Moskwa zniszczona, Moskwa wyludniona?
Niegdyś wspaniałe miasto stało się grobowcem dla większości jego mieszkańców. Garstka tych, którzy ocaleli, musiała salwować się ucieczką. Skoro powierzchnia miasta to wyjątkowo nieprzyjemne, lodowate pustkowie, ludzie skierowali swe kroki w kierunku podziemnego systemu komunikacji miejskiej. Metro w Moskwie jest znakomicie przemyślane – potwierdzi to każdy, kto tam był. Wiadomo, że im bardziej w głąb ziemi, tym cieplej. Powierzchnia użytkowa metra ma zdecydowanie mniejszą powierzchnię od miasta, ale liczba ocalałych jest zastraszająco mała, więc dla nikogo nie zabrakło miejsca.

Grafika zasługuje na medal
Czasem ktoś nam towarzyszy
Warunki, w jakich żyją ludzie, są iście spartańskie. Niby nie wchodzą jeden drugiemu na głowę, ale widać, że nikomu specjalnie nie odpowiada sytuacja panująca pod ziemią, zwłaszcza że nawet tam nie jest do końca bezpiecznie. Nic więc dziwnego, że ocalali nie pałają chęcią eksploracji terenów położonych za głównym włazem prowadzącym do danej stacji. Atmosfera w podziemnych „miastach” jest niezła. Można powiedzieć, że ludzie przyzwyczaili się do życia pod ziemią, ale w dalszym ciągu da się zauważyć ich wrogość w stosunku do obcych. Przed każdym wejściem do ludzkiego siedliska stoją straże, które mają w zwyczaju nie cackać się z podróżnymi, tylko zadawać rzeczowe pytania, np. skąd żeśmy się do cholery przyczołgali. Swojsko jest, oj swojsko. Wszędzie panuje harmider i ciasnota, wszędzie są stosy gratów poupychane pod ścianami, mieszkańcy zajmujący się swoimi sprawami, porozwieszane sznurki z suszącymi się ubraniami oraz pełno broni. Normalnym widokiem są również prowizoryczne bary, w których podziemna ludność spędza czas. Mowa o Rosjanach, a jak wiadomo, chłopcy za kołnierz nie wylewają. Czasy są smutne, a alkohol pozwala zapomnieć o najbardziej ponurej rzeczywistości. W barze warto zapoznać się z sziszą stojącą na ladzie i „sztachnąć” się małym co nieco. Barman najwyraźniej nie napełnia sziszy tytoniem. W redakcji ustaliliśmy, że to najprawdopodobniej opium. Ów specyfik ma magiczne właściwości, bo można palić i palić, a „szuwaksu” nie zabraknie. Efekty wizualne po zaaplikowaniu sobie podejrzanej substancji wydają się być wyjątkowo… hm… realistyczne. Ot, taki mały przerywnik. Podziemne siedziby zamieszkiwane przez ocalałych zrobiły na nas wrażenie, m.in. dzięki oprawie audiowizualnej i właśnie takim szczegółom, jak bary, uliczni kramarze i wszędobylscy samozwańczy żołnierze. Gdy dołożymy do tego wszystkiego łamaną angielszczyznę – oto obraz całości. Nie jest wesoło, ale właśnie takie środowisko buduje niesamowity klimat gry.
