artykuły

Wiedźmin 2 – kontynuacja przygód najsławniejszego łowcy potworów

Ponury, średniowieczny świat oczyma Białego Wilka

150 5 czerwca 2011, 15:35 Dawid Grzyb

Gwynnbleid po liftingu, szczypta historii

Geralt zmienił się. Nie jesteśmy tym zdziwieni, bo obydwie gry dzielą blisko cztery lata, przez które niesłychanie rozwinęły się techniki wyświetlania grafiki komputerowej i bardzo wzrosła wydajność kart graficznych. Liczba wielokątów przypadająca na głównego bohatera jest zauważalnie większa, a jego postać pokryła się teksturami w odpowiednio wysokiej rozdzielczości. Tytułowy wiedźmin nie jest już chłoptasiem o białych włoskach (poprzednio tak go właśnie odbieraliśmy), tylko zaprawionym w bojach wymiataczem z dużym bagażem doświadczeń i różnego rozmiaru ran na facjacie i pozostałych częściach ciała. Włosy Geralta nie są już śnieżnobiałe, lecz przyprószone szarym odcieniem, co przydaje mu realizmu. Na jego twarzy pojawił się kilkudniowy zarost i paskudna, dość świeża szrama w okolicach lewego oka. Takie smaczki w połączeniu z lepszą niż w pierwszej części grafiką sprawiają, że główny bohater jest jeszcze bardziej wiarygodny. Ale jest to w dalszym ciągu ten sam zabójca potworów, którego tak uwielbiają miłośnicy fantastyki w różnym wydaniu.

Siłą pierwszej części gry, oprócz ubijania mniejszych i większych paskudztw, była ciekawa fabuła, możliwość wczucia się w prowadzoną przez gracza postać oraz brak „jedynej słusznej” drogi. Tak właśnie zapamiętaliśmy pierwszego komputerowego Wiedźmina. Często po podjęciu decyzji nieodwracalnie zmienialiśmy bieg wydarzeń, co bardzo nam się spodobało. Znakomita historia pojawia się również w drugiej części. Jest na tyle dobra, że ani razu nie ominęliśmy przerywnika filmowego, po prostu nie chcieliśmy niczego stracić. O fabule nie napiszemy zbyt wiele; dość powiedzieć, że dzieje się w jakiś czas po wydarzeniach przedstawionych w Jedynce. Ma ona też związek z przeszłością Geralta. Po raz kolejny gracz ma kontrolę nad kluczowymi momentami wątku fabularnego – jest sporo ważnych decyzji do podjęcia, a ich konsekwencje będą długo dawać się we znaki. No i najważniejsze: nie ma żadnej „optymalnej” drogi.

Nie sprawdziliśmy tego dokładnie, lecz o ile wiemy, drugiego Wiedźmina można ukończyć na szesnaście sposobów, z czego przynajmniej kilka mocno różni się od siebie. To jest naprawdę bardzo, bardzo duży plus tej gry: naprawdę warto przejść ją po raz drugi, tyle że dokonując innych wyborów. Gdy do tego wszystkiego dojdzie ponad dwadzieścia godzin potrzebnych na ukończenie przygody, łatwo sobie wykalkulować, jak dużą porcję rozrywki zapewnia.

Spodziewaliśmy się tego, że skoro autor powieści nie maczał palców w najnowszej odsłonie komputerowych przygód Geralta, historia nie będzie tak spójna i wciągająca, jaka mogłaby być. Nie dlatego, że nie wierzymy w talenty pracowników CD Projekt RED, którzy stoją za wydarzeniami w grze. Po prostu jeszcze do niedawna byliśmy przekonani, że gdy chodzi o wiedźminów, magiczny dotyk mistrza Sapkowskiego jest więcej niż wskazany. A my uwielbiamy jego twórczość.

Jednakże bijemy się w piersi, bo fabuła jest arcyciekawa. Jest wszystko to, co być powinno, i niejeden miłośnik książek Sapkowskiego będzie zadowolony. Dzieje się dużo, miejscami jest wręcz epicko. Zdrada, miłość, nienawiść, tyrania, konflikty zbrojne, wisielczy humor, seks – to wszystko tam jest. Dialogi również są świetne. Atmosfera beznadziejności sytuacji została oddana odpowiednio, podobnie jak emocje. Ostatnie, co możemy powiedzieć o postaciach, to że są infantylne i nieciekawe. Gracz chłonie je jak gąbka wodę, a przez to lepiej poznaje świat Geralta z Rivii i jego samego.   

2