Kiedy bodajże w 1997 roku ekrany monitorów spłynęły wirtualną posoką niewinnych przechodniów, wybuchł niemały skandal. Mało wysublimowany pod względem graficznym program, z niezbyt wyszukaną fabułą, zdobył nagle ogromny rozgłos. Jak wiadomo, nie ważne jak – grunt, żeby mówiono. Im bardziej atakowano twórców gry, firmę o jakże dziwacznej nazwie "Running With Scissors", tym szybciej gra znajdowała kolejne rzesze nabywców. Zła sława i kontrowersyjność pierwszej odsłony Postala była wodą na młyn dla wszelakiej maści pismaków szukających taniej sensacji, pseudointelektualistów, wróżących rychły upadek moralny naszego społeczeństwa, fanatyków straszących wizjami totalnej dystopii u schyłku XX wieku. Ba! Pierwsza część kontrowersyjnego Postala wywołała niemałą burzę w najwyższych kręgach władzy jedynego globalnego mocarstwa na naszej zapyziałej planetce. Do dziś pamiętam pusty słowotok Senatora Liebermanna, który wraz z naukowymi "autorytetami" grzmiał na forum publicznym (czytaj: CNN) o moralnym upadku USA, za przykład podawał między innymi wyżej wymienioną grę komputerową. Lawina ruszyła, pod ten wesoły autobus teatralnego oburzenia podpięło się jeszcze kilku republikańskich Kongresmenów (a jakże!), media podłapały temat. A Postal? Miał się doskonale, schodził ze sklepowych półek, niczym świeże bułeczki.
Spis treści
W siedmiu krajach produkcja ta została całkowicie zakazana. Przed programistami z RWS zamknęły się lukratywne rynki Niemiec, Australii i Brazylii. W kilku innych państwach grę dystrybuowano w wersji ocenzurowanej lub nałożono na nią pewne restrykcje prawne. Abstrahując już od faktu, czy Postal, w gruncie rzeczy program dosyć przeciętny, zasługiwał na taką swoistą burzę w szklance wody, czy też nie. Przyznać jednak należy, że "promocja" gry przyniosła nad wyraz dobre efekty... sprzedaży.
Pieniądz rządzi światem, kontynuacja Postala była tylko kwestią czasu. Czy i tym razem grupa programistów - dewiantów z zapyziałego Tucson w Arizonie - zaserwuje nam porcję niestrawnych flaków z olejem, czy też mają jakiegoś asa w rękawie? Przekonajmy się!
Powrót psychopaty
Oto on! Typowy przedstawiciel amerykańskich nizin społecznych. Chleje piwo Budweisera (1-3% - skandal! Toż to woda gazowana!), edukację zakończył na "High Schoolu", posiada używane autko, mieszka w zdezelowanej przyczepie kempingowej na jakimś zadupiu i jest święcie przekonany, że "French fries" to narodowe danie rodem ze Stanów Zjednoczonych... Och! Zapomniałem dodać, iż nasz bohater ma również psa, który maniakalnie - za przeproszeniem szanownych Czytelników – zasrywa mu podwórko, zrzędliwą połowicę o uroczym "anielskim głosiku" i komórkę – taką na narzędzia, ma się rozumieć, skleconą z desek.
Twórcy gry nie zdobyli się nawet na wysiłek nadania naszemu chojrakowi prawdziwego imienia i ochrzcili go po prostu mianem "Postal Dude". No trudno, niech im będzie. Nasz ekhem... Dude, to czystej wody psychopata o diabelskiej aparycji. Czarny płaszcz i lustrzanki w klimacie Matrixa, plus zawadiacka kozia bródka w stylu Bolesława Prusa. Oto Postal Dude, antyteza bohatera.
Fabuła gry jest mało wyszukana. Przez pięć kolejnych dni wcielamy się w postać Dude'a i pomagamy mu w wielce poważnych zadaniach. Ot, chociażby, musimy kupić mleko, oddać książkę do biblioteki itd. Trywialne? Tylko z pozoru. Nasz bohater co chwila pakuje się w nie lada kłopoty.

Mieszkańcy miasteczka Paradise to banda mentalnych wykolejeńców. Po ulicach sennego miasteczka włóczą się jakieś podejrzane indywidua. Miejską bibliotekę opanowali fanatyczni obrońcy środowiska naturalnego, pragnący spalić wszystkie książki tylko po to, aby oszczędzić kilka drzew. Po ulicach Paradise krążą też sfrustrowane bojówki rodziców, pragnących uchronić swoje pociechy przed... przemocą w grach komputerowych! I należy podkreślić, że w swych działaniach są dosyć radykalni; już na samym początku gry, kiedy odbieramy czek na okrągłą sumkę w firmie Running With Scissors – tak!, tak! Postal Dude jest pracownikiem firmy software'owej (zapewne czyści szalety) – musimy odeprzeć brutalny atak na siedzibę chlebodawcy.


Jasne, ze gra nie ma szans na stanie sie przebojem, ale nie ma to byc konkurencja dla HL2, tylko odmożdżająca rozrywka rozplanowana na tydzień, taki relaks po pracy.
Uważam, ze gra jest swietna, kiedy odpowiednio (z przymruzeniem oka) sie do niej podejdzie. Wtedy mozna z niej czerpac duzo zabawy. Autor recenzji widac ograniczony jest w tym wzgledzie.
Grafika jak na engine Unreal calkiem dobra.
Widzialem wiele recenzji tej gry i jest to pierwsza negatywna.
Pozdrawiam
Pierwsza negatywna recenzja? Zapewne czytałes polskie recenzje - no faktycznie, większość podnieca się tą szmirą jak 12 latek podglądający kąpiącą się siostrę.
Od gier oczekuję czegogś innego niż tylko nudnej rzeźni, cóż takie jest moje zdanie i moja opinia. Można sięz nią zgadzać, lub też nie.
Pozdrawiam
Ta gra a raczej ten typ gier do mnie nie przemawia a na dodatek jeżeli jest wykonany niestarannie to zupełnie odpada.
Kolejna bardzo sympatyczna reka
Mam tylko nadzieje, że kolejna będzie na temat jakiejś ciekawszej gry
PCLab ma u mnie same plusy, zwyżkujecie cały czas, zero pikowania w dół.