Wygoda użycia i szybkość działania
Niestety, o wygodzie użycia tego modelu nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. Pewna osoba płci żeńskiej stwierdziła, że aparat trzyma się wygodnie, ale posiadacz większych dłoni nie mógł znaleźć odpowiedniej pozycji do operowania lumiksem tylko jedną z nich. Kółko zmiany nastaw jest zrobione ze śliskiego plastiku, a jednocześnie działa z pewnym oporem, więc palec czasem się po nim ślizga. Przyciski na tylnej ściance są aluminiowe; to wielki plus, ale są przy tym tak małe i wciskają się na tyle twardo, że ich używanie nie jest wygodne, a po dłuższym grzebaniu w menu po prostu zaczyna boleć opuszka kciuka.
Menu aparatu wygląda niczym żywcem przeniesione z urządzenia z początku wieku, a poszczególne pozycje są posortowane tylko na trzy grupy: ustawienia dotyczące robienia zdjęć, ustawienia samego aparatu i ustawienia filmów. W rezultacie w opcjach fotografowania jest siedem podstron, na których bardzo trudno znaleźć coś szybko.
Sytuację ratuje przycisk do wywoływania szybkiego menu. Daje on bezpośredni dostęp do ustawień jakości i wyglądu zdjęć, trybu działania lampy błyskowej, zdjęć seryjnych, trybu pomiaru światła, trybu autofocusu oraz wyboru punktów AF i balansu bieli, a więc wszystkiego, co może być potrzebne podczas fotografowania.
Tym, co najbardziej denerwowało nas podczas używania tego lumiksa, to jego powolność. Od włączenia aparatu do momentu wykonania zdjęcia mija około 3 sek. Większość tego czasu zajmuje wysunięcie obiektywu i jest to bardziej cecha konstrukcyjna niż wada. Podobnie wygląda wyłączanie aparatu: nie można tego zrobić szybko, tylko trzeba poczekać, aż obiektyw się schowa, i założyć dekielek. Ustawianie ostrości, nawet kiedy jest jasno, również przebiega dosyć wolno. Pod tym względem o wiele lepiej sprawują się modele Panasonica w systemie m4/3.
