Podsumowanie
Czas odpowiedzieć na postawione na wstępie pytanie, jak wypada połączenie techniki Intela z kontrolerem Marvella. Niewątpliwą zaletą tej współpracy jest nowa seria nośników SSD, które już teraz mogą korzystać z zalet SATA 6 Gb/s, nie wiadomo bowiem, kiedy Intel pokusi się o własny kontroler obsługujący nowy interfejs. Niedawno zaprezentowane nośniki z serii 320 trzy kluczowe elementy: kontroler, wbudowane oprogramowanie oraz kości pamięci, tradycyjnie otrzymały od Intela, nadal jednak korzystają z rozwiązania znanego z serii X25, a tym samym ich maksymalny transfer jest ograniczony przez SATA 3 Gb/s.
Seria 510 w tym samym czasie rozwija skrzydła, oferując niebagatelną wydajność, jednak z pewnym zastrzeżeniem. O ile bowiem szybkość odczytu/zapisu sekwencyjnego jest duża, to w operacjach losowych nowe nośniki Intela wypadają blado. A to w teorii może się przełożyć na małą wygodę pracy z dużą liczbą bardzo małych plików. W praktyce okazuje się, że wyjąwszy programy testujące zarówno wersja 250-gigabajtowa, jak i 120-gigabajtowa sprawują się wręcz fenomenalnie. Spokojnie można usunąć ze swojego słownika słowo czekam, ponieważ wszystko odbywa się błyskawicznie. Tym samym Intel, jak głosi naklejka dołączana do obu nośników, ma w ofercie prawdziwe „demony szybkości”, szkoda tylko, że zarezerwowane dla ludzi z grubym portfelem. W naszych bowiem sklepach, w których do ceny sugerowanej należy doliczyć „podatek od nowości”, wersja o pojemności 120 GB kosztuje nieco ponad 900 zł, a za model 250 GB przyjdzie nam zapłacić ponad 2000 zł. Co więcej, aby dyski z serii 510 pokazały pełnię możliwości, trzeba spełnić jeden warunek: należy je podłączyć do płyty głównej bądź też dodatkowego kontrolera obsługującego SATA 6 Gb/s. W przeciwnym razie maksymalna prędkość odczytu może spaść o blisko połowę.
Nośniki SSD Intela z kontrolerem zewnętrznej firmy nie są więc złym rozwiązaniem, jeżeli spojrzy się przez pryzmat ich wydajności. Niestety, nie możemy niczego powiedzieć o kluczowym elemencie, który sprawiał, że wiele osób wybierało SSD właśnie tej firmy. Mowa tu o bezawaryjnej pracy, która dzięki stosowaniu wyłącznie własnych rozwiązań była na nieosiągalnym dla innych producentów poziomie. Muszą minąć miesiące, żebyśmy mogli powiedzieć coś więcej na ten temat. To samo tyczy się przyznania serii 510 rekomendacji, choć tu czas ten będzie krótszy. Już teraz na jednym z naszych biurek leżą nowe nośniki OCZ, a być może w niedalekiej przyszłości będziemy mieli okazję porównać konkurencyjne modele wykorzystujące ten sam kontroler. Niewątpliwie wśród nośników SSD na froncie SATA 6 Gb/s sporo będzie się działo. Na razie możemy powiedzieć tylko tyle, że Intel z serią 510 skutecznie zaatakował kluczowe pozycje i dość solidnie się na nich okopał.

- Duża prędkość sekwencyjnego odczytu i zapisu
- W codziennej pracy sprawuje się lepiej, niż sugerowałyby to testy syntetyczne
- SATA 6 Gb/s
- Liczne dodatki
- Losowy odczyt i zapis mógłby być szybszy
- Na razie ceny w polskich sklepach są wysokie

- Duża prędkość sekwencyjnego odczytu i zapisu
- W codziennej pracy sprawuje się lepiej, niż sugerowałyby to testy syntetyczne
- SATA 6 Gb/s
- Liczne dodatki
- Losowy odczyt i zapis mógłby być szybszy
- Na razie ceny w polskich sklepach są bardzo wysokie

