artykuły

Wiedźmin 2 – kontynuacja przygód najsławniejszego łowcy potworów

Ponury, średniowieczny świat oczyma Białego Wilka

150 5 czerwca 2011, 15:35 Dawid Grzyb

Z czym do ludzi i nieludzi

Geralt to wiedźmin, a wiedźmini szkolą się po to, aby jak najskuteczniej zabijać potwory. Z różnych powodów nasz bohater często wikła się w sytuacje, które wymagają potyczek. Do walki z przeciwnikami ludzkiego pochodzenia używa stalowego oręża, a zmagania z różnorakimi potworami ułatwia mu srebrny miecz. Twórcy odeszli od kilku stylów walki, znanych z pierwszej części, na rzecz jednego, ale wyjątkowo długiego „kombosa”. Naszym zdaniem zmiana systemu wyszła grze na dobre. Walka w Jedynce była, oględnie mówiąc, mocno niedopracowana. 

Jak na grę cRPG przystało, postać głównego bohatera awansuje na kolejne poziomy i uczy się nowych rzeczy. Są cztery gałęzie do wyboru: alchemia, wiedźmińskie znaki, umiejętność walki mieczem oraz te podstawowe – „treningowe”. W zależności od tego, którą drogą się podąży, starcia będą wyglądały inaczej. Różnice w sposobie prowadzenia walki są naprawdę spore. Geralt może całkiem nieźle posługiwać się magią i palić całe zastępy wrogów, jedynie dobijając ich mieczem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić z niego maszynę bojową, wręcz nieprawdopodobnie sprawnie posługującą się bronią białą. Ale to nie wszystko. Zwolennicy walki na dystans mogą wrogów unieszkodliwiać petardami i rzucanymi ostrzami – do wyboru, do koloru. Znajdą się osoby, które lubią mieć kontrolę nad przebiegiem walki – one zapewne będą często używały odpowiednich pułapek, aby zmaksymalizować obrażenia zadane przeciwnikom, zanim ci się zbliżą. Nie zabrakło też wiedźmińskich mikstur, które wypite przed walką mogą przeważyć szalę zwycięstwa. Oczywiście, trzeba je samemu uwarzyć z odpowiednich składników na podstawie receptur, ale te rzeczy da się kupić lub znaleźć. Spodobał się nam efekt wizualny po spożyciu mikstury umożliwiającej widzenie w ciemności. Wówczas obraz staje się czarno-biały, widać jedynie zarysy osób w pobliżu, ale ich główne naczynia krwionośne są podświetlone na jasnopomarańczowo. Świetnie to wygląda i ułatwia to i owo. 

Bardzo istotnym elementem gry jest handel. Niestety, ci, z którymi robimy interesy, mają tak zaporowe ceny na swoje produkty, że trzeba się liczyć z każdym wydanym orenem. Praktycznie wszystkie rzeczy wymagane do uwarzenia eliksirów da się pozyskać z roślin, na które Geralt natyka się co krok. Ale wykucie lepszego miecza nie jest już takie proste. Aby stać się dumnym właścicielem broni o przyzwoitych parametrach, należy albo na nią natrafić, albo zlecić odpowiednio wykwalifikowanej osobie stworzenie jej. Druga opcja kosztuje czas, oreny i cierpliwość. Potrzebne są składniki oraz schemat. Obydwie te rzeczy są do kupienia. Jednakże często jest tak, że elementy składowe wymagają półproduktów, których nie mamy, bo te także trzeba stworzyć, i tak w koło Macieju: chodzenie, szukanie, kombinowanie... No ale na końcu czeka frajda, że wreszcie mamy to, czego chcieliśmy. Analogicznie jest z pancerzem i pozostałymi elementami stroju Geralta. Dodatkowo każdy miecz oraz zbroja ma określoną liczbę gniazd, w których można na stałe umieścić ulepszenia. Wszelkie zmiany ubioru i oręża widać na bohaterze. Żelastwa jest całkiem sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Powróciła opcja medytacji. Gracz może oddelegować Geralta w trans przy ognisku, dzięki któremu da się szybko przeskoczyć do wybranej pory dnia. Jej zmiana jest odczuwalna w grze, ponieważ niektóre zadania wymagają pojawienia się w określonym miejscu o określonej godzinie. Co więcej, osłona nocy sprawia, że potwory są wtedy bardziej aktywne i jest ich więcej. 

Przeciwników nie ma wielu, ale w drugiej części przygód Geralta bardziej postawiono na ich jakość niż na liczbę. Gra jest trudna, co sprawia, że do wielu starć podchodzi się po kilka razy. Najniższy poziom trudności jest naprawdę prosty, ale pomiędzy nim a tym „normalnym” jest przepaść. Naszym zdaniem to wychodzi grze na dobre, bo wygranie starcia z arcytrudną paskudą daje masę frajdy – i właśnie tak powinno być. W końcu świat wiedźminów jest niebezpiecznym i nieprzyjemnym miejscem. Wrogowie atakują w stadach lub grupach, działają szybko, zadają duże obrażenia i nie idą ustawieni w linię niczym baranki na rzeź. Sytuacje, w których bohater zostaje otoczony, to standard, co wymusza planowanie. Można też zapomnieć o bezmyślnym wciskaniu jednego przycisku myszy – ta taktyka działa tylko na najniższym poziomie trudności, i to też nie zawsze. A jacy są przeciwnicy – łatwo się domyślić. Ci ludzkiego pochodzenia to wszelkiego rodzaju bandyci, rycerze, kusznicy i magowie. Są zróżnicowani pod względem oręża i opancerzenia, a walka z nimi to zazwyczaj wyzwanie. Potwory to utopce, padlinożercy, przerośnięte, pająkopodobne stworzenia, harpie, trolle i kilka innych – do wyboru, do koloru. Jest kogo dekapitować, jest z czego zbierać trofea. Krótko mówiąc, jest dobrze.

4