artykuły

Syndicate – gra taktyczna, która zmieniła się w strzelankę

Rozróba w cyberpunkowym sosie

35
10 marca 2012, 13:02 Kamil .qam Przybysz

Cyberpunkowe strzelanie

Syndicate, zanim trafił do sklepów, jawił się jako FPS z solidnym dodatkiem cyberpunku oraz elementów pseudoszpiegowskich, wszystko za sprawą wspomnianego DART – układu montowanego gdzieś głęboko w mózgu. Dzięki temu szczytowemu osiągnięciu nowoczesnej techniki realne staje się połączenie świata rzeczywistego oraz elektronicznego. O ile magiczny pasek energii na to pozwala, jednym przyciskiem możemy zmienić sposób postrzegania, prześwietlić przeciwników i efektownie spowolnić czas. Oprócz tego w trakcie rozgrywki sukcesywnie nabywamy trzy ważne umiejętności: namówienie do samobójstwa, wysadzenie broni oraz zmuszenie do zmiany strony. Pierwsza i ostatnia świetnie działają na wrogów z implantami. Druga sprawdza się w każdych warunkach, nawet w przypadku ludzi drugiej kategorii, terrorystów bez chipów w czaszkach.

Czarno-biały rentgen oraz trzy sztuczki Jedi to nie wszystko, czym potrafi pochwalić się Kilo. Możliwe jest też hakowanie wybranych elementów otoczenia, np. wieżyczek strażniczych lub przesuwanych osłon. Szybkie, zdalne włamania potrzebne są również w czasie walki z przeciwnikami wyposażonymi w dodatkowe tarcze lub inne, bardziej wymyślne gadżety. Szkoda tylko, że autorzy bardzo oszczędnie wykorzystali ten pomysł – dostępne w kampanii poziomy aż proszą się o więcej interaktywnych elementów, które w ciekawy sposób przełamywałyby tradycyjny schemat rozsiewania ołowiu.

Skoro już jesteśmy przy strzelaniu... Nie da się ukryć, że jest to najmocniejsza strona nowego Syndicate. Starcia są dynamiczne i wymagające. Gra nie jest wyjątkowo trudna, ale rzuca wyzwania zmuszające do błyskawicznego myślenia. Owszem, możliwe jest powolne zdobywanie pozycji z wykorzystaniem prostego systemu osłon, jednak najbardziej satysfakcjonujące jest podkręcanie tempa. Szybki bieg skończony wślizgiem, spowolnienie czasu, ogłuszenie dwóch wrogów wybuchem broni, poszatkowanie głów trzem następnym, skręcenie karku szóstemu, ucieczka za róg i przeładowanie karabinu – tutaj jak najbardziej da się coś takiego zrobić. Uprzedzamy jednak fanów Johna Rambo: efektowne akcje wymagają wyczucia oraz pomyślunku. Zginąć można szybko, a przeciwnik potrafi zaleźć za skórę: wrodzy żołnierze szukają osłon i jednocześnie agresywnie starają się wypłoszyć gracza.

Pisząc o Syndicate, trzeba również wspomnieć o arsenale oraz modyfikacjach. Dostępne bronie chwalone są przez wszystkich i nie ma się temu co dziwić. Twórcy poszli w jakość: mamy tu raptem kilka rodzajów pistoletów i karabinów, jedną strzelbę, laser oraz cztery giwery specjalne (minigun, miotacz ognia, dwie wyrzutnie rakiet). Jednak każda z nich jest przemyślana, wyważona w stosunku do rozgrywki i często wyposażona w alternatywny tryb ognia. W Syndicate nie spotkacie bezużytecznych kawałków metalu, które są ozdobą najłatwiejszych przeciwników.

Niestety, nie można tego samego napisać o systemie „rozwoju” postaci. Mamy kilkanaście udoskonaleń (osłona, większe rażenie wysadzanej broni itd.), które faktycznie mogą wpłynąć na zabawę, ale podjęte decyzje i tak nie wydają się zbyt ważne. Modyfikacje można kupować tylko wtedy, gdy zdobędzie się obcy implant, a takie sytuacje zdarzają się w dokładnie zaplanowanych sytuacjach. Nie da się więc, wzorem bardziej poważnych gier RPG, „wymaksować” swojego bohatera. Ostatecznie zawsze kończymy podobnie, a rozgrywka w istocie będzie identyczna.

3