Są to między innymi:
-barracuda II 10GB (kupiona chyba na jesieni 2000, siedzi u siostry i chyba ciągle używana)
-fujitsu 6GB (kwiecień 2000)
-WD 40GB (marzec 2003)
-barracuda 7200.9 160GB (niedawno zmieniony na F4 320GB) (październik 2006)
-samsung 160GB (nadal działa jako systemowy) (nie chce mi się grzebać w obudowie)
Edit: dodane daty.
Ale zobaczymy jak będzie z tymi dyskami za 3,4 czy 5 lat.
Talerzowce z powodzeniem działają po kilka lat. Mam np. 7 letni dysk 250 GB, który najpierw był dyskiem na system i dokumenty a teraz pełni rolę takiego tymczasowego folderu na pliki pobrane z sieci i tym podobne pierdoły.
Ciekawa jak po takim czasie sprawował by się dysk SSD?
Co ty za pierdoły opowiadasz............. 7 lat? Pokaż mi dysk 250 GB z 2004 roku który masz
Mam podobny dysk u siebie, zakupiony jakoś 2006. Barracuda, ale nie pamiętam już która. Obecnie ma 5 lat. Spokojnie, HDD potrafią działać latami o ile ich się nie kopie...jeden z moich dysków śmiga od 2001 - 40GB U6, też Barracuda, a z antycznych komputerów stosunkowo niedawno wymontowałem dysk 8GB (Mitsumi czy coś podobnego), który do dziś działa.
Opson, to fakt. Rzecz sprowadza się tylko do odpowiedniej wentylacji, do jakiegoś bardziej ostrożnego obchodzenia się z komputerem bo jeśli taki dysk non stop będzie latać to bankowo nie wytrzyma.
Tą awaryjność masz w % przecież. Choćby było ich 10000 milionów, to 0.5% nadal będzie 0.5%. Chyba że by gafę na skalę Seagate'a walnęli. Bo w SSD siedzi sama elektronika, a jest takie powiedzenie, że 'dobrze wykonana elektronika jest w 100% niezawodna'. Mogą jedynie zepsuć partię flashek, albo zabudżyć firmware (z czego to pierwsze jest znikomo prawdopodobne).
Akurat odnośnie awaryjności to SSD niszczą HDD w przedbiegach, podobnie jak z czasem dostępu.
Ale zobaczymy jak będzie z tymi dyskami za 3,4 czy 5 lat.
Talerzowce z powodzeniem działają po kilka lat. Mam np. 7 letni dysk 250 GB, który najpierw był dyskiem na system i dokumenty a teraz pełni rolę takiego tymczasowego folderu na pliki pobrane z sieci i tym podobne pierdoły.
Ciekawa jak po takim czasie sprawował by się dysk SSD?
Co ty za pierdoły opowiadasz............. 7 lat? Pokaż mi dysk 250 GB z 2004 roku który masz
Tutaj małe pytanie: co z ROHS'em?
Of koz to tylko moja dywagacja, wszak tutaj każda kość jest lutowana
Jeżeli nie wybierasz się z laptopem na wojnę albo nie bierzesz udziału w ekspedycji naukowej do dżungli amazońskiej czy na Antarktydę, to dla mnie pytania nie było
Ja bym napisał właśnie odwrotnie, jeżeli wybierasz się na wojnę, bierzesz udział w ekspedycji naukowej do dżungli amazońskiej czy na Antarktydę, to SSD jest lepszym wyborem niż HDD. Odporny na wstząsy, lepiej reaguje na skrajne temperatury i wilgotność powietrza.
Tutaj małe pytanie: co z ROHS'em?
Of koz to tylko moja dywagacja, wszak tutaj każda kość jest lutowana
Jeżeli nie wybierasz się z laptopem na wojnę albo nie bierzesz udziału w ekspedycji naukowej do dżungli amazońskiej czy na Antarktydę, to dla mnie pytania nie było
Tutaj małe pytanie: co z ROHS'em?
Of koz to tylko moja dywagacja, wszak tutaj każda kość jest lutowana
Ale o co Ci chodzi, te luty mają problemy przy dużych zmianach temperatur, dlatego początkowo taki problem był (w sumie nadal jest ale mniejszy ze względu na inny stop) przy kartach graficznych. Przy wysokich, luty są bardziej plastyczne i jak się schłodzą zaczynają się powoli problemy (mikropęknięcia), później brak łączenia, itp. Dyski, szczególnie SSD, nawet w kompletnie nie wentylowanej obudowie lub laptopie utrzymują temperatury w przedziale 30-50 a same wahania są dość małe. Dyski SSD tworzą idealne warunki dla tego typu lutów, stała temperatura w okolicach 40 stopni. W ogóle mi się wydaje, że tutaj używa się jeszcze czegoś gorszego, bo przecież dyski i tak nie będą pracować przy zbyt wysokich temperaturach. Awaryjność głównie dotyczy problemów z kontrolerami, które są rozwiązaniami dość nowymi i swoje wpadki jeszcze zaliczą. Na co bardziej by były dyski SSD narażone to bym powiedział, że duże wahania/zaniki napięcia.
Tutaj małe pytanie: co z ROHS'em?
Of koz to tylko moja dywagacja, wszak tutaj każda kość jest lutowana
Tylko że nawet luty ROHS-owe są dużo wytrzymalsze od części mechanicznych. A już w trakcie działania urządzenia to bez porównania.
Tutaj małe pytanie: co z ROHS'em?
Of koz to tylko moja dywagacja, wszak tutaj każda kość jest lutowana