Technologie i wydarzenia
Artykuł
Redakcja PCLab.pl, Środa, 30 grudnia 2009, 05:45

Internet – Zero Osiem Rewolucja

Widmo krąży po całym świecie – widmo rewolucji. Wszystkie potęgi połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu.

To ustęp z nienapisanego jeszcze manifestu nieistniejącej partii internautów, który jako pierwsi możecie przeczytać. Nie jest to nic oryginalnego, bo zerżnięto go z innego manifestu, zmieniając raptem kilka słów. Ale napisany w ten sposób być może jest bliższy właśnie takiej partii. Partii fanatyków zupełnej wolności w internecie, zniesienia praw autorskich, patentów i tym podobnych, zdrowych przecież ograniczeń.

To, że w 2009 roku, w dobie odżywania skrajności politycznych, taka partia się nie narodziła, to istny fenomen i niewątpliwie należy się z tego cieszyć. A zatem jednym z najważniejszych zjawisk, które cechowały mijające 365 dni, jest właśnie zadziwiający rozsądek, dzięki któremu nie jesteśmy jeszcze zmuszeni zdobywać barykad anarchii internetu.

A czasy mamy trudne, niespokojne, bo co i rusz trzeba nam walczyć o zachowywanie świętych praw do autorskich pomysłów, technik, treści czy utworów. Skoro nawet tak poważana firma jak Google dorabia się na czyjejś krwawicy, to chyba istotnie trzeba coś z tym zrobić. Jedyny odważny Rupert postanowił na szczęście otwarcie się temu przeciwstawić. Powiedzmy sobie jasno: nie ma nic za darmo na tym świecie. Reklamodawcy nie dają wystarczających środków, aby na dłuższą metę zapewnić rentowność internetowych serwisów informacyjnych. Jedyny sposób to przyzwyczaić wreszcie ludzkość do tego, że internet nie różni się niczym od targowiska, gdzie nawet guzik ma swoją cenę... a co dopiero kosztowny artykuł. Wszystkie te deliberacje na temat podstaw społeczeństwa informacyjnego i cofania się w rozwoju są wymyślane przez nazbyt przyzwyczajonych do brania wszystkiego bez pytania obiboków. Nie należy tego traktować poważnie, a takich rozmówców – jako godnych jakiejkolwiek debaty.

Trzeba też przyznać, że budujące jest to, jak przyjaciele z odległej Ameryki wzięli się za egzekwowanie swoich praw. Recording Industry Association of America (RIAA) i Motion Picture Association of America (MPAA) to wspaniałe instytucje, która nareszcie umieją się w tej internetowej rzeczywistości odnaleźć. Jeszcze niedawno, aby mieć skuteczną egzekutywę, potrzeba było sprawnego aparatu administracyjnego wspartego niejednokrotnie formacjami mundurowymi. A tu proszę – wystarczy kilka ciepłych słów perswazji, kilka dobrych argumentów i solidny dialog, aby przekonać niefrasobliwych użytkowników internetu, lub może po prostu: złodziei, do zadośćuczynienia wydawcom i powetowania ogromnych strat, na jakie ich narażono. Nieco rozczarowuje postawa niektórych twórców, którzy chyba tylko w celu sztucznego zwiększenia popularności szafują popularnymi hasłami i krytyką pod adresem tych szacownych instytucji. Bo kimże jest Moby? Czy ten DJ nie powinien się cieszyć, że w ogóle pozwolono mu w ten sposób tytułować się na płytach?! Przecież „Richard Melville Hall”, bo tak się ów jegomość nazywa, byłoby znacznie lepsze dla wydawcy!

Trudno też uwierzyć, by niszowa grupa Nine Inch Nails faktycznie zarabiała na siebie, jak zapowiada, publikując całe swoje albumy zupełnie za darmo. Niestety, zespół ten poszedł w tej dziwnej manii dużo dalej. Zachęca do zupełnie nieodpłatnego kopiowania, dzielenia się z innymi (nawet zupełnie obcymi ludźmi!!!) czy też, o zgrozo, dowolnego przerabiania swoich utworów. Jest to o tyle szkodliwe dla wszystkich, że niepotrzebnie przyzwyczaja nieświadomych użytkowników do tego, że należy im się darmowa muzyka, z której mogą korzystać w dowolny niemalże sposób. Nie może być przecież tak, że klient robi sobie z danym dziełem, co mu się podoba. Czy to nie wystarczające, że może korzystać z tego dzieła?! Do tej pory to wystarczało, więc nie ma podstaw sądzić, że to się zmieni tylko dlatego, że wszyscy funkcjonujemy w stosunkowo nowej rzeczywistości internetu. Poza tym ingerowanie w dzieło nie jest ani w interesie prawdziwego artysty lub innego uczciwego twórcy, ani wydawcy, ani rozsądnego użytkownika. To zawsze rodzi problemy z odpowiednim skomponowaniem całości, dopasowywaniem do reszty (np. utworów, ale i kodu, jeśli rozmawiamy o oprogramowaniu) itp.

