Budowa i wygoda obsługi
Nowy Nikon jest wykonany bardzo solidnie, a jego prosty wygląd spodobał się nam.
Z przodu znajduje się dioda wspomagania autofokusu oraz przycisk blokady obiektywu. Z tyłu umieszczono włącznik lampy błyskowej, ekran LCD, kółko wyboru trybów oraz kółko nastaw, okalające przyciski umożliwiające dostęp do podstawowych funkcji, takich jak korekcja ekspozycji, tryb działania lampy błyskowej, samowyzwalacz i blokada ekspozycji. Na dole znajdziecie przyciski do usuwania zdjęć i wywołania menu. Na górze umieszczono przełącznik trybu fotografowania oznaczony literą F oraz wajchę, wykorzystywaną do zmiany ustawień.
Wielkie brawa należą się Nikonowi za ekran LCD, a dokładniej: za sposób jego oprogramowania. W aparatach innych producentów wyświetlacz zapewnia podgląd obrazu w taki sposób, aby nawet w ciemności było dobrze widać kadr. Rezultatem jest duże spowolnienie i zaszumienie obrazu, który jest nienaturalnie jasny. W Nikonie jasność jest dostosowywana do warunków bardzo zachowawczo; inżynierowie postawili raczej na zgodność podglądu na żywo z obrazem, który widzi się gołym okiem, dlatego wyświetlacz nigdy nie zwalnia, a jego opóźnienie jest praktycznie niezauważalne.
Natomiast na duży minus producent zasłużył brakiem dostępu do trybów P, A, S, M na kółku wyboru trybów. Są one zagrzebane na drugim poziomie menu. Inna wada sprzętu to niemożność oprogramowania przycisku F samodzielnie, a wydaje się wprost stworzony do tego, żeby udostępniać np. opcję zmiany czułości.
Na górze aparatu schowano lampę błyskową, wyłącznik, spust migawki oraz przycisk służący do nagrywania filmów. Na dole umieszczono klapkę przykrywającą gniazdo kart SD i gniazdo akumulatora. Gniazdo statywu znajduje się w osi optycznej obiektywu.
Z prawej strony znalazła się klapka skrywająca gniazda USB i HDMI.
Aparat z podłączonym obiektywem można włączyć, naciskając przycisk na obiektywie i przekręcając go w prawo. Rozwiązanie jest wygodne, ale producent nie uznał, że w podobny sposób powinno dać się wyłączyć sprzęt. Niestety, o ile włączyć go można bez dotykania górnego przycisku ON/OFF, o tyle przekręcenie obiektywu w lewo, do pozycji zablokowanej, nie powoduje wyłączenia aparatu.
Aparat z zamontowanym obiektywem 10–30 nie zasługuje na miano kieszonkowego. Jeszcze gorzej jest po zamontowaniu wersji 30–110. Chociaż trzeba przyznać, że Nikon 1 J1 z obiektywem 10–30 jest dużo płytszy niż Sony NEX-5 z 18–55.
Brak jakiegokolwiek wybrzuszenia na przedniej ściance aparatu powoduje, że trzyma się go bardzo niewygodnie, i to niezależnie od wielkości dłoni. Gumowa podkładka pod kciuk z tyłu niewiele tu pomaga. Obudowa jest dosyć śliska, a całość – wystarczająco ciężka, żeby trzymanie sprzętu jedną ręką było stresujące. Upuszczenie urządzenia kosztującego 2,5 tys. zł to żadna przyjemność.
W pełni rozłożony aparat jest większy niż niejedna cyfrowa hybryda.
