artykuły

Manta V5 i Scythe KroCraft + Kama Bay AMP Kro – dwa nietypowe zestawy 2.0

Dźwiękowy teatr osobliwości

49 10 grudnia 2011, 12:59 Dawid Grzyb

Testy – odsłuch muzyczny

Przetestowane zestawy różnią się wyraźnie nie tylko jakością brzmienia, ale też jego barwą. Największa różnica dotyczy szerokości sceny muzycznej. Nawet pomimo tego, że lubimy „intymny” przekaz, nie przemawia do nas jego skrajna forma – sztucznie zwężona przestrzeń, słyszalna praktycznie tylko na wprost słuchacza. Oba zestawy dzieli blisko 200 zł, ale nie spodziewaliśmy się aż takich dysproporcji.

Bas w modelu V5 Firmy Manta jest niczego sobie. Ma odpowiednią dynamikę i odrobinę rozjaśnioną barwę, choć próżno doszukiwać się w nim impetu mogącego kruszyć skały, ale jego dolne rejestry satysfakcjonująco „kopią” ucho. Spodobała się nam jego ilość – jest w sam raz; te najważniejsze, średnie fragmenty pasma nie zostały przezeń przytłoczone. Nie rozlewa się nigdzie i nie dudni, o ile tylko kreska na potencjometrze we wzmacniaczu nie zawędruje za daleko, a także schodzi dość nisko. W trzech słowach: da się lubić. Rywal wypadł w tej dziedzinie gorzej, chociaż dla niektórych będzie to po prostu „inaczej”. Niskie tony dobiegające z modelu KroCraft są wolniejsze – nie aż tak dynamiczne. Skupione są w środku sceny muzycznej, brzmią bardziej „plastikowo”, nie wypełniają tak dobrze pomieszczenia i nie schodzą równie nisko.

Partie wokalne to już rzecz gustu: obydwa zestawy zabrzmiały pod tym względem nieźle, ale inaczej. Produkt Scythe’a odtwarza wokal idealnie pośrodku sceny muzycznej: jest on nieco bliższy, odrobinę niewyraźny, „intymny”. Rywal robi to bardziej klarownie i przestrzennie, głos brzmi jaśniej, często dochodzi, w zależności od nagrania, nieco z lewej lub prawej. Gitary elektryczne ujawniły sporą różnicę w jakości brzmienia: w modelu V5 brzmią momentami chaotycznie, ale mają odpowiedni „drajw” i ocieploną fakturę, natomiast u rywala grają znacznie gorzej: są słabiej słyszalne, okazjonalnie niewyraźne i nie tak dynamiczne.

Wysokie tony odrobinę lepiej odtwarza produkt Scythe’a: brzmią wyraźniej, czasem elegancko „sypią”, chociaż są za bardzo skupione pośrodku sceny i bardzo często słychać je po niewłaściwej stronie. Sporadycznie zdarza im się zabrzmieć trochę zbyt metalicznie. Model V5 niewątpliwie zyskałby, gdyby ich słyszalność była lepsza.

Największą różnicę stwierdziliśmy w szerokości sceny muzycznej. Model V5 tworzy bardzo rozbudowaną i szczegółową przestrzeń, a w brzmieniu rywala jest ciasno i wszystko dzieje się za bardzo na wprost słuchacza. Wraz z często niewyraźnym przekazem daje to niezadowalający rezultat: mało rozbudowany dźwięk, który sprawia wrażenie, jak gdyby dochodził zza zasłony. Sprzęt rodzimej firmy pod tym względem wypada nieporównywalnie lepiej: brzmi wyraźniej, przestrzenniej, zdecydowanie bardziej „muzykalnie”.

Jednakże obydwa urządzenia nie mogą pochwalić się dobrą separacją instrumentów. Więcej było słychać z głośników kolumn Manty, mimo to w ostrzejszych utworach często było chaotycznie. W bardziej spokojnych oba zestawy sprawiły się przyzwoicie. Do gorszego brzmienia produktu Scythe'a da się przyzwyczaić, ale w bezpośrednim porównaniu różnice są naprawdę dobrze słyszalne.

12