artykuły

Sony Ericsson Xperia ray, Xperia mini pro i Live – na przekór smartfonowej gigantomanii

Maluchy Sony Ericsson

26
17 listopada 2011, 06:00 Mieszko Krzykowski

Aparat, kamera, multimedia

Aparat Xperii ray jest pochodną aparatu Xperii Arc i trzyma równie wysoki poziom. Ten 8-megapikselowiec z matrycą Exmor R robi naprawdę ładne (jak na smartfon) – bogate w szczegóły i poprawne kolorystycznie. Również szumy są kontrolowane bardzo dobrze, dzięki czemu nawet przy słabym oświetleniu obraz ma przyzwoitą jakość, także dzięki właściwie ustawionym mechanizmom odszumiania. Trzeba też pochwalić szybkość fotografowania w dobrym oświetleniu: ostrość jest łapana błyskawicznie i już chwilę po tym można ponownie nacisnąć spust „migawki”. Oczywiście, przy słabym świetle łapanie ostrości trwa dużo dłużej, ale jest to problem wszystkich aparatów tego typu. Xperia ray kontynuuje chlubne tradycje „starszych braci” w tej dziedzinie.

Xperia mini pro i Live nie mają już aż tak dobrych aparatów, ale i tak wyróżniają się na tle innych 5-megapikselowców. Jak na taką rozdzielczość matrycy, szczegółowość jest bardzo dobra i czasami nawet przyćmiewa konstrukcje montowane w znacznie droższych smartfonach. I tym razem trzeba pochwalić szybkość działania oraz tradycyjne przyciski aparatu.

Sporo dobrego można powiedzieć o oprogramowaniu sterującym aparatem. Interfejs jest bardzo przejrzysty i intuicyjny, a liczba różnych ustawień powinna usatysfakcjonować wszystkich, szczególnie w przypadku Xperii ray, która została wyposażona w mechanizm stabilizowania obrazu, możliwość zmiany trybu pomiaru ekspozycji i kilka innych, bardziej zaawansowanych opcji, których brakuje tańszym modelom.

Bogactwo ustawień aparatu Xperii ray...

... i trochę mniejsza ich liczba w Xperii mini pro

Na dodatek oprogramowanie umożliwia wykonywanie zdjęć panoramicznych oraz... panoram 3D. Jak to możliwe, skoro obiektyw jest tylko jeden? Po wybraniu tej opcji aparat ładnie prosi o to, aby spokojnym i jednolitym ruchem przesuwać smartfon i objąć scenę, z której ma zostać zmontowana trójwymiarowa panorama. Później odpowiednie algorytmy biorą się do roboty i programowo „sklejają” fotografię, nakładając na siebie lekko przesunięte ujęcia tego samego miejsca. Efekt jest dość przeciętny, ale nie można powiedzieć, że ta funkcja nie działa. Szkoda tylko, że nie da się tego zobaczyć na ekranie smartfona, bo przecież wszystkie Xperie mają wyświetlacze „2D”.

Każdy z tych smartfonów umie nagrywać filmy o rozdzielczości HD, przepływności 6 MB/sek. i szybkości 30 kl./sek., ale jakością obrazu różnią się ewidentnie. Mówiąc dokładniej, ray zapewnia wyraźnie lepszą jakość od pozostałej dwójki (pomimo tych samych parametrów nagrań), szczególnie przy słabszym oświetleniu, kiedy widać, że dużo lepiej radzi sobie z szumami. Choć w przypadku Live'a nie ma co zbytnio narzekać, bo konkurencja pod tym względem wypada i tak dużo gorzej – tam funkcja rejestrowania wideo jest zaledwie symboliczna. Należy jeszcze wspomnieć o tym, że w każdym z tych modeli oprogramowanie sterujące kamerą jest wyposażone w funkcję ciągłego autofokusu w czasie filmowania, która bywa bardzo przydatna, a nie jest zbyt często spotykana.

Multimedia

Multimedia nie przyniosły niespodzianek, ponieważ już od dawna wiadomo, do czego są zdolne urządzenia ze Snapdragonami. Ich możliwości kończą się na klipach o rozdzielczości 720p, na szczęście niestraszna im duża przepływność ani dodatkowe funkcje kodeków poprawiające jakość obrazu. Niestety, Sony Ericsson nie chce dołączyć do Samsunga i zapewnić sprzętu radzącego sobie od razu po wyjęciu z pudełka z plikami .mkv oraz kodekami Xvid i DivX. Wielka szkoda. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Live w praktyce i tak wyróżnia się na tle urządzeń ze swojego przedziału cenowego, które utknęły na rozdzielczości 480p.

Odtwarzacz muzyki w nowych modelach Sony Ericsson jest ładny, ale nie zaskakuje żadną nadzwyczajną funkcjonalnością. Funkcje korektora ograniczają się do wybrania jednego z przygotowanych ustawień, bez możliwości ręcznej zmiany położenia suwaków. W aplikacji odtwarzacza trudno nie zauważyć przycisku z symbolem nieskończoności. Wciśnięcie go wywołuje menu, z którego można szybko wyszukać informacje o wykonawcy albo tekście lub przejść do teledysku znajdującego się na YouTubie. I to w sumie jedyne „wodotryski”. Brakuje opcji sterowania odtwarzaczem z poziomu ekranu blokady urządzenia, a ładnie animowany widżet z kontrolkami to trochę za mało.

A jak to wygląda w walkmanowym Livie? Niestety, przynależność do tej marki nie spowodowała, że smartfon został wyposażony w jakieś specjalne funkcje. Jedyna różnica w stosunku do niewalkmanów to wspomniana już migająca w rytm muzyki dioda i przycisk na obudowie, który uruchamia odtwarzacz. To trochę mało. Chcielibyśmy zobaczyć coś więcej, coś, co spowodowałoby, że Walkman byłby trochę bardziej walkmanowy.

Na szczęście jakość dźwięku z wszystkich trzech urządzeń jest bardzo dobra. Cała trójka brzmi bardzo podobnie, czyli przyjemnie, czysto, dynamicznie i równo. Nie czuliśmy potrzeby korzystania z korektora, bo wszystkie utwory brzmiały po prostu tak, jak powinny, dzięki czemu czerpaliśmy z odsłuchu sporą przyjemność. Sony Ericsson już w Arcu pokazał, że dba o jakość wyjścia słuchawkowego, i cieszy to, że dba o nią również w mniej „prestiżowych” modelach. Nawet wbudowane głośniki radzą sobie bardzo dobrze, a ten w Livie zadziwił nas głośnością.

6