Szczegóły fizjonomii
Znaczna część panelu frontowego została wypełniona stalową siatką, którą producent nie wiadomo dlaczego porównuje do zbroi średniowiecznego rycerza. Co prawda raczej nie wytrzyma ona uderzenia buławą, nie zdobędziemy też dzięki niej uznania żadnej damy dworu, ale musimy przyznać, że wygląda ona dość interesująco. Siatka wydaje się solidnie wykonana i umocowana (widać pod nią krzyżową konstrukcję), więc powinna być trwała. Całość wygląda nawet lepiej niż na zdjęciach. Na przodzie oprócz siatki znajdziecie umiejscowione po bokach elementy stylizowane na wzmocnienia, panel z wejściem i wyjściem słuchawkowym, dwoma portami USB 2.0 i jednym USB 3.0 (tak!), logo In Win, diody aktywności komputera oraz umieszczony ponad nimi przycisk zasilania. Ten ostatni, choć wygląda topornie, został wykonany z należytą starannością. Choć ma niewielki skok, wymaga stosunkowo silnego wciśnięcia (ale nie przesadnie silnego), więc nie trzeba się obawiać przypadkowego uruchomienia komputera.
Pomiędzy diodami aktywności komputera, w zagłębieniu, znajduje się przycisk resetowania. Można go wcisnąć wyłącznie cienkim przedmiotem. To rozwiązanie jest spotykane coraz częściej, choć wolelibyśmy inny sposób zabezpieczenia przed przypadkowym wciśnięciem.
Krzyżowa konstrukcja frontu z bliska
Patrząc na obudowę, nie sposób nie dostrzec sporego otworu w lewym panelu. Wielu mogłoby zobaczyć w tym otwartą drogę dla kurzu, ale tutaj czeka miłe zaskoczenie. In Win to jeden z niewielu producentów, którzy przemyśleli konstrukcję tego elementu: niemal całą jego powierzchnię wypełnia filtr. Dobrym pomysłem są również znajdujące się w siatce gumowe tuleje pod śruby mocujące wentylatory. Gdy jakieś się w tym miejscu znajdą (w zestawie ich nie ma), komputer zapewne będzie mniej rezonował i w konsekwencji będzie cichszy.
Siatka w lewym panelu z bliska
Jednak nie zawsze w działaniu In Win widać konsekwencję. Na drugim skrzydle obudowy, na samym dole, znajdziecie mniejszy otwór wentylacyjny, który już nie jest filtrowany. Zaraz, chwila! To tę gigantyczną dziurę dało się wyposażyć w filtr, a tę drobną kratkę – już nie?! Szkoda, bo na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik.
Nieosłonięty filtrem otwór w lewym dolnym rogu prawego panelu
Filtr umieszczono za to w otworze wentylatora 140 mm w górnej ściance obudowy. Rozumiemy troskę o to, żeby kurz nie dostawał się do obudowy, gdy komputer stoi wyłączony. Mamy jednak spore wątpliwości, czy na pewno jest to słuszne rozwiązanie, bo opór powietrza jest spory. Ogranicza on w pewnym stopniu wentylację, zwiększa głośność, a obudowa i tak zakurzy się prędzej, niż gdyby go nie było, a to za sprawą odsłoniętego otworu w prawej ściance.
Ostatnim zewnętrznym szczegółem, na który mało kto zwraca uwagę, są nóżki komputera. Są wykonane z plastiku, ale od spodu pokryte warstwą gumy, a żeby wyglądały lepiej, opatrzono je metalową obręczą. Mniej istotne, jak wyglądają (komponują się z obudową całkiem poprawnie), ważne, że spełniają swoją funkcję bardzo dobrze, nie pozwalając, by obudowa się przesuwała.
