Uroki mrocznego średniowiecza
Gra została podzielona na kilka aktów, z których każdy dzieje się gdzie indziej. Przyjdzie Wam spędzić trochę czasu w kupieckiej faktorii, żołnierskim obozie i kilku innych miejscach. Bardzo mocno różnią się one od siebie i wszystkie mają naprawdę wiele do zaoferowania. Zazwyczaj po ukończeniu każdej gry umiemy wyodrębnić poziomy, które przypadły nam do gustu, i te, przez które chcieliśmy możliwie szybko przebrnąć. Po uporaniu się z nowym Wiedźminem musimy uczciwie przyznać, że nie mamy swoich ulubionych – każdy czymś nas pozytywnie zaskoczył.
Świetna szata graficzna ma swój duży udział w tym, że świat Wiedźmina tak nam się podoba. Ale swoje pięć groszy dorzuciło odpowiednie zaprojektowanie poziomów, tak aby gracz nie czuł znudzenia, przemierzając znajomą ścieżkę, nawet po raz nasty. Każde miejsce w grze zostało wykonane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Podczas buszowania po lasach nieopodal handlowego miasteczka da się poczuć klaustrofobiczny charakter tego terenu. Wszędzie widać krzaczki kołyszące się na wietrze, drzewa, kamienie, trawę i inne detale upchane pomiędzy wąskimi, leśnymi ścieżkami. Matka natura odwaliła tam naprawdę kawał niezłej roboty. Ale zaręczamy, że gdzie indziej też dobrze sobie poradziła, nawet pomimo tego, że świat drugiego Wiedźmina jest dość ograniczony. Gracz nieustannie jest karmiony widokami i niezbyt silnie odczuwa to, że tych wszystkich ścieżek jest tak naprawdę niewiele, a otwarte tereny wcale nie dominują. I właśnie to do nas przemówiło: nie analizowaliśmy jakoś specjalnie konstrukcji poziomów, tylko cieszyliśmy się grą. Brawo!
Miejsca skupisk ludzi (i nieludzi) zostały wykonane równie dobrze co tereny dookoła nich. Są mocno zróżnicowane, a ich dogłębne poznanie zależy od wyborów, na które zdecyduje się gracz. Dla przykładu, nieduże miasteczko położone nad rzeką mocno różni się od żołnierskiego obozu, ale w obydwu panuje bardzo przekonująca atmosfera.
W tym pierwszym od razu widać, czym trudnią się jego mieszkańcy. W ciasnych uliczkach handlarze oferują swoje usługi, w portach kilka statków oczekuje na rejs, dzieciaki skandują, a straż miejska patroluje okolicę. Nie zabrakło elementów kluczowych dla każdej średniowiecznej mieściny: karczmy, zamtuza oraz uciech dla gawiedzi – publiczne egzekucje zawsze są w modzie.
Obóz żołnierski to typowe zbiorowisko namiotów, odgrodzone palami od reszty świata, w którym nie zabrakło kantyny i kilku ognisk. Wojacy popijają przy nich, opowiadają groteskowe historie, przechwalają się. Gdzieś ktoś się zatacza, ktoś narzeka na wojskową dolę. Słowem: swojsko. A tuż za obozem panie lekkich obyczajów mają swój własny. Wojna to świetny interes, a żołnierze przecież muszą jakoś odreagować...
W każdym z kluczowych miejsc jest dostępnych kilka usług, z których gracz może (lub wręcz powinien) skorzystać. Handel to nieodłączny element gry, dlatego nie zabrakło osób sprzedających broń, wabiki, recepty, zioła i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Znajdzie się też jegomość, który po uzbieraniu odpowiedniej liczby składników, stworzy dla nas przedmiot, oczywiście nie za darmo.
Nie zapomniano o starych znajomych Geralta. Czym byłby jego świat, gdyby zabrakło w nim Jaskra i kilku innych, równie osobliwych? Czytelnicy znający papierowe dzieje wiedźmina będą zadowoleni także z tego, że relacje pomiędzy nim a jego książkowymi kompanami nie zostały zaniedbane. Nie pominięto też aspektów czysto rozrywkowych, które przy okazji pozwalają zarobić kilka orenów (waluta w grze). Można posiłować się na rękę, przepuścić trochę grosza podczas gry w kości albo poboksować. Z niektórymi spośród tych czynności wiążą się zadania. Warto je wykonywać dla doświadczenia i dodatkowych funduszy, których nigdy za wiele. Na brak zajęć naprawdę trudno narzekać. Spodobało się nam to, że zdecydowana większość jest wielostopniowa, rozciągnięta w czasie i wymagająca. No i można urządzić sobie polowanie na potwory, za których głowy wyznaczono nagrodę.




