artykuły

Głośniki komputerowe kontra tradycyjny zestaw stereo. Który wybrać?

Dawid kontra Goliat?

46 4 września 2012, 19:40 Dawid Grzyb

Testy – odsłuch

Na samym początku powiemy, że różnice były ogromne. Dotyczyły praktycznie każdego elementu brzmienia, jaki można sobie wyobrazić. I niezwykle łatwo było wyłonić zwycięzcę tego porównania. Jak zapewne wielu z Was się spodziewało, skompletowany przez nas zestaw stereofoniczny, składający się z produktów Pioneera, Pro-Jecta i NuForce’a, wypadł dużo lepiej. Przeczuwaliśmy, że tak może być, ale zachęceni niezłymi możliwościami modelu Companion 3 II Bose’a byliśmy przekonani, że jego starszy i droższy brat podejmie walkę. Stało się jednak inaczej.

Analiza niskich fragmentów pasma przyniosła obraz walki między brutalną siłą gotowego zestawu a neutralnością naszego. Można by oczekiwać, że osobny niskotonowiec w produkcie Bose’a zapewni mu przewagę. Faktycznie, bas schodzi niżej i jest niezwykle dynamiczny, bardziej żywotny, lepiej słychać stopę perkusji, co można docenić podczas odsłuchu rockowych utworów. Ale brak mu wypełnienia i realistycznej faktury. Brzmi matowo na całej rozciągłości. Rywal odtwarza go odrobinę wolniej, ale zdecydowanie naturalniej; brzmienie tego podzakresu jest pełniejsze, a przez to bardziej przyjemne dla ucha.

Średnie fragmenty pasma także wyraźnie się różniły w obu wykonaniach. W partiach wokalnych różnice są wręcz kolosalne. Zestaw drugi odtwarza je czysto, w sposób naturalny; są pełne, dość czytelne, momentami bardzo „intymne”. Jedynie okazjonalnie daje o sobie znać delikatny woal, do którego jednak można się przyzwyczaić. Produkt Bose’a zabrzmiał ostro, matowo, drażnił, nie obyło się też bez syczenia głosek, na dłuższą metę irytującego. Fragmenty gitarowe przyniosły dalsze różnice. Zestaw drugi odtwarza je w sposób naturalny, mają przyzwoity drajw i są odpowiednio dociążone, chociaż potrafią być delikatnie niewyraźne. Te same instrumenty Companion 5 prezentuje przesadnie ostro; są wręcz napastliwe, bezbarwne, niemuzykalne, chociaż mają więcej masy.

Górne fragmenty pasma kolumny Pro-Jecta odtwarzają odpowiednio naturalnie, wyraźnie i czysto, wszystko odpowiednio cyka i szeleści, bez żadnego metalicznego przejaskrawienia. Companion 5 przedstawia je dość wyraźnie i nienapastliwie, chociaż barwa mogłaby być odrobinę lepsza. Oba zestawy szczególnie mocno różnią się pod względem rozdzielczości dźwięku oraz rozbudowania wirtualnej sceny muzycznej. Sprzęt Bose’a brzmi bardzo często wyjątkowo chaotycznie i napastliwie, zwłaszcza w żwawych utworach, ale nawet niektóre wolniejsze sprawiają mu spore problemy i trudno się skupić na wybranym instrumencie.

Zestaw numer dwa nie zapewnia nadzwyczaj szczegółowego brzmienia, ale w dziedzinie naturalności i separacji instrumentów jest dla rywala bezlitosny. Scena muzyczna bywa bardzo „intymna”, podczas gdy Companion 5 nie potrafi jej w ten sposób nakreślić. Owszem, zdarzało się, że dźwięk dobywał się jak gdyby z monitora, który znalazł się pomiędzy kolumnami, ale nie w równie naturalny sposób. Ponadto partiom wokalnym często towarzyszy – nazwijmy to tak – sztuczna głębia, co tylko pogarsza nie najlepsze wrażenia z analizy średnich fragmentów pasma.

15