artykuły

Guild Wars 2 – test następcy kultowej gry sieciowej

MMO inne niż wszystkie?

46
28 sierpnia 2012, 15:22 Dawid Grzyb

Tyria, obywatelu

Miejscem startowym ludzi jest leżąca u podnóża miasta Divinity's Reach wioska Shaemoor. To skromna osada, zamieszkała przez kilku kupców i trenerów profesji, chwilowa baza wypadowa i nic więcej. Ale to, co widać na samym początku zabawy po obróceniu się o 180 stopni, jest imponujące. Wspomniana metropolia jest po prostu ogromna. Przemierzenie jej biegiem zajmuje dobrych kilkanaście minut, ale w pierwszych chwilach nie ma co się spieszyć i warto zrobić sobie wycieczkę krajoznawczą bez uciekania się do teleporterów, bo uwierzcie: jest na czym oko zawiesić. Divinity's Reach jest podzielone na kilka mniejszych fragmentów. Nie brak majestatycznych budowli, królewskiego zamku, mnóstwa sklepikarzy, dzielnic biedniejszych i bogatszych, imponującego ogrodu, cmentarza i innych, równie ciekawych atrakcji. Skoro tak wygląda początkowy obszar, pozostaje szybko rozwinąć postać, tak aby dało się nią wyruszyć dalej w świat.

Wszędzie widać przywiązanie twórców gry do szczegółów, pod tym względem po prostu miażdży konkurencję. W oczy rzuca się niesamowita różnorodność budowli, fauny, flory oraz terenu. Gdziekolwiek się pójdzie, czeka jakieś zaskoczenie. Swoje trzy grosze dorzuca znakomita oprawa graficzna, która pozwoliła wyeksponować te wszystkie drobiazgi. Miejsce początkowe ludzi, należące do obszaru Queensdale, to w dużej mierze placówki handlowe, farmy hodowlane, kilka jaskiń, młynów i pól uprawnych. Wszystkie są wykonane z niezwykłą dbałością o szczegóły. Niestety, ograniczony czas nie pozwolił mi zapuścić się nieco dalej, ale nie wątpię, że czeka mnie jeszcze niejedno zaskoczenie. No bo jeżeli prosta przybudówka z kilkoma krowami i farmerem nieopodal wywołuje takie wrażenie...

Zapewne zorientowaliście się, że oprawa wizualna jest dość realistyczna. World of Warcraft jest pod tym względem nieco przerysowany, Lineage 2 blisko do mangowego MMORPG, a w najnowszej grze ArenaNet gracze, potwory, budowle czy roślinność przypominają te prawdziwe, choć miejscami są odrobinę steampunkowe. Jasne, przedstawiciel rasy Charr to drapieżny, groteskowy futrzak, ale zapewne rozumiecie, o co chodzi.

Elementy widoczne na ekranie bardzo dobrze do siebie pasują, ani razu nie dostrzegłem zgrzytu między jakimś modelem lub ich grupą a przyjętą konwencją. Wiarygodność świata to dla mnie obok mechaniki i grywalności najistotniejszy składnik w grze MMORPG. To jest właśnie magia Guild Wars 2, ta łatwość uzależnienia gracza od nietypowego, bogatego świata Tyrii, w którym po prostu chce się przebywać. Mało które MMORPG wywołało u mnie podobne odczucia i to jest dla mnie wyraźny znak, że mam do czynienia z wyjątkowo dobrą grą. 

4