Narzędzia mordu rozpozna większość osób, które grały w poprzednie części gry. Jako marine zostaliśmy zaopatrzeni w typowe zabawki, czyli głównie broń palną. Podstawową bronią jest pistolet, który jest „magiczny” podobnie jak flary. Alternatywny tryb to wystrzelenie trzech pocisków naraz, co pozwala np. skutecznie pozbawić obcego nogi. Im dalej w las, tym więcej żelastwa. Podstawową, kultową bronią jest karabin impulsowy, który ma dodatkowo magazynek zdolny pomieścić cztery sztuki granatów. Do wartości tej broni nie trzeba nikogo przekonywać, bo celnie ulokowany granat rozrywa wszystkie istoty w pobliżu, ale niecelny wystrzał w okolicę swoich nóg to pewna śmierć. Potkniecie się wiele razy o shotguna, który jest bronią niezwykle przydatną w walce na krótki dystans. Alternatywny strzał to dwa pociski naraz, czyli akurat tyle, ile potrzeba, by ubić dorosłego ksenomorfa. Warto pamiętać, że ta broń działa na krótki dystans. Miotacz ognia okazał się mało przydatny przez większą część gry, ponieważ przeciwnicy byli odrobinę zbyt odporni na jego działanie. Alternatywny tryb to spryskanie terenu paliwem, które wypada podpalić, gdy sytuacja będzie tego wymagać. Automatyczny karabin snajperski to prawdziwe cacko, które zapewnia niezłą siłę ognia, ma lunetę oraz dodatkowo podświetla wroga. Amunicji do tej zabawki jest sporo, więc to najprawdopodobniej ona okaże się alternatywą dla karabinu impulsowego przez większą część gry. Ostatni śmiercionośny smakołyk to powrót do korzeni – smartgun. Broń ta na półdystansie jest niezrównana. Karabin celuje za nas i bardzo skutecznie rozczłonkowuje wrogów. Jedyne, co musimy zrobić, to skierować olbrzymi prostokątny celownik mniej więcej na wroga i naciskać spust. Alternatywny tryb wyłącza namierzanie, ale kto by z tego korzystał? Broń jest piekielnie skuteczna również podczas gry wieloosobowej, ale na szczęście autorzy zadbali o małą ilość amunicji oraz rzadkość występowania – prawidłowo, zabawka jest odpowiednio zbalansowana. Człowiek bardziej docenia tę pukawkę, gdy już się stanie jej posiadaczem. Ponadto broń ta zajmuje dwa miejsca w ekwipunku, zatem aby cieszyć się smartgunem, wyrzucamy wszystkie inne pukawki, pozostawiając sobie jedynie pistolet. Korzystając ze smartguna, nie możemy również biegać, a zanim lufa tego cacka rozkręci się na dobre, wprawny gracz może pozbawić nas głowy, więc warto o tym pamiętać. Arsenał żołnierza jest świetny. Bronie są odpowiednio zbalansowane, chłopak ma sensowną ilość życia, a gra nim daje dużo frajdy i emocji.
Podłamany ksenomorf
Praktyczne otwieranie zamków przez Predatora... za pomocą ludzkich głów
Gra ksenomorfem to drażliwy temat. Przez pierwszych kilkanaście minut ogarnia nas frustracja wynikająca z mało płynnych i mało dokładnych ruchów. Nie jest to bynajmniej kwestia odpowiedniej czułości myszy. Ksenomorf potrafi biec z zadziwiającą prędkością po naciśnięciu odpowiedniego guzika, ale gdy gracz tego nie robi, Obcy porusza się powoli, jak na swoją anatomię. Korzysta on z dwóch form ataku. Standardowe pacnięcie ręką jest wyjątkowo wolne w porównaniu z dwoma poprzednimi częściami gry, podobnie jak cios ogonem, który stanowi drugi atak stworzenia. Obcy musi polegać na swoim sprycie, szybkości oraz zdolności poruszania się po niemalże każdej płaszczyźnie, ale naszym zdaniem jest on odrobinę poszkodowany. Podczas starć w trybie gry wieloosobowej ksenomorfy nie mają lekkiego żywota, ale w trybie dla samotnego gracza jest dość łatwo.
