Montaż
Ścianę boczną zdejmujemy, odkręcając uprzednio szybkośrubki i przesuwając ją do tyłu. Dostęp do wnętrza jest dzięki temu szybki i prosty. Dopiero teraz oczom ukazuje się przestronność Interceptora. Środek jest bardzo mądrze rozplanowany, dlatego pojemność obudowy wydaje się nawet większa od rzeczywistej. Co najbardziej cieszy, Xilence, zapewniając tak dużo miejsca na podzespoły, ustrzegł się trudnych decyzji z kategorii „z czegoś trzeba zrezygnować”. Poza tym wszystko jest tu solidne. Koszyki nie bujają się ani nie uginają. Wszechobecna stal jest w miarę gruba i nigdzie nie pojawia się efekt kapsli Frugo.
Nim przejdziemy do montażu podzespołów wewnątrz obudowy, zajrzyjmy z powrotem do pudełka, w którym schowane były nóżki. Xilence do swojego produktu dodał spory zestaw śrubek, szybkośrubek, pasków mocujących i pokaźną instrukcję (w dwóch językach: angielskim i niemieckim). Pochwalić trzeba to, że każdy rodzaj śrubek jest zapakowany do innej torebki, na której widnieje mała kartka z podpowiedzią, do czego służy. Podobać się może również to, że jest ich więcej, niż potrzeba, co może okazać się przydatne w razie zgubienia kilku sztuk.
Płytę główną montuje się tradycyjnie. Wpierw wkręcamy w ściankę kołki dystansowe, potem mocujemy laminat. W obudowie zmieszczą się niemal wszystkie obecnie dostępne na rynku produkty, od małych ITX po dwuprocesorowe HPTX.
W związku z tym, że obudowa obsłuży największe płyty główne, nie mogło zabraknąć dużej liczby slotów na karty rozszerzeń PCI. Jest ich aż 10, co pozwala użyć poczwórnego SLI lub CrossFire. Śledzie dokręcone są do szkieletu szybkośrubkami, dzięki czemu nie trzeba niczego raz na zawsze wyłamywać. Każdy z nich jest zrobiony z czerwonej metalowej siatki, tej samej, która pokrywa lwią część przodu obudowy.
Jeśli chodzi o maksymalną długość kart graficznych... chyba wystarczy, jeśli przypomnimy, że zmieści się płyta główna o formacie HTPX. Nie chcąc jednak, by powstały w przyszłości jakiekolwiek niedomówienia, oficjalnie informujemy, że Xilence Interceptor pomieści bez problemu karty graficzne o długości nawet 360 mm. O schładzacze procesorów też nie należy się martwić: wszystkie potwory typu Noctua D14 czy Thermalright Silver Arrow zmieszczą się bez problemu.
Są cztery zatoki na napędy optyczne. Zaślepki wyjmujemy, naciskając wewnątrz obudowy odpowiednie zatrzaski. Nośnik dokręcamy do koszyka rzucającymi się w oczy jaskrawymi szybkośrubkami.
Zasilacz montuje się na dnie obudowy wentylatorem do góry lub do dołu. Otwór wentylacyjny w podłodze oraz filtr przeciwkurzowy zachęcają do skorzystania z drugiej opcji. Przy czym należy wspomnieć, że nóżki są dosyć wysokie, co gwarantuje jednostce zasilającej swobodny dostęp do świeżego powietrza. Xilence nie zdecydował się jednak na umieszczenie gumek czy piankowych podkładek (ani w miejscu montażu zasilacza, ani w modułach hot-swap), które mogłyby tłumić drgania. Ale stal jest na tyle gruba, a obudowa na tyle twardo stoi na ziemi, że nic nie wpada w rezonans.
Jak to w wojsku, wewnątrz Interceptora musiał być porządek, zwłaszcza że Xilence to w połowie niemiecka myśl techniczna (w drugiej połowie – chińska), a więc ordnung muss sein. Prócz dobrze rozplanowanej przestrzeni zapewniono świetne warunki do prowadzenia kabli. Jest osiem otworów, a nawet dziewięć, gdy korzysta się z jednoprocesorowej płyty głównej. Ta liczba przejść w zupełności wystarczy, by ograniczyć liczbę widocznych przewodów. Dodatkowo można wesprzeć się paskami zaciskowymi, które umieszczono w zestawie.
A tak wygląda efekt naszej pracy
