A zwycięzcą jest...
A zwycięzcę trudno wskazać. Na pewno Onyx Boox 60 jest najbardziej zaawansowanym urządzeniem z przetestowanych, ale jego cena sprawia, że mało który wielbiciel książek się na niego skusi.
Zupełnie inny jest Oyo, który ceną zachęca. 650 zł jest do przyjęcia dla znacznie większej liczby osób niż 900–1000 zł, za które sprzedawana jest większość czytników. Niestety, ciemny ekran sprawia, że nie możemy z czystym sumieniem polecić tego produktu nawet tym, którzy chcieliby tylko pochłaniać powieści. Testując go zimą, gdy słońce szybko zachodzi, czuliśmy, że musimy wytężać wzrok, by przeczytać drobny tekst. Do tego Oyo bardzo szybko irytuje powolnością działania.
Oba Irivery to rozwiązania pośrednie. Ciekawszy i lepiej wykonany Cover Story ma ekran dotykowy, który powoduje zdecydowanie zbyt duże refleksy. Wygodniejszy w trzymaniu Story trzeszczy, łatwo się brudzi i ma mało dodatkowych funkcji.
Omawiając czytniki książek elektronicznych, warto wspomnieć o eClicto, testowanym przez nas niemal rok temu. Okazuje się, że był znacznie gorzej wykonany niż właśnie omówione przez nas produkty, a do tego miał mniej funkcji niż Oyo czy Story. Ale miał tę zaletę, że był lekki. Podczas gdy trzy z przedstawionych w artykule modeli ważą ok. 280 g (Oyo jest o 40 g lżejszy), masa eClicto to zaledwie 174 g. I da się to odczuć. Kilka godzin trzymania cienkiego czytnika w jednej dłoni sprawia, że ta zaczyna boleć. Trzeba, niestety, nieco poćwiczyć, by mięśnie przestały się męczyć, ale nawet pod koniec testów odczuwaliśmy dyskomfort po dłuższym trzymaniu tych urządzeń w ręku.
Należy przy tym dodać, że wygoda trzymania zależy także od rozkładu masy i grubości samego czytnika. Im jest grubszy i im więcej jest miejsca na dłoń, tym mniej się ona męczy.
Na koniec warto przypomnieć, że czytniki książek elektronicznych to nie tablety, a zastosowanie elektronicznego papieru jako wyświetlacza sprawia, że nie mogą konkurować w innych zadaniach z modelami wyposażonymi w LCD lub OLED.

- Solidne wykonanie
- Zintegrowany dostęp do sklepu internetowego Empiku
- Ekran dotykowy
- Precyzyjny wyświetlacz
- Atrakcyjna cena, jak na czytnik z e-papierem
- Bardzo powolne działanie
- Brak jakiejkolwiek informacji potwierdzającej, że czytnik przetwarza polecenia
- Niewielka liczba obsługiwanych formatów plików
- Brak dodatkowych funkcji
- Ciemny wyświetlacz

- Solidne wykonanie
- Ekran dotykowy z rysikiem
- Duża liczba różnorodnych formatów obsługiwanych plików
- Wyświetlacz powoduje silne refleksy

- Klawiatura QWERTY
- Najwygodniejszy spośród testowanych, można trzymać bez futerału
- Pomieszane funkcje poszczególnych przycisków
- Trzeszcząca obudowa

- Solidne wykonanie
- Mnóstwo funkcji
- Dopracowane opcje
- Ivona po polsku
- Futerał w zestawie
- Ekran dotykowy obsługiwany rysikiem
- Przeglądarka internetowa z Wi-Fi
- Najdroższy z całej stawki
- Problemy z kalibracją rysika
- Tylko 512 MB wbudowanej pamięci flash

Co z tego, że Sony nie oferuje czegoś na naszym rynku? Żelazna Kurtyna 2: Reaktywacja? A już kpiną jest mówienie, że Amazon 'nie oferuje' - wchodzimy na stronę, zamawiamy, przysyłają w ciągu nawet dwóch dni(!). Dwa razy mi się zdarzyło.
P.S. Cena Oyo jest 'do przyjęcia'? Puhleeeez!
No chyba, że książkę czytacie w 5 minut, a jaka przeczytać się decydujecie dopiero w ostatnim momencie : P
Co z tego, że Sony nie oferuje czegoś na naszym rynku? Żelazna Kurtyna 2: Reaktywacja? A już kpiną jest mówienie, że Amazon 'nie oferuje' - wchodzimy na stronę, zamawiamy, przysyłają w ciągu nawet dwóch dni(!). Dwa razy mi się zdarzyło.
Przetestowaliśmy te, które nam się udało zdobyć w krótkim czasie. Testowanie Sonego lub Kindla wymagałoby od nas byśmy sobie je kupili, a żaden z redaktorów się do takiego zakupu nie palił.
Redaktor nie powinien nawet kupować czegoś takiego sam, mógłby być nieobioektywny ('Umoczyłem tyle kasy, a to takie g...no!' albo - najczęściej podświadomie - 'No jak już tyle szmalcu wydałem, to w sumie nie jest takie złe..."
Nie chciałbym, aby moje słowa odczytano jako czcze krytykanctwo, czy zarzuty nieobiektywności. Chcę tylko wskazać dlaczego moim zdaniem mało kto sugeruje się opiniami 'opiniotwórczych' portali. Pokazujecie niewielki fragment rynku, produkty, które kupią jedynie ludzie nieświadomi istnienia innych (być może zainspirowani tym artykułem). Produkty przedstawione tutaj są GORSZE i DROŻSZE od konkurencji, a nie mają nawet logo jabłka na sobie, więc +0 do szpanu (nie, nie chcę wszczynać krucjaty antyjabłecznej, wskazuję tylko jeden z czynników, który mógłby usprawiedliwiać kupienie produktu droższego od konkurencyjnych).
PCLab powinien przemyśleć filozofię swoich recenzji. Artykułuy sponsorowane, wyraźnie oznaczone (!) - OK, zło konieczne. Obiektywne (!) przedstawienie jednego produktu, nawet dostarczonego przez producenta - OK. Przegląd najpopularniejszych (źródło!), najtańszych, najlepszych pod jakimś względem (wyraźnie wyznaczonym i najlepiej sensownym) - OK. Ale takie coś? Jako czytelnik czuję się wycyckany, i - z powodów wymienionych wyżej - erozji uległa resztka mojego zaufania do testów przedstawionych na PCLab. Bo tutaj wiem z doświadczenia dlaczego artykuł jest do bani (nie z powodu kiepskiego warsztatu, tu się nie wypowiadam, ale z powodu samej selekcji paroduktów do porównania), zaś w artykułach na inne tematy nie będę być może takiej wiedzy miał, więc podejdę do nich z nieufnością.
Problem w tym też że piszecie 'Amazon (...) ogóle nie oferują u nas tego typu produktów' i to nie jest prawda, bo Amazon oferuje, ale wysyłkowo. Wypełniają nawet dokumenty celne, honorują gwarancję (ba, i doliczają VAT do kupionych książek). To, że nie ma w sklepach stacjonarnych nic nie znaczy. W Stanach dopiero parę miesięcy temu Kindle pojawił się w Target i Staples. Wcześniej też był tylko wysyłkowo.