Pierwsze wrażenie, czyli czemu tak wolno?
Obsługa eClicto nie jest intuicyjna i urządzenie potrafi w pierwszej chwili zirytować. W dobie interfejsów dotykowych w telefonach komórkowych wiele osób, widząc duże i czytelne menu urządzenia, zaczyna naciskać je palcami i oczekuje reakcji. Na próżno. Gdy to nie pomaga, użytkownik zaczyna naciskać znajdujące się na froncie przyciski – i tu również spotyka go rozczarowanie, gdyż urządzenie wydaje się go ignorować. Nie widać żadnej reakcji na naciśnięcie przycisku... ale do czasu. Po 5 s od naciśnięcia strzałki w dół ramka wskazująca pozycję Moje Książki przeskakuje na Dokumenty. Tak – zmiana pozycji menu trwa 5 s. Ale nie zawsze – bywa, że jest ona niemal natychmiastowa. Wszystko zależy od stanu, w jakim chwilowo znajduje się procesor, a to znowu wynika z reguł oszczędzania energii, które zostały opisane w dalszej części artykułu.
Gdy już przebrniemy przez pierwsze menu i załadujemy książkę, co trwa dodatkowych 5–10 s, w zależności od rozmiaru wgrywanego pliku, tabliczka przybiera wygląd kartki zadrukowanej treścią. Przechodzenie pomiędzy poszczególnymi stronami książki trwa od 1 s do mniej więcej 10 s. Dłużej ładują się pliki graficzne oraz strony z obrazkami niż materiały w pełni tekstowe. Za każdym razem, gdy przełączana jest strona, wyświetlacz na chwilę cały zmienia kolor na czarny, po czym przechodzi do wyświetlania wskazanego tekstu.
eClicto dosyć wygodnie leży w ręce, a dzięki temu, że jest lekki, nie męczy dłoni. Posługiwanie się kursorami nawigacyjnymi za pomocą kciuka w trakcie czytania w pozycji pionowej jest niezbyt ergonomiczne, ale po przełączeniu w tryb panoramiczny kciuk leży idealnie i całość trzyma się świetnie. Niestety, jakość materiału i wykonania obudowy polskiego EB600 pozostawia wiele do życzenia. Być może nieco gumowy czarny plastik utrudnia wyślizgnięcie się czytnika, ale też łatwo pozostawić na nim ślady palców, co psuje jego estetykę. Należy jednak zaznaczyć, że nie są one aż tak widoczne jak na powierzchniach błyszczących. Cała obudowa nieco trzeszczy i wydaje się nieidealnie spasowana. Gumowa zatyczka złączy USB i mikrojack nie zawsze wpasowywała się w obudowę i nieco wystawała. Egzemplarz, który dostaliśmy do testów, miał także wystającą pokrywę baterii, która wróciła na właściwe miejsce dopiero po jej odkręceniu i lepszym ułożeniu pod nią kabelka łączącego akumulatorek z czytnikiem.
Samo źródło energii czytnika jest bardzo nieduże – mniejsze niż w niejednym nowoczesnym telefonie komórkowym. Ma pojemność 1000 mAh i jest główną przyczyną powolnego działania sprzętu.
