Lampa błyskowa
W poprzednich modelach PEN: E-P1 i E-P2, Olympus zrezygnował z wbudowanej lampy błyskowej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że odchudzając aparat i dążąc do miniaturyzacji, projektanci nieco przeholowali. E-PL1 ma „kompaktowy”, rozkładany ręcznie flesz, umieszczony po lewej stronie. To krok wstecz, ale w dobrym kierunku. Mała, wbudowana lampa błyskowa świadczy być może o amatorskim charakterze aparatu, ale z punktu widzenia użytkowników kompaktów jest praktyczna i potrzebna.
Opcje sterujące działaniem lampy są dostępne po wciśnięciu jednego przycisku. Mamy do wyboru: wyłączenie lampy, błysk dopełniający, tryb redukcji czerwonych oczu z wypełnieniem, synchronizację przy drugiej kurtynie, pełną moc oraz jej ułamki: 1/4, 1/16, 1/64. Można również zaprogramować korekcję ekspozycji z błyskiem o +/– 3 EV i bracketing błysku.
Pierwotnie konstruktorzy zrezygnowali zarówno z lampy, jak i wizjera. Teraz lampa powróciła kosztem nieznacznego zmniejszenia rozmiarów wyświetlacza. Ciekawe, czy w którejś z kolejnych mutacji pojawi się wbudowany wizjer elektroniczny?
Zasilanie
PEN pobiera energię elektryczną z akumulatora litowo-jonowego PS-BLS1 o napięciu 7,2 V i pojemności 1150 mAh, stosowanego również w aparatach Olympusa: E420, E450, E620, E-P1, E-P2. Akumulator wystarcza do wykonania mniej więcej 300 zdjęć z użyciem wbudowanej lampy błyskowej w trybie błysku dopełniającego. Ładowanie „do pełna” trwa około 3,5 godziny. Czas działania aparatu można próbować wydłużyć, ograniczając jasność wyświetlacza lub skracając czas oczekiwania na przejście w stan uśpienia. Na dłuższe wycieczki warto zabrać jeden albo dwa akumulatory zapasowe, a to, niestety, kosztuje.
Klapka akumulatora
Akumulator
Akumulator można ładować w aparacie za pośrednictwem kabla USB, natomiast nie przewidziano zasilania bezpośrednio z zewnętrznego źródła prądu. Szkoda, bo wybierając się na dłuższą wycieczkę bez laptopa, trzeba wrzucić do torby sporą ładowarkę
