Konstrukcja
Front obudowy to niemal w całości metalowa siatka z dziurkami w kształcie plastra miodu (tzw. mesh), biegnąca od dołu do góry, oraz żłobione tworzywo ABS po bokach. W dolnej części panelu, za siatką, schowane są dwa fabryczne wentylatory, podświetlone przez czerwone diody LED. Między nimi wstawiono skromne logo firmy Xilence, a na samej górze zamontowano cztery zaślepki na zewnętrzne zatoki 5,25". Gdy patrzy się na przód obudowy, ma się wrażenie, że uniknięto przerostu formy nad treścią. Nie ma się raczej odczucia, że coś tu nie pasuje bądź znalazło się zupełnie niepotrzebnie. Żłobienia na froncie nadają obudowie futurystyczny wygląd, jednocześnie nie szpecąc całości.
Panel wejść i wyjść nie odbiega od standardów: całkowicie tradycyjne przyciski zasilania i resetowania, trzy porty USB, z czego jeden w wersji 3.0, i dwa złącza audio.
Na obu bocznych ścianach znajdują się wybrzuszenia. To od strony płyty głównej ma na celu ułatwić prowadzenie kabli, drugie zaś zostało wyposażone w dodatkowy grill z tworzywa ABS oraz wąskie okienko. W dzisiejszych czasach producenci, wstawiając okna do swoich obudów, starają się zajmować całą ścianę, co pozwala dumnym użytkownikom eksponować podzespoły jak na wystawie. Xilence chciał trochę na siłę umożliwić zainstalowanie bocznych wentylatorów, jednocześnie nie rezygnując z okna. W rezultacie otrzymujemy niewielki wizjer (potocznie – i całkiem słusznie – zwany judaszem), przez który można sprawdzić, czy kurz nie puka do drzwi.
Najedź wskaźnikiem myszy, aby zobaczyć drugi bok
Wyjąwszy boczny grill, górną konstrukcję z lotkami oraz przedni panel obudowa jest zbudowana ze stali SECC o grubości 0,6–0,8 mm. Wewnętrzny szkielet to również stal, dlatego Interceptor waży aż 16 kg, i to bez podzespołów. Trzeba tu zwrócić uwagę na brak jakichkolwiek chwytów czy relingów, które są obecne w 20-kilogramowym Cosmosie II. Z zamontowanym sprzętem w środku Interceptor będzie ważył mniej więcej tyle samo, ile wspomniany przed chwilą Cooler Master, i nie będzie łatwy w przenoszeniu.
Warto nadmienić, że świeżo wyjęta z pudełka obudowa nie ma nóżek. Dwie wielkie i ciężkie stopy zostały zapakowane do oddzielnego pudełka i schowane w jej wnętrzu. Do użytkownika należy dokręcenie ich do spodniej ścianki. Zamiast czterech małych piankowych wypustek otrzymujemy dwie naprawdę solidne stopy z gumowymi podeszwami, które uniemożliwiają przypadkowe (i zdecydowanie utrudniają nieprzypadkowe!) ruchy obudowy, niezależnie od rodzaju podłoża.