Z kolegami raźniej
Promienie księżyca
Poza ludzkimi siedliskami nie jest bezpiecznie. Ponieważ świat znacząco się zmienił, ludzie zaczęli wierzyć w mistykę i życie pozagrobowe, o czym będzie Wam dane przekonać się na własnej skórze. Zjawiska paranormalne nie są chlebem powszednim w świecie Metro 2033, ale zdarzają się i doskonale do niego pasują. Tereny, które przyjdzie Wam zwiedzić, to podziemny kompleks moskiewskiego metra oraz zamarznięte i opustoszałe fragmenty metropolii, kiedyś zamieszkałej przez miliony ludzi. Nie są to jedyne miejsca, które odwiedzicie, ale reszty nie będziemy zdradzać. Pomiędzy stacjami metra przemieszczamy się przeważnie za pomocą mechanicznych drezyn. Moskiewskie tunele są mocno zdewastowane, więc eksploracja nie zawsze jest łatwa, lekka i przyjemna: jest przeznaczona tylko dla tych, którzy faktycznie mają jakiś ważny powód, aby opuszczać rodzime siedlisko. Artem taki powód ma, zatem jedynym rozwiązaniem jest zrobienie swojego i tyle. Każdy mieszkaniec metra doskonale wie, z jakimi konsekwencjami wiąże się ewentualna wyprawa, ale ludzie zwykli robić to, co muszą, aby przetrwać. Eksploracja tuneli to naprawdę wyzwanie, bo są stare, zniszczone i niebezpieczne. Problemem są nie tylko podniszczone ściany. To człowiek jest intruzem w świecie Metro 2033. Jeżeli nie zabije Was promieniowanie, mogą to zrobić trujące opary lub krok w niewłaściwą stronę. Przeważnie jest ciemno, więc latarka będzie Waszym najlepszym przyjacielem. Graczowi przemierzającemu podziemne tunele ciągle towarzyszy poczucie zagrożenia i beznadziejności sytuacji, w której się znalazł.
W zaciszu domowego ogniska

Żartowałem, a teraz odłóż to
Sytuacja wygląda odrobinę lepiej na powierzchni, ale nie ma co się zbytnio przyzwyczajać do wędrówek w świetle dnia. Miasto jest tak zdewastowane, że naprawdę nie ma czego podziwiać. Wszędzie napotykamy martwych śmiałków, którzy próbowali szukać pozostałości po niezagrabionych dobrach. Widok ludzkich zwłok jest na tyle częsty, że przywykamy do niego wyjątkowo szybko. Gdzie są martwe ciała ludzi, tam znajdują się również medykamenty, cenna amunicja oraz broń. Na powierzchni panuje wyjątkowo niska temperatura oraz radiacja, więc pojęcie spaceru na świeżym powietrzu nabiera nowego znaczenia, bo wszędzie udajemy się w gustownej masce gazowej w kolorze zgniłej zieleni. Wszędzie widać zniszczone budynki, wraki samochodów oraz popękane ulice. Cud, miód i orzeszki.
Sporadyczne QTE (ang. Quick Time Events, czyli elementy wymagające naciskania odpowiedniego guzika w określonym czasie), najczęściej podczas walki wręcz z kreaturami
Zadziwiające efekty POM
Od strony technicznej jest trochę mniej ciekawie. Mamy do czynienia z typową strzelanką z perspektywy pierwszoosobowej, która pomimo niezwykłego klimatu jest oskryptowana do głębi. Autorzy narzucili nam jedną drogę do celu i nawet na ulicach miasta ścieżka prowadząca do punktu docelowego jest tylko jedna. Ludzkie skupiska nie są przesadnie rozbudowane i to nam nie przeszkadza – wędrówka przez podziemne tereny jest satysfakcjonująca – ale liniowość podczas eksploracji terenu poza nimi to duży minus. Niestety, gra jest krótka: nam przejście przygody dla samotnego gracza zajęło niespełna sześć godzin. Zazwyczaj jest tak, że gdy do krótkiego czasu gry dodamy liniowość, to efekt jest mało przekonujący, produkt sprawia wrażenie niedopracowanego. Tu mniej więcej w połowie przygody akcja zaczyna zasuwać na oślep i zanim się spostrzeżemy, oglądamy napisy końcowe. Nasza reakcja po zakończeniu gry wyglądała mniej więcej tak: „Co jest?!? Już?!? Koniec?!? Ale... ale jak to?!? Nosz kurr... nie fair!”. Mieliśmy cichą nadzieję, że jest tego wszystkiego więcej. Twórcy Metro 2033 strzelili sobie w kolano także dlatego, że nie dołączyli trybu wieloosobowego. Panie i panowie, tak się nie robi. Strzelanki z widoku pierwszej osoby bez możliwości rozgrywki wieloosobowej przeważnie szybko popadają w zapomnienie. Szkoda, wielka szkoda, bo ta gra mogłaby świetnie sprawdzić się w sieci.
Martwe ciała to częsty widok
Pomocna anomalia
