Podsumowanie
Pytanie, po co w ogóle 1000 GB w notebooku. Niektórym taka ilość miejsca na dane jest niezbędna, szczególnie gdy notebook to jedyny komputer w domu, a jednocześnie nie chcą nosić ze sobą zewnętrznych nośników. Okazuje się jednak, że notebook wyposażony fabrycznie w tak duży nośnik talerzowy jest niezwykle trudno kupić. Przeprowadziliśmy małą analizę rynku na podstawie danych z popularnej porównywarki cenowej i doszliśmy do zaskakujących wniosków.
Za wyznacznik (mniej lub bardziej dokładny) obraliśmy liczbę stron z produktami w wyszukiwarce, przy czym na każdej stronie jest 20 produktów. Czasem powtarzają się, co nie pomaga w dokładnej analizie, ale przekrojowe poznanie rynku nie jest problemem.
Notebooki o fabrycznie zainstalowanych dyskach w poszczególnych rozmiarach zajmują w wyszukiwarce cenowej:
- 160 GB – 4 strony,
- 250 GB – 18 stron,
- 320 GB – 53 strony,
- 500 GB – 76 stron,
- 640 GB – 15 stron,
- 750 GB – 11 stron,
- 1000 GB - 3 strony.
Wnioski? Zdecydowana większość rynku to notebooki z dyskami 250–500 GB. Reszta to właściwie margines. Potem liczba dostępnych modeli gwałtownie maleje. I co ważne, ponad połowa tych wszystkich notebooków to modele 17–18-calowe, które – co oczywiste – mają dwie zatoki na dyski, co jest jedynym powodem, dla którego zapewniają 1 TB miejsca na dane.
Co mają zrobić użytkownicy mniejszych modeli, np. 15-, a nawet 13-calowych, którym „marne” 500 GB po prostu nie starczy? Rozejrzeć się za nowym dyskiem – zewnętrznym, jako uzupełnieniem wewnętrznego, lub po prostu wewnętrznym. Naszym zdaniem lepiej jednak zdecydować się na wewnętrzny nośnik, którego nie sposób zapomnieć i który zapewni, że pod ręką będzie wszystko, czego potrzeba.
Pierwszą taką propozycją był starszy Scorpio Blue o oznaczeniu WD10TPVT, ale jego grubość (o 3 mm większa niż w przypadku standardowego dysku 2,5-calowego) skutecznie ograniczyła możliwości jego zastosowania. Młodszy, o oznaczeniu WD10JPVT, został wykonany jak należy. W końcu mamy odpowiednią grubość, pozwalającą wsadzić nośnik do 99% notebooków tym, którzy potrzebowali, potrzebują lub będą potrzebować aż terabajta na swoje dane. WD Scorpio Blue 1 TB demonem prędkości nie jest, ale nie można powiedzieć, że jest wolny. 750-gigabajtowy Scorpio Black z pewnością jest na tym polu poza zasięgiem, ale w tym przypadku, gdy i tak nie ma się wielkiego pola manewru, można poświęcić nieco wydajności dla dodatkowych 250 GB.
Teraz napiszemy o cenach, bo te umieszczone przez nas w tabelce przyprawiają o zawrót głowy. Bo kto będzie skłonny zapłacić ok. 1000 zł za 1000 GB? Bynajmniej nie jest to wynik zastosowania genialnych, innowacyjnych technik. Ceny wszystkich dysków twardych poszybowały ostatnio w górę. Przykładowo za 2-terabajtowy HDD z serii WD Green, który jeszcze miesiąc temu kosztował ok. 300 zł, dziś trzeba zapłacić 550 zł, co w obecnej sytuacji jest niezłą okazją.
Co jest tego przyczyną? Powodzie w Tajlandii. Produkuje się tam 25% wszystkich dysków twardych, a poziom wody stale rośnie i zalewa kolejne fabryki. Z raportów wynika, że zalane zostały zakłady największych producentów, i to nie tylko wytwórców samych nośników, ale też firm zapewniających poszczególne części. Najbardziej powódź zaszkodziła WD, która w zalanych fabrykach zatrudniała ok. 37 tys. pracowników. Woda dostała się również do oddziałów firmy Seagate, niszcząc większość łańcuchów dostaw, a także budynków Toshiby, odpowiedzialnej za składanie HDD, oraz TDK i Nideca, czyli dwóch producentów silniczków napędzających wirujące talerze. Wiele fabryk zawiesiło działalność i nie wiadomo, kiedy przywrócą produkcję. Są też firmy oszczędzone przez żywioł, które jednak i tak zamykają fabryki i próbują zabezpieczać sprzęt, ponieważ nadal istnieje ryzyko zalania. Jest to problem nie tylko dla samych producentów oraz pracowników fabryk, ale także dla nas, co widać po dzisiejszych cenach nośników.
Fot. gamespy.com
Jeśli tak ważna dla produkcji HDD część świata została sparaliżowana, to możemy się spodziewać, że w najbliższym czasie na półkach zabraknie nośników i pozostanie jedynie czekać na wznowienie produkcji oraz napływ nowych. Szacuje się, że już w grudniu najwięksi producenci gotowych komputerów i hurtownie odczują brak nowych dostaw, co może potrwać nawet do końca pierwszego kwartału 2012 roku. Już widać to w jednej z największych polskich hurtowni. W dziale 3,5-calowych dysków SATA mamy 24 pozycje, przy czym dwie trzecie z nich są w ogóle niedostępne. Zwykle w tym samym dziale jest 70–100 produktów do kupienia od ręki.
Drastycznie zmniejszona dostępność wywindowała ceny i w tej chwili wszyscy chętni stoją przed trudnym wyborem. Niektórzy dodatkowo napędzają tę spiralę, spekulacyjnie kupując po kilka HDD „na zapas”, co tylko prowokuje sprzedawców do kolejnych podwyżek. Czekać czy może kupować? Jeśli ktoś nie może obejść się bez nowego dysku, który jest mu potrzebny np. do pracy, to musi kupić go tak czy inaczej i raczej nie ma co się zastanawiać, czy się opłaca czy nie. Z punktu widzenia kogoś, kto właśnie buduje nowy PC i chce kupić dysk twardy tak po prostu, żeby komputer w ogóle działał, to nie. Ktoś taki raczej powinien pożyczyć jakiś starszy model od znajomego i przeczekać do czasu, aż ceny spadną, albo zdecydować się na SSD, bo w tym segmencie ceny nie drgnęły (nie licząc zmiany kursów walut), a dopiero za jakiś czas sprawić sobie za rozsądne pieniądze HDD na dane. Każdy sam musi wybrać. Jeśli nośnik nie jest w tej chwili absolutnie niezbędny, warto poczekać także dlatego, że złotówka za gigabajt to żadna rewelacja na tle niedawnych 20 gr...

http://forum.pclab.pl/topic/711585-HDD-now...ate-WD-Toshiba/
dlaczego u was tak późno?
Bo Pclab ze wszystkim o tydzień do tyłu
Test dysku dają wtedy jak ceny doszły do takiego poziomu, że kupują tylko ci co nie mają innego wyjścia. Zamiast tego mieliśmy bezsensowne testy słuchawek za 3 tyś zł
Ponieważ WD i Seagate są obecnie pod wodą (wstrzymali produkcję):
http://thisismynext.com/2011/10/22/world-h...edicted-floodi/
Ceny dysków HDD pójdą mocno w górę. Co oznacza zmniejszenie bariery cenowej do SSD