichły i dało się słyszeć tylko szepty 'Jobs is here'. Kiedy emocje już opadły mój rozmówca został przedstawiony Jobsowi, a ten uścisnął mu rękę mówiąc: 'I heard you modify our hardware and make it better. I don't like it' Po czym odwrócił się na pięcie i odszedł. I tak zakończyła się znajomość :)

Facet był nietuzinkowy. Szkoda.
devAsH (2012.10.05, 20:11)
Ocena: 32

0%
Skoro już poświęciliście artykuł, aby uczcić Jobsa, oczywiście nie zapomnicie też o stosownym wspomnieniu Dennisa Ritchie'go, który również zmarł rok temu, 12 października, i który dla większości tego forum jest postacią znacznie bardziej ważną niż twóca ajFona?
SunTzu (2012.10.05, 20:11)
Ocena: 15

0%
raximus @ 2012.10.05 19:57  Post: 605846
Może i Jobs był wizjonerem, ale jako człowiek był zerem.
Wolał umrzeć, niż przeznaczyć parę dolarów swojego majątku na leczenie.
Jego zachłanność pieniędzy była głównym motorem napędowym jego działań. Można go różnie oceniać, ale wszystko co robił, robił dla forsy. 'Hej, mam 5 miliardów na koncie, co by tu dziś zrobić, o wymyślę sobie iPhona.'
I tak jak kiedyś już wspominałem, mimo że się do tego nie przyzwalał, miał biologicznych rodziców żydów.

No niestety był marketingowcem do szpiku kości... to sprawiło, że Apple jest dziś gdzie jest...

Ważne by zapamiętać go takim jakim był i brać po części przykład. Bo gdyby chociaż 1/10 protestujących na ulicach warszawy dzień w dzień miała te parę jego cech to byśmy byli chyba imperium :P
Bo facet potrafił pracować i był perfekcjonistą. To trzeba szanować. Można to odbierać jak ty...
... ale ja uważam, że to bardziej chodzi o to, że facet po prostu lubił swoją pracę. Robił do końca to co lubi. Przeznaczył jakby sporo pieniędzy na swoje zdrowie i leczenie. Praca to dobra forma leczenia, bo nie ma nic gorszego niż leżenie w łóżku szpitalnym. Cuda medyczne jeśli mają się zdarzyć to dzieją się w głowie, a nie z farmy...

Możliwe, że facet miał spłycenie uczuciowości wyższej, patrząc co zrobił z Apple, jak traktował ludzi i tych nawet bliskich sobie. Jednak nie trzeba brać z niego 100% przykładu. Nie ma nic złego w darowaniu drugiemu człowiekowi chleba w potrzebie, nie ma nic złego w tym co robi Gates na rzecz walki z malarią. Nie trzeba wyznawać światopoglądu jobs-a, ale można go naśladować tam gdzie trzeba.
Grave (2012.10.05, 20:12)
Ocena: 26

0%
raximus @ 2012.10.05 19:57  Post: 605846
Może i Jobs był wizjonerem, ale jako człowiek był zerem.
Wolał umrzeć, niż przeznaczyć parę dolarów swojego majątku na leczenie.


Rak trzustki niestety jest rakiem bardzo źle rokującym, późno dającym objawy. Nie słyszałem jeszcze o nikim komu udałoby się wyjść z tego....

Dla mnie fenomenem jest to, że żadnej firmie poza Apple tak bardzo nie zależało, żeby komputery były ŁADNE i PRZYJAZNE użytkownikowi.

Przecież to co jest w Makach to jest w gruncie rzeczy nic innowacyjnego, tylko wykorzystane dostępne na rynku rozwiązania, ale jak popatrzeć z jaką dbałością o detale te komputery są wykonane to zastanawiam się dlaczego jest tyle firm komputerowych, a żadnej nie zależy tak jak apple na dobrym designie.

W takim MBP wszystko jest tak dopracowane i ładne jak tylko się da, od obudowy i ekranu przez touchpad a na złączu zasilacza skończywszy.

Może sukces Apple polega na tym, że im się chciało, a innym nie....
Zaloguj się, by móc komentować
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane