Wnętrze
Pokrywy
boczne zdejmujemy w sposób jak najbardziej tradycyjny: odkręcamy
szybkośrubki, po czym przesuwamy ściankę do tyłu. W pełni metalowa
konstrukcja powoduje, że montaż i demontaż bocznych klap są trochę
bardziej pracochłonne niż przykładowo w P183.
Porzucono ideę przegródki dzielącej wnętrze obudowy na dwie
części. W dzisiejszych czasach producenci rzadko sięgają po to
rozwiązanie, głównie dlatego, że jest mało praktyczne. Znacznie
utrudnia montaż, a w konstrukcjach formatu Midi Tower zajmuje dodatkowe,
jakże cenne miejsce. W P280 przestrzeni użytkowej jest znacznie
więcej, co pozwala zainstalować nawet płytę główną w formacie XL-ATX. Dodatkowo obudowa pomieści kartę graficzną o długości
do 330 mm i schładzacz procesora o wysokości do 170 mm. Jest to bardzo dobra wiadomość, ponieważ do najczęściej wymienianych wad
serii Performance One należał mało wygodny montaż komponentów oraz niewielka pojemność w
stosunku do ogólnej wielkości.
Jednak nie wszystko mogło być idealne. Antec ponownie nie budzi uznania wyposażeniem dodatkowym. Krótka broszurka zamiast instrukcji, kilka pasków zaciskowych, śrubki wrzucone do jednej torebeczki... W tańszych produktach można spotkać bogatsze i lepiej dopracowane dodatki.
Na tacce płyty głównej pojawiło się okno ułatwiające instalację układu chłodzenia, czego we wcześniejszych Antecach z serii Performance One nie było. Nowością są również gumowe przepusty do przeprowadzania kabli. Często się zdarza, że w tych otworach guma jest dosyć gruba, a nacięcia są dosyć płytkie, więc jest to mordęgą. W P280 jest zupełnie na odwrót: listki są cieniutkie i elastyczne, za co należy się pochwała. Prowadzenie przewodów ułatwia także spora ilość przestrzeni za tacką płyty głównej oraz niewielka płytka drukowana w jednym z górnych rogów z tyłu obudowy, do której można podłączyć cztery trzypinowe kable zasilające od wentylatorów. To wszystko sprawia, że w P280 panuje względny porządek, a powietrze krąży bez większych zakłóceń. Slotów na karty rozszerzeń Antec udostępnił dziewięć, co w zupełności powinno wystarczyć. Śledzie również się zmieniły: przykręca się je za pomocą szybkośrubek.
Zniknęły natomiast słynne „wyjmowalne” koszyki na dyski z charakterystycznymi kołatkami. W pewnym sensie szkoda... bo wyjątkowo podobała nam się niewielka skrytka umieszczona z tyłu jednego z nich. Można było tam schować torebeczkę z zapasowymi śrubkami, choć łatwo było zapomnieć, gdzie została ukryta. Koszyki zostały więc zastąpione sześcioma szufladkami, w których można zamocować nośniki 2,5- lub 3,5-calowe. Wykorzystano tu sprawdzone we wcześniejszych obudowach duże silikonowe podkładki, które skutecznie pochłaniają wibracje.
Są jeszcze dwa dodatkowe miejsca pozwalające na montaż 2,5-calowych nośników, umieszczone między ostatnią szufladką a koszykiem na napędy w rozmiarze 5,25 cala. Nie są one w żaden sposób wyciszone czy zabezpieczone przed drganiami, dlatego najlepiej korzystać wyłącznie z szufladek. Następny minus, i to spory, przyznajemy za brak jakiejkolwiek zewnętrznej zatoki 3,5-calowej. Byłoby dobrze, gdyby przynajmniej jedna się znalazła w obudowie, tak jak w modelu P183.
Napędy w rozmiarze 5,25 cala montuje się za pomocą szyn, co jest dziecinnie proste. Cięższa przeprawa czeka przy plastikowych zaślepkach. By je zdjąć, należy – uwaga! – wyłamać blaszki. Spodziewamy się tego w każdej obudowie kosztującej poniżej 300 zł, ale w Antecu P280? Wprawdzie w poprzednich modelach Performance One było tak samo, ale to było kilka lat temu!