Obcy we frontalnym ataku na Predatora ma wyjątkowo mizerne szanse
Mac! To Ty?!?
Sporo zmian spotkało kosmicznego łowcę czaszek. Jego arsenał wyraźnie zmalał. Jest kultowe działko naramienne, skuteczne, ale zatrważająco „drogie” w użytkowaniu. Shoulder cannon korzysta z energii Predatora, a przy oszczędnym używaniu wystarczy jej na zaledwie kilka strzałów. Dodatkowo zabawa nim wiąże się z wykryciem gracza, ponieważ do celowania jest wykorzystywany laser umieszczony w hełmie drapieżnika. Broń jest skuteczna i dobrze, że korzystanie z niej jest mocno ograniczone przez amunicję. Następną zabawką jest dysk, który zadaje zadziwiająco małe obrażenia, ale gracz ma nad nim całkowitą kontrolę po rzucie. Dodatkowo nie musimy się martwić o szukanie go, ponieważ zawsze do nas wraca. Predator może również zostawić miny, które zadają kolosalne obrażenia agresorom, ale kosztują energię, dużo energii. Nie jest to broń typowo ofensywna, ale może uratować życie podczas ucieczki. Ostatnią zabawką, z której korzysta ulubieniec ksenomorfów, jest włócznia, przeznaczona tylko do rzucania. Broń ta zadaje ogromne obrażenia, ale czas lotu i jego precyzja pozostawiają wiele do życzenia. Atak włócznią na daleki dystans wiąże się z parabolicznym torem lotu, który zwiększa swoją amplitudę wraz ze wzrostem odległości rzutu. W praktyce wygląda to tak, że im dalej rzucimy, tym większa szansa, że włócznia zahaczy np. o sufit. Predator ma również odpowiednie tryby widzenia, które znacznie ułatwiają poszukiwania różnych przeciwników. Ponadto jako jedyny może wejść w tryb skupienia, przez naciśnięcie i przytrzymanie określonego klawisza. W tym trybie drapieżca, oprócz tego, że daleko skacze, automatycznie kieruje swoje naręczne ostrza na przeciwnika. Autonamierzanie działa w zależności od trybu wizji, który jest włączony. W tym wspaniałym trybie, jeśli wizja w hełmie będzie ustawiona na szukanie Obcych i trafi się jakiś ksenomorf, który zostanie namierzony, efekt może być następujący: Predator doskoczy do przeciwnika, ogłuszy go i zrani pierwszym uderzeniem, a potem następnym i następnym... Automatyczne „walenie z garści” to najprostsza i najskuteczniejsza metoda eliminowania wrogów zarówno w trybie jedno-, jak i wieloosobowym. To kolejny powód, dla którego ksenomorfy naszym zdaniem mają prze#$%^&e podczas zmagań z żywymi przeciwnikami. Nie ma róży bez kolców – i tak też jest w przypadku Predatora. Jak na takiego skurczybyka, jego odporność na obrażenia jest zatrważająco niska. Króciutka seria z karabinu impulsowego w zupełności wystarczy, aby wysłać go do krainy wiecznych łowów. W pierwszej części gry był to beton niemal nie do zarąbania, teraz nie jest wcale taki żywotny. Miło się nim gra, ale momentami fragi zdobywa się aż za prosto.
Obrona ula obejmuje atakowanie bezbronnych naukowców
Ważnym elementem rozgrywki jest walka wręcz, którą warto mieć opanowaną głównie w trybie wieloosobowym. Gdy gramy żołnierzem i atakuje nas obcy, w odpowiednim momencie pojawia się informacja, że możemy zablokować jego atak i wyprowadzić kontrę, która go zwali z nóg. Gdy tak się stanie, sprawa jest prosta: wypadałoby, aby nie żył, zanim będzie mógł się podnieść. Pozostałe dwie rasy to odrębna kwestia. Gra jest wyjątkowo brutalna, głównie dlatego, że w odpowiednich okolicznościach zarówno obcy, jak i drapieżca mogą przeprowadzać ataki kończące. W przypadku obydwu ras działa to w ten sam sposób: podejdź do przeciwnika, naciśnij klawisz E (przypisany domyślnie) i podziwiaj krwawą animację. To, co się dzieje wtedy na ekranie, po prostu trzeba zobaczyć. Obcy potrafi wgryźć się w głowę, oderwać ją, wbić pazury do oczodołów itp. Mało tego, korzysta również ze swojego ogona, wbijając go w ciało ofiary gdzieś tak pomiędzy pośladkami. Po chwili ostry koniec ogona wychodzi z głowy denata. Jest to niewątpliwie uczta dla fanów klimatów gore. Rzadko kiedy taka dawka brutalności jest serwowana tak dokładnie i powoli. Predator ma w sobie nieco więcej „wyrafinowania”. Potrafi złamać Obcego na kolanie, odciąć mu głowę, wyrwać język albo złamać kark. Człowiekowi może poderżnąć gardło, wyrwać głowę i wziąć ją sobie, uprzednio pobawiwszy się kręgosłupem, a to tylko część z jego rzeźnickiego repertuaru. Ciekawie się to ogląda, ale te animacje nie są szczególnie krótkie i mogą irytować po dłuższym czasie. Ponadto podczas wykonywania sekwencji kończącej nie możemy kompletnie nic zrobić z wyjątkiem podziwiania tej krwawej sceny. Przeciwnik może taką sytuację wykorzystać, a wówczas, jeśli jest to tryb wieloosobowy, jest już po nas. Zgadza się, dzieje się tak nawet wtedy! Wiąże się z tym parę nieprzyjemnych kwestii, ale o tym za chwilę.
Wizyta u czarnoskórego dentysty – POV cam
Praktyczne zastosowanie ogona przez ksenomorfa
Miejsca w grze są ciekawe, ale powtarzalne. Podczas pokonywania gry solo każda z ras będzie odwiedzała sześć tych samych obszarów. To nie przeszkadza, gdy gra się pierwszy raz. Na późniejszym etapie rozgrywki gracz chcąc nie chcąc zaczyna zwracać uwagę na powtarzalność miejsc. Są one ładne i tworzą spójną całość, ale zabrakło paru dodatkowych zakątków do odwiedzenia. Ponadto zirytowało nas jedno miejsce, którym twórcy gry zachwycali się w filmach pokazowych. Predator był ukazany jako postać, która skokami poruszała się pomiędzy drzewami powyżej poziomu, na którym znajdowali się ludzie. Okazało się, że w całej grze jest zaledwie kilka drzew, pomiędzy którymi możemy się w taki sposób poruszać. Drzewa te mają grube gałęzie na odpowiedniej wysokości, którym w zasadzie brakuje tylko tabliczek z napisem „Predator – kolejny skok w tym miejscu”. Mogliśmy się spodziewać, że swoboda skoków będzie właśnie tak ograniczona. Wielka szkoda, że twórcy nie stworzyli bardziej rozbudowanej dżungli. Dodatkowo zirytowało nas to, że te wszystkie drzewa znajdowały się w wyjątkowo krótkim i wąskim wąwozie. Naprawdę chcielibyśmy pohasać łowcą tak jak w pierwszej części filmu Predator. Ale nie jest to gra typu piaskownica (ang. sandbox) i trzeba się z tym pogodzić.
Pomieszczenia są wyjątkowo ładne
Przerywniki filmowe wyglądają bardzo dobrze
