Strzelamy w sieci
Rozgrywka w sieci jest naprawdę wciągająca. Nasz początkowy plan był taki, że pogramy sobie godzinkę lub dwie, skrobniemy słowo o mapach, porównamy swoje doznania do tych z „bety” – i tyle. Ale było zupełnie inaczej. Przyszedł moment, w którym brakowało tylko dwóch rozdziałów: podsumowania oraz wrażeń z gry w kilka–kilkanaście osób. Po wcześniejszej zabawie w wersji beta, która nie rzuciła nas na kolana, podeszliśmy do finalnej wersji gry ze stoickim spokojem. Jednak pierwsze wieczorne posiedzenie skończyło się po dziewięciu godzinach, gdy słońce za oknem już świeciło, a krótsza wskazówka zegarka zbliżała się do siódemki – i tak kilka razy. Przeciętne gry nie trzymają aż tak skutecznie przy komputerze, nie przez kilka nocy z rzędu, które zarywa się nawet pomimo ważnych obowiązków nazajutrz, i to nawet wtedy, gdy nie przepada się za realistyczną zabawą. Coś w tym musi być...
Gra się za pośrednictwem platformy Origin, czyli wielozadaniowej aplikacji mającej być konkurencją między innymi dla Steama. Po zalogowaniu się mamy dostęp do funkcji wyszukiwania serwerów według kilku wybranych kryteriów, a wszystko to z poziomu przeglądarki. Tam uzyskuje się też informacje na temat swojego konta, rzeczy, które się odblokowało, a także dostęp do innych statystyk, na przykład celności lub stosunku zabitych przeciwników do własnych zgonów. Widać też postęp gracza w odblokowywaniu najbliższych przedmiotów, zdobyte nieśmiertelniki i całą masę innych drobiazgów. Interfejs jest czytelny i przez tych kilka dni testów do białego rana ani razu nie utrudnił nam zabawy. (Korzystaliśmy z najnowszej wersji przeglądarki Firefox, przy czym podobno z innymi, np. z Chrome, są problemy).
W Battlefield 3 mamy do wyboru cztery klasy postaci, które zauważalnie różnią się od siebie. Można wcielić się w rolę szturmowca, technika, żołnierza wsparcia lub zwiadowcę. Pierwsza profesja jest hybrydą jednostki walczącej na średni dystans oraz medyka. Jej powinnością jest umieszczanie na polu walki apteczek oraz defibrylacja rannych. Żołnierz wsparcia, jak sama nazwa wskazuje, wspiera kompanów, na przykład dodatkową amunicją, a technik między innymi umie naprawić uszkodzony pojazd. Do roli zwiadowcy należy walka na duże odległości. Jest w czym wybierać, dla każdego coś się znajdzie. Co więcej, w grze jest olbrzymia liczba wszelkiego rodzaju broni do odblokowania, modyfikacji do nich oraz innych przydatnych akcesoriów powiązanych z daną klasą. Za skuteczną grę oraz wykonywanie zadań związanych ze swoją profesją otrzymujemy doświadczenie, które umożliwia awans na kolejne poziomy. Jest też cała gama różnorakich pojazdów, od lekko opancerzonych samochodów i amfibii po myśliwce i czołgi.
Liczba map, na których toczą się bitwy, nie przytłacza, bo jest ich zaledwie dziewięć. Ale są na tyle różnorodne, duże i dopracowane, że na każdej gra się przyjemnie. W przeciwieństwie do miejsc w trybie dla samotnego gracza mapy przeznaczone do walki w sieci są złożone i otwarte, a ostatnie, co można by im zarzucić, to liniowość. Przykładowo znana z wersji beta stacja metra to tak naprawdę trzy duże segmenty połączone w logiczną całość: park, podziemny tunel oraz ulica z kawiarenkami i sklepami. Naprawdę jest tam co robić, a przywiązanie twórców gry do szczegółów robi wrażenie. Każdy poziom umożliwia całą masę taktycznych zagrywek, dzięki którym bieganie w zgranej drużynie daje bardzo dużo frajdy. Praktycznie wszystkie mapy są przystosowane do zabawy z udziałem pojazdów, o ile gracze zechcą wprowadzić je do rozgrywki.
Trybów gry jest kilka. Co prawda nie ma tradycyjnej rozgrywki „każdy na każdego”, ale nie zabrakło zespołowego deathmatcha, w którym biorą udział dwie frakcje albo niewielkie, czteroosobowe oddziały. Jest jeszcze Szturm, w którym jedna strona broni celu, a druga stara się go zdobyć, oraz Podbój, który polega na utrzymywaniu poszczególnych punktów kontrolnych na mapie, podczas gdy przeciwnik stara się do nich dostać i wykonać określone zadanie.
Nie zabrakło też bogatego arsenału, podzielonego na kilka kategorii. Wśród śmiercionośnego żelastwa znalazło się całkiem sporo broni krótkiej, karabinów maszynowych, strzelb, karabinów snajperskich i szturmowych, a towarzyszy im przytłaczająca liczba dodatków. Każdy sprzęt daje się modyfikować w mniejszym lub większym stopniu. Przykładowo do podstawowego karabinu można dołączyć tłumik, cięższą lufę, celownik noktowizyjny, dodatkowy uchwyt, latarkę oraz kilka rodzajów celowników zbliżeniowych i kolimatorowych, chociaż to nie wszystko. Z czasem można odrobinę dostosować swojego żołnierza: zmienić mu kamuflaż oraz wybrać jedną zdolność dodatkową, na przykład umożliwiającą dłuższy sprint lub noszenie większej ilości amunicji. Część broni jest dostępna dla obydwu frakcji, część – tylko dla jednej z nich, podobnie jest z pojazdami.
Jak się w to gra? No cóż, na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nam grało się naprawdę świetnie i będziemy robić to jeszcze długo. Nie mamy porównania z poprzednimi grami z serii Battlefield, więc Trójkę testowaliśmy z punktu widzenia nowicjusza w świecie wojny według koncepcji Electronic Arts. W każdym razie wciągnęła nas bez reszty. Rozgrywka daje nieprzyzwoicie dużo frajdy, chociaż na serwerach nie jest lekko. Kto nie jest obeznany z grami tego typu, ten ginie często i szybko. Ale już po kilku godzinach treningu sprawy zaczynają przybierać ciekawszy obrót. Sieciowa rozwałka w Battlefield 3 jest warta uwagi nawet tych, którzy nie przepadają za realizmem w pierwszoosobowych strzelankach. W telegraficznym skrócie: polecamy.





