Podsumowanie
Trudno podsumować artykuł o Nikonie J1. Ten aparat nie ma cech neutralnych – albo coś jest bardzo dobre, albo krańcowo irytujące. Podczas testów redakcją wstrząsały na przemian okrzyki zachwytu i wściekłości. Ponieważ J1 to zupełnie nowy aparat w zupełnie nowym systemie, jest oczywiste, że cierpi na różne choroby wieku dziecięcego. Dlatego ocenimy go nie całościowo, ale w kilku kategoriach. Ostateczny werdykt należy do ewentualnego nabywcy.
Jakość obrazu, jaką zapewnia zestaw, jest rewelacyjna. Obiektywy nie mają większych wad, a matryca zasługuje na brawa. Wewnętrzne przetwarzanie obrazu w aparacie również stoi na wysokim poziomie: można spokojnie robić zdjęcia w formacie JPEG, o ile nie zamierza się korzystać z czułości powyżej ISO 800. Aparat świetnie sprawdza się też jako kamera.
Wygoda użytkowania jest bardzo kiepska. Opcje zagrzebane głęboko w menu i niewygodny uchwyt powodują, że nie jest to przyjemnością. Jedyne, co zasługuje na pochwałę, to fenomenalne działanie ekranu LCD oraz prędkość ostrzenia w trybie filmowym.
Na tle konkurencji Nikon J1 wypada mizernie. Jest o wiele za drogi, jak na możliwości, jest tak samo niekieszonkowy jak reszta bezlusterkowców, a używa się go niewygodnie. Ponadto trudno powiedzieć, dla kogo jest przeznaczony. Dla amatorów jego cena jest stanowczo za wysoka, a gąszcz opcji, który ucieszy zaawansowanego użytkownika, może wydać im się odstraszający. Brakuje też szybkiego dostępu do ustawień automatycznych. Zaawansowanemu miłośnikowi fotografii sprzęt wyda się niewygodny: najważniejsze funkcje są ukryte głęboko w menu i wyraźnie widać, że nie jest to powodowane ograniczeniami technicznymi, a jedynie widzimisię producenta. W dodatku za te same pieniądze można kupić bezlusterkowiec z matrycą APS-C, która zapewnia o wiele większe możliwości.

- doskonała jakość obrazu nawet przy wysokich czułościach
- szum drobny i łatwy do usunięcia
- skuteczne i elastyczne opcje regulacji koloru i ostrości obrazu
- genialnie oprogramowany podgląd na żywo
- doskonała stabilizacja
- tryb czarno-białego podglądu zdjęć
- możliwość swobodnego fotografowania w trakcie filmowania
- ciekawy tryb rejestrowania zdjęć przed naciśnięciem spustu i po
- bardzo duża liczba opcji w menu
- szybki autofokus w trybie filmowym
- tryb filmowy 400 kl./s
- dostępność kilku wersji kolorystycznych
- brak osłony przeciwsłonecznej dla obiektywu 10–30
- brak możliwości oprogramowania przycisku F
- brak możliwości zmiany ISO poza menu
- tryby PASM schowane głęboko w menu, mimo że na kółku trybów są tylko cztery pozycje
- nietypowa średnica filtrów
- niemożność uzyskania małej głębi ostrości ze względu na niewielki rozmiar matrycy
- autofokus mylący się przy słabym oświetleniu i w małej odległości od obiektu
- wysoka cena
- względnie mała matryca, jak na rozmiary aparatu i cenę
Nasz partner fotograficzny.
Zdjęcia wykonano zestawem: Canon EOS 5D mk II plus Canon EF 100mm f/2.8L Macro IS USM

EDIT: A jak ma się dwa akumulatorki to całkowicie zmienia postać rzeczy. Ale czy dwa są już w zestawie?
3299 zł
OMFG... widziałem tylko telewizyjne reklamy Jedynki i naprawdę naiwnie sądziłem, że kosztuje no... z tysiaka z ogonkiem czy cuś... Cóż na razie wystarcza mi mój stary Powershot
Ja rozumiem, że lustrzankę nie zawsze można mieć przy sobie, gdy może zajść potrzeba zrobienia dobrego zdjęcia, ale to tutaj to jest przerost formy (i ceny) nad treścią.
To po co to tu piszesz?
EDIT: nie, mniej. Brak wizjera i brak stopki... to konkurencja zwykłych kompaktów. Zagrzebany PASM w menu??? O_o