Darmowa promocja? Zyski z reklam? Opłaty tylko za wersje premium, koncerty itp.? Mrzonki! Nie można z kilku pozornie udanych przedsięwzięć biznesowych tworzyć reguły. Żadna z tych firm nie przetrwa długo.







Warto zastanowić się przy okazji nad sposobami zwalczania uporczywie łamiących prawa autorskie i patentowe. Cieszy tutaj dość dobra współpraca rządów państw i Komisji Europejskiej, bo dzięki tej współpracy zaczyna to nareszcie nabierać odpowiednich kształtów. I trzeba tu wyraźnie podkreślić olbrzymią wagę zwalczania piratów za pośrednictwem organów sądowniczych i aparatu ścigania, szczególnie w rozwijających się krajach, które stanowią wylęgarnię ludzi o skrzywionym kręgosłupie moralnym. W krajach tych funkcjonuje jakby ciche przyzwolenie na piractwo, które ma wynikać z niskich zarobków większej części społeczeństwa i niedostosowania cen do realiów. Niektórzy spośród trzeźwo myślących idą być może za daleko w swoich sądach, twierdząc, że kiepskie zarobki to problem źle zarabiających. Ale nawet w tych krajach jest mnogość rozgłośni radiowych zapewniających olbrzymią różnorodność gatunków muzycznych, co powinno każdemu wystarczyć. Wydawcy muzyczni wkładają niemałe pieniądze w to, żeby na antenie można było wysłuchać rozmaitej muzyki będącej akurat na topie. Niekiedy nawet dany utwór jest powtarzany kilkukrotnie w ciągu godziny, aby każdy miał szansę dobrze go poznać. A przecież to kosztuje jeszcze więcej! 

W dziedzinie oprogramowania i cyfrowej rozrywki martwi fiasko systemu zarządzania prawami autorskimi (DRM), ale na szczęście coraz skuteczniej funkcjonują inne zabezpieczenia antypirackie. Windows Live ID to wprost fenomenalny przykład skuteczności takich zabezpieczeń w grach. Świetnie zintegrowany z powłoką systemu i grami, skuteczny i zupełnie bezproblemowy. Sceptycy z uporem godnym lepszej sprawy wypominają niedziałanie usługi w wielu krajach, co ma uniemożliwiać grę wieloosobową przez internet. Nie dostrzegają oni jednak, że w gruncie rzeczy jest to korzystne dla tych jeszcze niecałkowicie rozwiniętych społeczeństw. Unikają dzięki temu problemów z ludźmi, którzy chcieliby sprzedawać konta i prawa innym w serwisach aukcyjnych, co przecież nie jest niczym innym jak oszustwem pierwszej wody. Niewątpliwie byłoby takich sytuacji wiele, a powiedzmy sobie szczerze: brak możliwości gry wieloosobowej poprzez łącza internetowe to przy tym potencjalnym problemie zaledwie drobna niedogodność.

Jednak w kończącym się właśnie roku pewne zwycięstwo słusznych sił mogło zaniepokoić. Było ono po prostu zbyt łatwe i zbyt spektakularne, więc można się było obawiać, że wspomniane na początku widmo objawi się niektórym zbyt wyraźnie i zbyt szybko. To ucywilizowanie serwisu The Pirate Bay, który w piękny sposób ze stricte pirackiego, o skądinąd bezczelnej nazwie, przekształcił się w solidny i uczciwy. Wprowadzono nawet opłaty, dzięki którym można mieć nadzieję, że przynajmniej część straconych przez wydawców pieniędzy do nich wróci. Oczywiście będzie to ledwie malusieńki ułamek procenta, ale zawsze to jakaś słuszna inicjatywa. Takich sukcesów było i będzie jeszcze więcej, co z jednej strony oczywiście cieszy, ale z drugiej zmusza do czujności. Pewne kręgi wydają się organizować i szukać sposobności do założenia partii wolności internetu. W takiej sytuacji potrzebna będzie szybka i zdecydowana interwencja, aby partię tę zdelegalizować i nie pozwolić na to, by demagodzy podburzyli plebs.

anty(Filip Straburzyński)

Ocena artykułu:
Ocen: 28
Zaloguj się, by móc oceniać
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane