artykuły

WD TV Live – sieciowy odtwarzacz wideo

Integracja LAN-u i internetu w telewizorze

43
16 października 2009, 14:10 Marcin Karbowniczek

Plug and Play!

WD TV Live bardzo prosto uruchomić. Wystarczy podpiąć wszystkie potrzebne kable i włożyć zasilacz do prądu. Co prawda warto dostosować tryb wyświetlania obrazu do swoich oczekiwań oraz wprowadzić dane do logowania do udziałów sieciowych lub serwisów internetowych, ale to nie powinno nikomu sprawić problemów.

WD TV Live sprawnie współpracował ze wszystkimi urządzeniami, które próbowaliśmy do niego podłączyć. Korzystał z udziałów sieciowych na dysku sieciowym, z plików udostępnionych na komputerach, z serwerów DLNA (w tym uruchomionego z poziomu Windows Media Playera), a także z podłączanych do niego modułów pamięci Flash USB. Korzystanie z internetu – YouTube'a, Flickra oraz radia internetowego – także było praktycznie bezproblemowe.

 

Udało nam się także podłączyć do niego kartę sieciową Wi-Fi USB – model Edimax EW-7711USn, który akurat mieliśmy pod ręką. Karta ta działa w standardzie 802.11n i teoretycznie umożliwia transfer z szybkością do 150 Mb/s.

Urządzenie szybko ją wykryło i tylko kilka przyciśnięć na pilocie (plus wpisanie naprawdę długiego hasła WPA2) wystarczyło do uzyskania bezprzewodowego połączenia z routerem. Komunikacja odbywała się bezproblemowo – mogliśmy przez Wi-Fi płynnie odtwarzać filmy w rozdzielczości 1080@24p, czyli Full HD, w tzw. trybie kinowym. Jedyną zauważalną różnicą w stosunku do połączenia przy użyciu kabla ethernetowego było mniej płynne przewijanie filmów w przód lub w tył przy wyższych prędkościach. Wykorzystywany w testach router to D-Link DIR-855.

Lista kart Wi-Fi zgodnych z WD TV Live powinna znaleźć się na stronach producenta, ale na razie nie wymieniono tam ani jednej. Niemniej sprzęt świetnie poradził sobie z pierwszym z brzegu produktem.

Obsługa interfejsu użytkownika (w języku angielskim, polski nie jest dostępny) jest dosyć prosta i w miarę intuicyjna, choć niektóre z przycisków na pilocie mogłyby być lepiej wykorzystane. Interfejs wygląda całkiem atrakcyjnie i działa płynnie, choć w naszym przekonaniu nie za szybko.

 


Jest on utrzymany w ciemnoniebieskiej tonacji. Został podzielony na kategorie: wideo, audio, zdjęcia i ustawienia. Każda z nich przekierowuje do podmenu pozwalającego wybrać źródło materiałów do pokazywania – serwisy internetowe, udziały sieciowe, nośniki podłączone do złączy USB lub multimedialne serwery sieci lokalnej. Wybranie każdej z tych opcji powoduje przejście do dalszego menu, w którym można wskazać sposób wyświetlania, a przede wszystkim grupowania poszczególnych materiałów. Dostępne jest grupowanie wg daty, katalogów, artysty, typu muzyki itp. – w zależności od tego, czy wybierze się tryb odtwarzania muzyki, filmów czy też zdjęć.

 

Lista filmów, plików muzycznych czy też zdjęć może być wyświetlana na kilka sposobów: jako lista z nazwami plików, jako lista miniaturek, która ładnie wygląda, ale w przypadku filmów jest zupełnie bezużyteczna, i jako mała lista z dużym obrazkiem pokazującym podgląd wybranego pliku. W praktyce użyteczna jest głównie ta pierwsza, czasami także druga.

 

Urządzenie pozwala także na powiększanie i pomniejszanie obrazu zdjęć i filmów – nawet ośmiokrotnie. Ponadto umożliwia przesuwanie miejsca, w którym obraz jest wyświetlany, a w przypadku zdjęć – również ich obracanie. Wyświetlane napisy do filmów mają polskie znaki diakrytyczne. Można wybrać wielkość napisów i grubość ich obwódki, a także zmieniać ich opóźnienie w stosunku do filmu w trakcie oglądania. Działa to bardzo sprawnie.

 

Urządzenie rozpoznaje liczne formaty plików z napisami, a także umie wczytywać napisy zakodowane w formacie Matroska. Pozwala również wybrać poszczególne ścieżki dźwiękowe, jeśli są dostępne, oraz przeskakiwać pomiędzy rozdziałami filmu. Szkoda tylko, że napisy, aby mogły zostać wyświetlone, muszą być wbudowane w plik z filmem albo mieć identyczną nazwę i znajdować się w tym samym katalogu co film.

 

 

3