Z czym i do kogo
Nowy Jork po wybuchu epidemii to wyjątkowo niegościnne miejsce, co twardo udowadnia już po kilku minutach rozgrywki. Nie od wczoraj wiadomo, jaką grą jest Crysis 2. To typowy przedstawiciel gier FPS. Zabijaj i nie daj się zabić – ot cała filozofia. Tylko trzeba mieć czym. Nanoskafander umożliwia dość skuteczną walkę wręcz, ale na szczęście nie zabrakło tradycyjnych „środków wyrazu”. Żelastwo, którym posługuje się Alcatraz, jest dość zróżnicowane. Narzędzia mordu podzielono na kilka grup, a gracz może mieć przy sobie najwyżej dwie sztuki, plus ewentualne dodatki. W sumie to logiczne, bo tona karabinów, wyrzutni rakiet i innych pukawek na plecach głównego bohatera to element, który powoli odchodzi w zapomnienie.
W grze natrafiamy na kilka rodzajów broni krótkiej, z czego dwa są naprawdę skuteczne. Jest też grupa karabinów o mniejszej i większej skuteczności, strzelby (zwykła i automatyczna) oraz karabin snajperski. Nie zabrakło też bardziej wybuchowych: miotacza granatów, wyrzutni rakiet, granatów ręcznych oraz zdalnie detonowanych ładunków C4. Kilka razy natykamy się na bardziej egzotyczne zabawki. Miotacz pocisków porażających energią elektryczną to jeszcze nic, ale giwera emitująca mikrofale to już sprzęt wyjątkowo rzadko spotykany – i piorunująco skuteczny, bo krótka wiązka jego promieni może ugotować każdego przeciwnika w kilka chwil. Oczywiście, śmierć zadana w ten sposób jest bardzo malownicza. Cacko, które tylko dwa razy mieliśmy w rękach, to karabin Gaussa, który jednym strzałem likwiduje praktycznie każdego, a nawet kilku delikwentów na raz, jeżeli tylko ustawią się w linii prostej. Szkoda tylko, że z dostępnością tych niepospolitych broni jest bardzo kiepsko, a na niektóre można się natknąć praktycznie pod koniec przygody. Każdy pistolet, karabin czy miotacz ma kilka współczynników, na które my ani razu nie zwróciliśmy szczególnej uwagi.
Praktycznie każde narzędzie można odrobinę zmodyfikować, tak samo jak w pierwszej części gry. Możliwość zamontowania tłumika, powiększenia magazynka lub zmiany przyrządu celowniczego – to wszystko znacznie ułatwia strzelanie. Zdarzają się kuriozalne kombinacje, jak strzelba z tłumikiem albo półautomat z miniaturową wersją karabinu Gaussa, ale w żaden sposób nie wypaczają one rozgrywki. Modyfikacji nie kupuje się i tylko niektóre są w danej chwili dostępne. Ale często bywa tak, że w punkcie z zaopatrzeniem są dwa takie same karabiny, tyle że z innymi dodatkami. Mała rzecz, a cieszy.
Mięso armatnie w Crysis 2 jest dwojakiego rodzaju. Walczymy z ludźmi oraz Cepidami, przedstawicielami obcej rasy, którzy z jakiegoś powodu nie mają ochoty na wspólną popołudniową kawę z mieszkańcami Ziemi. Przeciwnicy ludzkiego pochodzenia korzystają dokładnie z tych samych broni co Alcatraz, są liczni i namiętnie wspomagają się wozami bojowymi. To siły zbrojne pewnej organizacji, która wie więcej niż inne i niekoniecznie lubi się z osobnikami odzianymi w nanoskafandry warte kilka miliardów dolarów. Walka z nimi jest dość schematyczna i przewidywalna, ale też uciążliwa. Jest tak dlatego, że strzelają celnie, często dostrzegają nas wcześniej niż my ich i zadają duże obrażenia. No ale muszą się czymś ratować, ponieważ ich sztuczna inteligencja jest słaba.
Nie zdarza się, aby grupa kilku najemników otoczyła Alcatraza i skutecznie odcięła mu drogę ucieczki. Jeżeli już zostajemy zauważeni i wycofujemy się za róg, żołnierze wrogiej frakcji idą na nas niczym owieczki na rzeź – jeden za drugim. Owszem, kucają, chowają się za namiotem czy murem, ale często nie dostrzegają granatu tuż pod nogami. Podobnie jest z przeciwnikami pozaziemskiej rasy, chociaż część z nich umie wysoko skakać, co w połączeniu z umiejętnością walki wręcz często jest śmiertelną bronią. Większość Cepidów nie jest specjalnie żwawa, ale nadrabiają żywotnością i pancerzem. Zlikwidowanie co silniejszych wymaga osłabienia jednego z elementów pancerza – dopiero wtedy można strzelać w newralgiczne miejsca. Mimo że nieustanne chowanie się wydłuża rozgrywkę, przygoda przeznaczona dla pojedynczego gracza to około ośmiu godzin zabawy.
Parę słów należy się też trybowi gry wieloosobowej. A ten jest świetny. Mocno go rozbudowano w stosunku do pierwszej części gry, co cieszy. Jest sporo rzeczy do odblokowania, rang do zdobycia i map do poznania. Wieloosobowe zmagania wciągają niczym chodzenie po bagnach. Na pewno jest tak po części za sprawą naprawdę ciekawych poziomów: są zrównoważone i odpowiednio przystosowane do różnych trybów rozgrywki. Wprawdzie nie spędziliśmy zbyt dużo czasu na walce z żywymi przeciwnikami, ale już godzina wystarczyła, aby uznać, że to mocna strona Dwójki.



