artykuły

In Win Dragon Slayer – krótki test

Smokobójca z ubytkiem w pancerzu

46
5 grudnia 2010, 14:25 Grzegorz Dąbrowski, Filip Straburzyński

Przesycenie wentylacją

Wodząc wzrokiem po żółtych akcentach, nie sposób nie dostrzec trzech największych – wentylatorów. Pierwszy z nich znajduje się na froncie obudowy i ma rozmiar 140 mm, drugi, o takich samych gabarytach, trafił na górną ściankę, a trzeci, o średnicy 92 mm, umieszczono z tyłu. Jednak to nie wszystko: jest jeszcze jeden, ukryty. Znajduje się on pod frontem obudowy i można go zobaczyć dopiero po zdjęciu dolnych zaślepek zatok 5,25 cala. Ma on ramkę w rozmiarze 80 mm. Trzeba jednak pamiętać o tym, że aby zamontować na dole napędy optyczne, trzeba go zdjąć. Jeśli jednak użytkownik zechce wykorzystać te zatoki na dyski, to będą one dodatkowo wentylowane.

 

Wentylacja obudowy jest imponująca nie tylko ze względu na swój potencjał. Rzadko się zdarza, żeby w cenie 259 zł producent dostarczał obudowę wraz z czterema wentylatorami. Dwa 140-milimetrowe oraz jeden 92-milimetrowy i jeden 80-milimetrowy to często więcej, niż sugeruje standard w obudowach midi tower. Mamy zatem do czynienia z wyposażeniem zdecydowanie ponad normę. Cała bateria na nominalnych obrotach (12 V) ma przeciętną „kulturę” pracy. Dwa mniejsze modele odrobinę szumią, co wyraźnie słychać w cichym pomieszczeniu. Nie jest to żaden hałas, ale miłośnicy ciszy raczej je wymienią. Większe są już dość ciche, ale słychać drobne niedoskonałości łożyskowania (przede wszystkim dotyczy to umieszczonego pod wierzchem).

Układ wentylacji jest tradycyjny, z lekką przewagą odsysania nad zasysaniem – właśnie tak powinno być. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten wielki otwór w bocznym panelu, który pomieści nawet cztery wentylatory 120 mm. Wolelibyśmy zamknąć ten panel całkowicie szybą (lub stalą) i nie burzyć ustalonego przepływu powietrza, który został bardzo ładnie zestrojony. Wykorzystanie możliwości (ogromnych) dmuchania z boku zamienia uporządkowany plan w kocioł. Powietrze wpada do środka, rozbija się o elementy komputera i nie mając którędy ujść, przynajmniej częściowo krąży we wszystkich kierunkach. Niewykorzystanie tego otworu też nie jest korzystne. Powoduje on, że wentylatory odsysające powietrze z obudowy (na tylnej i wierzchniej ściance), zamiast kierunkować przepływ powietrza wewnątrz, ochoczą pompują powietrze, które dopiero co wpadło bokiem. Oczywiście, nie całe, ale na tyle dużo, że osłabia to wentylację całej obudowy. Szkoda, że nie pozostawiono wyboru co do wypełnienia bocznego panelu.

 

Jest jednak pewne zastosowanie tego panelu, które dla nielicznych może okazać się istotne. Jeśli bowiem w komputerze będzie na tyle wrażliwe na temperaturę miejsce, że użytkownik będzie chciał je schłodzić nawet kosztem całości, to będzie mógł to zrobić: cały otwór w bocznej ściance wycięto dokładnie naprzeciwko panelu płyty głównej.

Trzeba też przyznać, że otwór ten, choć trudny do uzasadnienia, jest naprawdę dopracowany. Jak wspomnieliśmy, pokryto go filtrem (choć, niestety, nie do końca szczelnie), a tuleje pod śruby wentylatorów są gumowe. Na dodatek dzięki wypukłości siatki wentylator częściowo się w niej chowa, a więc ryzyko, że będzie kolidował np. z wysokim schładzaczem procesora, jest mniejsze.

Generalną wadą filtrów jest jednak to, że trudno jest je zdjąć do wyczyszczenia. Gdyby umieszczone były na wierzchu obudowy, to wystarczyłoby je odkurzyć ssawką, nawet bez zaglądania do środka. Zapewne jednak byłoby to kosztem walorów estetycznych. Ale teraz nie tylko trudno je zdjąć, ale też nie da się ich dokładnie odkurzyć. Żeby wyczyścić filtr w zaślepkach, trzeba je najpierw zdemontować, a potem usunąć drobną i niezbyt poręczną nakładkę o ostrych krawędziach. Ten z bocznego panelu trzeba zdejmować razem z tulejami na wentylatory. Ten z wierzchniej ścianki i ten ze spodu dają się dokładnie wyczyścić dopiero po wyjęciu wentylatora lub zasilacza. To wszystko nie zachęca do trzymania komputera w czystości. Na dodatek nie we wszystkich miejscach na froncie da się go zdjąć.

Jeśli komuś nie wystarczy chłodzenie powietrzne, na górnej części tylnej ścianki obudowy znajdzie przepusty dla węży chłodzenia wodnego i kabli. Producent próbuje pokazać, że jego obudowa nada się nawet dla zaawansowanego użytkownika, który nad tradycyjny schładzacz przedkłada blok i rurki. Pisaliśmy już wielokrotnie, że nie popieramy wycinania tego typu otworów, a to ze względu na nikłe szanse wykorzystania (teraz całe systemy chłodzenia cieczą raczej zabudowuje się w środku) oraz pogorszenie obiegu powietrza. Tutaj jednak nie ma to wielkiego znaczenia w obliczu gigantycznego bocznego otworu. Z tych samych powodów nie będziemy wytykać podziurawionych śledzi. Trzeba w tym miejscu odnotować, że jeden przepust może posłużyć do podłączenia umieszczonego na froncie portu USB 3.0 do tylnego panelu płyty głównej. W obudowie In Win ten kabel ma zwykłą, popularną końcówkę, taką jaką stosuje się w zewnętrznych urządzeniach. Nie jest to jednak nic szczególnie rażącego – ani ze względów funkcjonalnych (porty USB 3.0, jeśli występują, to przeważnie tylko na tylnym panelu płyty głównej), ani estetycznych (z tyłu obudowy i tak plącze się sporo kabli).

4