Konstrukcja
Charakterystyczne relingi mają nie tylko estetyczne walory: można za nie chwycić i tak przenosić cały komputer. Będzie to wygodniejsze i zdrowsze dla kręgosłupa niż tradycyjne dźwiganie, bo obudowa jest nie tylko bardzo duża, ale i ciężka: bez podzespołów waży aż 22 kg!
Na styku przodu i wierzchu obudowy umieszczono „centrum dowodzenia”, czyli panel wyłączników, przełączników i portów. Jego górna część może być osłonięta odsuwaną pokrywą, której użyteczność jest raczej niewielka. Nie ma powodu, żeby z niej korzystać, zwłaszcza że panel jest całkowicie płaski i raczej się nie zakurzy. Dlaczego jednak porty i półeczka przed nimi pozostały nieprzykryte? W znanych nam obudowach przeważnie jest dokładnie na odwrót, co wydaje się nam właściwsze.
Najedź kursorem, żeby zamknąć pokrywę
To, co kryje się pod pokrywą, przypomina płytkę dotykową, ale wbrew pozorom przyciski są najzupełniej standardowe, choć mają bardzo niewielki skok. W centrum umieszczono wyłącznik komputera oraz diody aktywności, a po bokach – przycisk resetowania, cztery regulatory obrotów wentylatorów oraz przełącznik koloru diod. Po uruchomieniu sprzętu wszystkie ikonki świecą się na niebiesko. Napisy nie są, niestety, podświetlane, co wydaje nam się dość istotnym przeoczeniem. Wieczorem albo w nocy trzeba każdorazowo zapalać światło, aby wybrać odpowiedni przycisk, zwłaszcza że pomyłka może oznaczać ponowne uruchomienie komputera. Ponadto w obudowie tej klasy wolelibyśmy płynną regulację obrotów, a nie zaledwie trzystopniową.
Nieco poniżej umieszczono cały panel wejścia-wyjścia z portem eSATA, dwoma USB 3.0 oraz czterema USB 2.0, a także wyjściem słuchawkowym i wejściem mikrofonowym. Jest wszystko, czego można by oczekiwać, a nawet więcej. Trudno nam sobie wyobrazić korzystanie z tych wszystkich portów naraz, ale od przybytku głowa nie boli. Choć nie mielibyśmy nic przeciwko temu, aby po rychłym wprowadzeniu interfejsu Thunderbolt w wersji dla zwykłych pecetów dało się zmienić ten panel na nowocześniejszy. Niestety, nie ma na to co liczyć, ale producenci niezmiernie rzadko dają taką możliwość.
Obudowa nie ma tradycyjnych nóżek i spoczywa na relingach, zabezpieczonych w czterech miejscach gumkami. Dzięki nim raczej nie zsunie się z podestu czy innego uwydatniającego jej walory miejsca.
Przód dobrze wpisuje się w styl obudowy, a to dzięki innemu odsuwanemu panelowi. Wystarczy włożyć palec w szczelinę i lekko popchnąć panel w dół, by zaczął powoli zjeżdżać, odsłaniając po kolei trzy zatoki 5,25-calowe oraz dwie kieszenie hot-swap na 3,5-calowe nośniki, które dodatkowo są zamykane na kluczyki dołączone do zestawu. Mechanizm delikatnie stuka, co nawet kojarzy się przyjemnie z trybami w pancernych drzwiach sejfu czy śluzy. Niestety, gdy się go podnosi, nieprzyjemnie klekocze.
Najedź kursorem, żeby opuścić pokrywę
Za to panele boczne to jeden z najciekawszych elementów. Od zewnątrz aluminiowe, od wewnątrz obite plastikiem, są bardzo solidne, do tego otwierają się na zawiasach. Nie jest to niespotykane, ale tym razem nie zapomniano, że przy tych rozmiarach obudowy wymaga to sporo przestrzeni dookoła. Panele osadzono na czterech trzpieniach zablokowanych na metalowej blaszce będącej częścią zawiasu, dzięki czemu można je bardzo łatwo zdjąć. Wystarczy lekko je uchylić, chwycić od wewnątrz za wygodne uchwyty i pociągnąć do góry – wszystko to bez nadmiernego wysiłku. Odrobina precyzji jest wymagana tylko przy zakładaniu, ale nie jest to trudniejsze niż w przypadku zwykłej obudowy. Mimo że konstrukcja mechanizmu jest dość prosta, boki trzymają się bardzo pewnie, nie opadają i nie chyboczą się.
