artykuły

Test porównawczy 22 tabletów za 250–500 zł. Jaki tani tablet wybrać?

Taki mały, taki duży, może tablet mieć

86
30 sierpnia 2012, 15:02 Mieszko Krzykowski

Typowe problemy tanich tabletów

Trzeba przyznać, że najtańsze tablety zaczęły być bardzo funkcjonalne (zgryźliwi twierdzą, że skoro mają host USB, slot na kartę mikro-SD i wyjście HDMI, to znaczy, że są lepsze od iPada ;)) i... używalne, ale gdzieś musiały zostać poczynione odpowiednie cięcia. Co tracimy, kupując taki tablet?

Najłatwiej zauważalnym cięciem jest... ekran. Przeważnie ma on niską rozdzielczość, niewielką maksymalną jasność, zapewnia kiepskie kąty widzenia i właściwie trudno mówić o odwzorowaniu kolorów. Trzeba się też liczyć z tym, że warstwa ochronna wyświetlacza nie jest wykonana ze wzmacnianego szkła pokrytego różnymi warstwami ochronnymi, antyodblaskowymi i poprawiającymi „ślizg” palca, co w praktyce ma spory wpływ na wygodę użytkowania (dużo większy, niżby się mogło wydawać na podstawie samej lektury testu) i długowieczność urządzenia.

Innym problemem jest brak modułów GPS (choć w naszym zestawieniu znalazł się jeden rodzynek) i 3G. Są to funkcje „premium”, zarezerwowane dla droższego sprzętu, choć można się ratować dodatkami podłączanymi przez USB. Zauważalnie skraca się czas działania; pojemność ogniw rośnie prawie liniowo z ceną tabletu, więc kupując jeden z najtańszych modeli, nie można liczyć na więcej niż 3–4 godziny oglądania filmów, podczas gdy najdroższe pozwalają na kilkunastogodzinne seanse.

Jednak najbardziej problematyczne jest co innego, coś, z czym trudno się pogodzić: kontrola jakości, a raczej jej brak. Rozrzut jakościowy w tym segmencie potrafi być ogromny, często sprzęt jest po prostu niedbale zmontowany. Najczęściej spotykane zjawiska to:

  • „pływający” (lub też „falujący”) ekran, znany także jako efekt jacuzzi. Każdy wie, co się dzieje, gdy się mocno przyciśnie powierzchnię wyświetlacza ciekłokrystalicznego, i jest to zjawisko, którego nie da się uniknąć i które nikogo nie dziwi. W niektórych tabletach można je zauważyć, gdy dociska się tył obudowy, lekko ją skręca, a w skrajnych przypadkach – nawet w czasie zwykłego korzystania ze sprzętu.
  • wariująca w czasie ładowania warstwa dotykowa ekranu. Po podłączeniu ładowarki zaczyna się ze sprzętem dziać coś bardzo niedobrego i właściwie nie da się z niego korzystać, bo jeśli wciśnie się coś na klawiaturze ekranowej, system bardzo często odczytuje z niej kilka losowych znaków i na przykład przycisk do kasowania ostatniej litery powoduje, że... pojawia się pięć nowych.
  • problemy ze stabilnością oprogramowania. Producent często nie ma czasu na to, żeby w pełni przetestować system operacyjny, i raczej nie ma czasu i pieniędzy na wydawanie poprawek. W niektórych urządzeniach wszystko działa w miarę pewnie, w innych niekiedy coś się zrestartuje, czasem nieoczekiwanie wyłączy się przeglądarka itd. Przeważnie da się z tym żyć, ale trzeba się z tym jakoś pogodzić.
  • różne wady wyświetlacza, takie jak: wycieki podświetlenia, martwe piksele, obszary niereagujące na dotyk.

Kto ma szczęście, ten kupi egzemplarz wolny od wymienionych problemów, ale nasze testy pokazały, że znaczna część urządzeń nie jest od nich wolna i że często jest to właśnie kwestia szczęścia. Dlatego przed udaniem się do kasy warto sprawdzić tablet pod kątem takich wad.

2