Technologie i wydarzenia
Artykuł
Redakcja PCLab.pl, Środa, 9 grudnia 2009, 16:36

Amazon Kindle DX dla Marcinka

Jednym z najlepszych prezentów pod choinkę w tym roku może być czytnik e-booków Kindle DX firmy Amazon. Choć nie jest idealny, całkiem sprawnie może zastąpić książkę lub gazetę.

 


Kindle DX to nowy produkt, następca Kindle i Kindle 2. W odróżnieniu od poprzedników ma naprawdę duży ekran, o przekątnej 9,7 cala. Wymiary obudowy wynoszą 18,3×26 cm. Do tego jest cienki: ma niecały centymetr. Można go porównać do 300-stronicowego katalogu o kartkach trochę mniejszych niż format A4.

Duży ekran to podstawowa zaleta Kindle DX, choć jest on także pewną wadą: urządzenie nie wszędzie się zmieści, choć wydaje mi się, że producent uzyskał dobry kompromis pod tym względem. Produkt oprócz ekranu zawiera pełną klawiaturę QWERTY, dodatkowe przyciski oraz głośniki. Po załadowaniu plików z książkami można je odczytywać praktycznie jak na prawdziwym papierze. Ekran jest czytelny nawet w jasnym świetle, choć tak jak prawdziwymi książkami nie da się nim posługiwać w ciemności. Obraz nie drży i nie męczy oczu. Leżący pomiędzy gazetami włączony Kindle nie będzie się zbytnio rzucał w oczy – jego wyświetlacz naprawdę przypomina papier.

To właśnie dzięki zastosowanej technice wyświetlania Kindle DX jest taki fajny. Wykorzystano w nim elektroniczny papier firmy E-Ink. Wbrew pozorom E-Ink to nazwa własna firmy, a nie po prostu elektronicznego papieru, który określa się mianem EPD – ang. Electronic Paper Display. Wyświetlacz Kindle DX ma rozdzielczość 1200×824 piksele i pozwala wyświetlać obrazy w 4-bitowej szarości, czyli w 16 odcieniach. To zupełnie wystarcza do przeglądania gazet i książek. Jego wadą jest dosyć długi czas ładowania nowego obrazu do wyświetlenia. Nie da się go skrócić, gdyż zmiana obrazu wyświetlanego w technice E-Ink wymaga uwzględnienia bardzo wielu czynników, w tym wyglądu poprzednio pokazywanego obrazu oraz temperatury otoczenia. Nad wszystkim panuje sterownik ekranu firmy Epson, którego dokładny algorytm działania jest utajniony – znają go tylko producenci e-booków opartych na E-Inku. Dlatego takie znaczenie ma 9,7-calowy ekran, na którym mieści się cała strona pełna informacji, bo dzięki temu czas reakcji na zmiany nie jest tak istotny – w końcu przerzucenie strony w książce zajmuje mniej więcej tyle samo czasu co wygenerowanie nowej grafiki w Kindle. Czytanie książek ze złożonymi rysunkami jest ułatwione dzięki możliwości wyświetlania stron w poziomie. Zmiana orientacji następuje automatycznie po obróceniu czytnika dzięki wbudowanym akcelerometrom.

Kindle DX ma 3,3 GB nieulotnej pamięci, w której mogą być przechowywane książki. Producent twierdzi, że pozwala to załadować nawet 3500 książek bez ilustracji. Szkoda, że nie umieszczono w nim złącza kart pamięci Flash – np. w formacie SD lub którejś z jego pomniejszonych odmian. Raz zapisana treścią pamięć może być przeglądana przez mniej więcej dwa tygodnie, na tyle bowiem wystarcza energii we wbudowanym akumulatorze. Później urządzenie trzeba naładować ponownie. To na tyle długi okres, że pomiędzy jednym a drugim ładowaniem można bez problemu przeczytać kilka książek. Dzięki temu Kindle DX świetnie nadaje się w podróż, nawet do miejsc odległych od cywilizacji, w których dostęp do energii elektrycznej jest ograniczony. Jest to również wyśmienity prezent dla wszystkich moli książkowych – choć nie poczują charakterystycznego zapachu papieru, będą mogli mieć wszystkie swoje ulubione lektury w jednym niedużym urządzeniu, zawsze ze sobą.

Mimo tych wszystkich zalet Kindle DX nie jest idealny. Tworząc go, producent przyjął koncepcję, która może się niezbyt dobrze sprawdzić w polskich realiach. Kindle DX nie da się podłączyć do kablowej sieci ethernet ani Wi-Fi. Ma on wbudowany modem GSM trzeciej generacji, za pomocą którego można kupować książki prosto z Amazona i grupy współpracujących z nim firm. Oficjalnie funkcja ta działa bez dodatkowych opłat w USA, podczas gdy w Europie może być problematyczna. W Polsce, aby skopiować książkę do urządzenia, trzeba je podłączyć bezpośrednio do komputera. W moim przekonaniu byłoby dużo lepiej, gdyby Kindle był po prostu uniwersalnym czytnikiem wszelkiego rodzaju dokumentów tekstowych i graficznych, z dostępem do ethernetu. Brakuje też ekranu dotykowego. Korzystanie z zewnętrznych przycisków i klawiatury nie jest niewygodne, ale ileż bardziej naturalne byłoby przewijanie stron przez przesunięcie palcem po ekranie – mniej więcej tak, jak przekłada się kartki w książce.

Uwagi użytkowników na temat nowego urządzenia zdążyły już dotrzeć do producenta. Amazon obiecał rozwiązać część problemów, wydając nowy firmware, który ma być dostępny do pobrania w pierwszej połowie 2010 roku. Już teraz są dostępne poprawki, które umożliwiają bezproblemowe czytanie plików PDF, bez potrzeby ich wcześniejszej konwersji na własny format Kindle.

Tak czy inaczej, Kindle DX to świetny prezent pod choinkę. To prawda, jest drogi (kosztuje niecałe 500 dol.), ale... to czyni go jeszcze bardziej pożądanym prezentem :)

Marcin Karbowniczek

 

Ocena artykułu:
Ocen: 22
Zaloguj się, by móc oceniać
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane