Obcy, drapieżnik lub żołnierz
Po raz kolejny są dostępne trzy postacie. Najbardziej standardową jest żołnierz oddziału marines, któremu zachciało się przynależności do elity. Z takim wyborem wiążą się konsekwencje, jak choćby właśnie walka z ksenomorfami. Są to główni wrogowie naszego wojaka, ale zdecydowanie nie jedyni, więc trzeba mieć oczy dookoła głowy. W poszczególnych miejscach napotkacie masę pustych jaj, które sugerują dwie rzeczy: więcej ksenomorfów albo jeszcze więcej facehuggerów – do wyboru, do koloru. Znane powiedzenie: co nas nie zabije, to nas wzmocni, nie ma racji bytu w najnowszej grze studia Rebellion, ponieważ przez większość czasu jesteśmy zewsząd atakowani. Granie żołnierzem daje masę frajdy, ponieważ boimy się tak samo jak dekadę temu. Teraz to wszystko jest dużo bardziej rzeczywiste i namacalne za sprawą lepszej oprawy audiowizualnej. Po raz kolejny głupawo wpatrywaliśmy się w skaner, chociaż podobnie jak kiedyś nikły z niego pożytek. Zdecydowanie lepiej jest zaufać własnym oczom, latarce oraz flarom, które są najwyraźniej magiczne, bo się nie kończą. Warto na nich polegać, bo na wyższych poziomach trudności światło to nasz największy sojusznik. Ciekawie rozwiązano kwestię zdrowia ludzkiego bohatera. Pasek życia został podzielony na trzy części, które się regenerują do pewnego poziomu w zależności od tego, jak bardzo zostaliśmy uszkodzeni. Możemy nosić przy sobie również trzy stimpacki i uzupełniać nimi nadwątlony stan zdrowia, ale nie ma ich za wiele. Wyższe poziomy trudności to inna bajka – tam zazwyczaj dwa szybkie ciosy przeciwnika unieszkodliwiają nas na amen. Naprawdę nie jest lekko. Do rozgrywki żołnierzem nie możemy się przyczepić, ponieważ mieliśmy nadzieję, że po raz kolejny poczujemy się jak intruzi i teoretycznie najsłabsza z dostępnych ras. Tak też się stało.
Zagadka: co takiego Predator trzyma w ręku?
Ładny drapieżca i nieładne drzewo w tle
Gra Obcym to drugi etap gry. Numer Sześć to ksenomorf, w którego się wcielamy. Został wyhodowany w warunkach laboratoryjnych, był przy tym ulubioną maskotką pana Weylanda, czyli założyciela całej korporacji. Po raz kolejny głosu i wizerunku użyczył Weylandowi Lance Henriksen. Dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają, bo bez niego czegoś by brakowało. Szóstka nie odbiega od pozostałych przedstawicieli swojej rasy. Jest to stworzenie gwałtowne, bezlitosne i zdecydowanie nadpobudliwe. Uciekamy z laboratorium w pięknym stylu, a naszym zadaniem jest to co zwykle, czyli mordowanie ludzi i unikanie ich broni automatycznej. Gra Obcym to korzystanie w głównej mierze z dobrodziejstw ciemności i wykorzystywanie wrodzonych umiejętności. Szybkość to jego główny atut. Szóstka może poruszać się po praktycznie każdej powierzchni, chociaż w porównaniu z poprzednimi częściami gry sterowanie ksenomorfem jest dużo bardziej toporne. Nie jest to duża wada, ale skuteczna gra tym stworzeniem wymaga treningu, jeżeli ktoś zamierza toczyć wirtualne boje z innymi graczami. Kwestia zdrowia ksenomorfa została rozwiązana wyjątkowo logicznie: autoregeneracja to spory atut, pod warunkiem że nie damy się zabić za szybko i zdążymy się wycofać. Szóstka jest wyjątkowo mało odpornym stworzeniem, ale zlikwidowanie największego twardziela nie jest dla niego dużym problemem.
Kampania Obcego jest najkrótszą ze wszystkich. Jest też sporo sytuacji, w których możemy uniknąć walki i przemknąć bezpośrednio do punktu kontrolnego, pozostając niezauważonym. O miejscu, do którego mamy się udać, informuje nas duża strzałka. Nie jesteśmy zwolennikami takich rozwiązań, ale cóż – to ostatnio modny dodatek do najróżniejszych gier. Najważniejszą pomocą dla Obcego w walce z innymi jest jego „radar”, który pozwala mu wykrywać przeciwników znajdujących się np. za ścianą. Ksenomorf widzi obrys sylwetek stanowiących zagrożenie i może odpowiednio przygotować się do walki, zajmując dogodną pozycję. Aby zwrócić uwagę przeciwnika, Obcy może również syczeć, ale z tej umiejętności rzadko się korzysta.
Bardzo dobrze wymodelowana postać łowcy
Efekty graficzne występujące w dżungli są świetne
Po Predatorze spodziewaliśmy się skutecznej walki z ukrycia i na dystans. Tak też było, ponieważ postać drapieżcy została zmieniona tylko nieznacznie w stosunku do poprzednich dwóch części gry. Głównym atutem Predatora w walce z ludźmi jest możliwość kamuflażu, który jest aktywny dopóty, dopóki nie zaatakujemy. Rozwiązanie jest niezłe, ponieważ tym razem nie kosztuje nas to energii, więc Predator w pełnej krasie jest rzadkim widokiem podczas gry wieloosobowej. Dodano mu również jedną dodatkową umiejętność, pozwalającą odwracać uwagę ludzi. Wystarczy wskazać miejsce, w którym ma się pojawić źródło dźwięku, i zaznaczyć osobnika, na którego ma mieć ono wpływ. Po chwili widzimy, że człowiek przemieszcza się w zaplanowanym kierunku, po czym możemy go zlikwidować według swojego widzimisię. Jest to dobry sposób na rozdzielanie grup trzech i więcej żołnierzy, a takie się trafiają. Predator zyskał też umiejętność skakania na znaczne odległości, ale w dosyć ograniczonym stopniu, jeżeli chodzi o miejsca docelowe. Jest też klawisz pozwalający osiągnąć skupienie. Wówczas nasz łowca będzie mógł wybrać miejsce, w które zamierza się dostać skokiem. A skoki bywają momentami wyjątkowo karkołomne. Nie da się do woli skakać za pomocą jednego przycisku, co uważamy za strzał w kolano każdego, kto zamierza grać postacią Predatora w trybie gry wieloosobowej. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Po raz kolejny amunicją gracza jest energia, którą możemy pozyskiwać z określonych urządzeń ziemskiego pochodzenia, co jest całkiem sprytnym posunięciem.
Otwarte przestrzenie nie grzeszą majestatycznością
Znakomita gra świateł
Podsumowując, rasy są wyjątkowe, wyjątkowo ciekawe i każdy bez problemu znajdzie swoją ulubioną. Największą wadą jest długość rozgrywki. Kampania żołnierza jest zdecydowanie najdłuższa, ale można ją ukończyć w trzy godziny. Pozostałe dwie rasy to w sumie dodatkowe cztery godziny, czyli mniej więcej tyle, ile obecnie trwa rozgrywka w grach tego typu. Nie jesteśmy tym zaskoczeni, ale po ponad trzydziestogodzinnej Mass Effect 2 siedem godzin to zdecydowanie mało. Wzięliśmy jednak poprawkę na to, że Aliens versus Predator to gra, której mocną stroną ma być tryb wieloosobowy. Jak wiadomo, to często dodatkowe setki godzin. Rozgrywka dla pojedynczego gracza jest wyjątkowo klimatyczna i intensywna, a o to przecież chodzi. Esencją gry nie jest rzeźnia – pacyfikowanie setek Obcych itp. To gra, której główną zaletą jest nastrój grozy i niepewności. Na to czekaliśmy i to otrzymaliśmy.
Walczyk Obcego z Predatorem
W grze walczymy również z korporacyjnymi androidami
