Czy to naprawdę działa?
Podłączenie urządzeń do komputera nie sprawiło większych trudności, ale czy naprawdę mogą one bezproblemowo przesyłać obraz bez użycia kabli? Odpowiedź na to pytanie jest, niestety... złożona.
Od razu chcielibyśmy wszystkich uspokoić: zarówno EZ View, jak i EZ View+ w określonych warunkach sprawują się całkiem nieźle, dzięki czemu rzeczywiście możliwe jest podłączenie komputera albo laptopa do dodatkowego monitora bez użycia kabli. Jeśli ktoś chciałby zaszpanować przed znajomymi, stawiając na biurku laptop i podłączając do niego coś, co wygląda jak nieduży pendrive, aby po chwili obraz z komputera pojawił się na stojącym obok ekranie – to bez problemu wykona tę sztuczkę z użyciem któregoś z modeli EZ View. Jest tylko jeden warunek: wcześniej trzeba podłączyć odbiornik do monitora i umieścić go w jakimś niewidocznym miejscu. W przeciwnym razie czas potrzebny na podłączenie dodatkowego zasilania do odbiornika oraz kabli audio i wideo (a ten drugi najczęściej jest gruby i sztywny) sprawi, że trudniej będzie zrobić wrażenie na znajomych.
Problematyczne mogą być też parametry nawiązywanej komunikacji.
Efektywny zasięg transmisji obrazu to ok. 6 m, niezależnie od rozdzielczości. Była to granica, po której przekroczeniu obraz się rwał, i jeśli nie wróciliśmy błyskawicznie w pole zasięgu, połączenie było zrywane. Warto przy tym zaznaczyć, że zerwanie takiego połączenia nie należy do przyjemnych. Konsekwencją dla systemu operacyjnego jest „zgubienie” jednego z wyświetlaczy, a więc konieczność przełączenia widoku pulpitu tak, aby korzystał np. tylko z jednego monitora. Pół biedy, gdy na obu wyświetlaczach obraz był klonowany. Gorzej, gdy jeden był rozszerzonym pulpitem, szczególnie jeśli położenie jednego pulpitu względem drugiego nie było domyślne. Wtedy każdorazowo po ponownym nawiązaniu połączenia trzeba było po raz kolejny wprowadzić właściwe ustawienia. Co więcej, związane jest to z wielokrotnym miganiem obrazu, a także z chwilowym „zawieszeniem” się komputera. Niezależnie od wersji sterowników przez kilka sekund po wykryciu odbiornika i nawiązaniu transmisji system operacyjny „rwał” ruch kursora myszy. W praktyce po zerwaniu komunikacji i ponownym jej nawiązaniu trzeba było zazwyczaj ok. 30 sekund, by wprawny użytkownik przywrócił wybrane ustawienia.
Zasięg 6 m to nie jest bardzo dużo, ale w praktyce wystarcza do przesyłania obrazu w obrębie zdecydowanej większości pokoi w polskich mieszkaniach czy biurach. Niestety, ważnym wymaganiem jest, by na drodze sygnału nie pojawiały się żadne grube przeszkody, np. ściany. Przejście człowieka pomiędzy nadajnikiem a odbiornikiem nie powodowało rwania sygnału, ale umieszczenie komputera tuż za krawędzią ceglanej ściany działowej powodowało całkowite zerwanie połączenia, niezależnie od odległości dzielącej nadajnik od odbiornika.
Następnym problemem są dostępne rozdzielczości. Teoretycznie EZ View obsługuje rozdzielczości nieco większe niż 720p, a EZ View+ – nawet tzw. Full HD. Niestety, nie zawsze dało się je uzyskać. Na różnych komputerach, w dwóch kopiach systemu Windows XP SP3, nie udało nam się włączyć więcej niż 1680×1050. Na innym laptopie z systemem Windows 7 uzyskanie 1920×1080 na zewnętrznym monitorze nie było problemem. Producent dostarcza specjalne narzędzie: program, który pozwala sprawdzić, czy dany komputer nadaje się do pełnego wykorzystania możliwości EZ View+. Co ciekawe, tylko w przypadku wspomnianego laptopa z Windows 7, na którym niemal wszystko działało poprawnie, poinformowało, że komputer nie spełnia wymagań, by sprawnie wyświetlać obraz Full HD.
Maksymalna rozdzielczość, jaką mogliśmy uzyskać w Windows XP SP3 z użyciem EZ View+, to 1680×1050
Wybrana rozdzielczość ma też wpływ na opóźnienia przesyłanego obrazu, które są chyba niezależne od odległości dzielącej nadajnik od odbiornika. Większe rozdzielczości powodują większe opóźnienie, co postanowiliśmy zaprezentować na poniższym filmiku. Niestety, by dobrze to pokazać, musieliśmy ustawić zewnętrzny monitor w trybie klonowania wyświetlacza podstawowego, a ponieważ miał on problemy z obsługą nietypowych rozdzielczości, skończyło się na tym, że działał we względnie niskiej – w takiej, w jakiej opóźnienia przesyłanego obrazu są praktycznie niewidoczne.
W pozostałych przypadkach, w wyższych rozdzielczościach, opóźnienia te były na tyle duże, że mogłyby utrudniać np. granie w gry komputerowe wymagające szybkich reakcji. Warto przy tym zaznaczyć, że w trakcie transmisji nie były tracone żadne klatki obrazu, tylko wyświetlały się z pewnym opóźnieniem (około pół sekundy).
W przypadku komputera z Windows 7, w wyższych rozdzielczościach i w trybie powiększonego pulpitu, zaobserwowaliśmy okazjonalne mignięcia ekranu podłączonego bezprzewodowo. Przypominały one zakłócenia w odbiorze telewizji cyfrowej.
Warto też dodać, że konwersja obrazu na format przesyłany przez USB wymaga niemałej mocy obliczeniowej. W efekcie w wyższych rozdzielczościach obsługa zewnętrznego monitora zajmowała pokaźną część czasu procesora (jego obciążenie dochodziło nawet do 60% na komputerze z procesorem Core 2 Duo), co w przypadku laptopa znacząco zwiększało głośność systemu chłodzenia.
Zarówno nadajnik, jak i – przede wszystkim – odbiornik bardzo się nagrzewały. Oczywiście, ze względu na brak elementów mechanicznych działały bezgłośnie.
