Spis treści
Powrót do akcji, czyli trochę fabuły
Akcja gry dzieje się niedługo po wydarzeniach z Return To Castle Wolfenstein. Po raz kolejny wcielamy się w agenta specjalnego B.J. Blazkowicza. Zapewne znaczna część Czytelników pamięta zwieńczenie ostatniej przygody amerykańskiego szpiega. Blazkowicz w pojedynkę rozprawił się z całymi zastępami nazistów, przy okazji udaremniając hitlerowski program Ubersoldat. Dzielny agent uporał się nawet z arcyzłym i potężnym rycerzem Heinrichem I. Minęło trochę czasu, który spędził na wykonywaniu różnych tajnych misji dla swojego pracodawcy. Z prologu dowiadujemy się, że raczej nie tracił czasu i forma go nie opuściła. Warto wspomnieć, że filmy w grze nie zostały oparte na jej silniku, lecz są normalnie renderowane. Jedynie króciutkie przerywniki filmowe korzystają z mocno usprawnionego silnika IdTech 4.
Ładna pogoda, ładne miasto... I po co mi ten opiekacz w ręku?!
Jest rok 1943, wojna znajduje się w kulminacyjnym punkcie, a naziści szukają swojej wunderwaffe, uciekając się do okultyzmu. Wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że udało im się osiągnąć swój cel. Naukowcy SS odkryli okultystyczną siłę zwaną Czarnym Słońcem, którą oczywiście pragną wykorzystać przeciwko wrogom III Rzeszy. Agent Blazkowicz zostaje oddelegowany do fikcyjnego miasta Isenstadt, aby rozeznać się w sytuacji i zażegnać ewentualne niebezpieczeństwo. Tym razem przełożeni B.J. mieli mocne przesłanki do tego, żeby go wysłać w samobójczą misję. Nie ma przecież lepszego człowieka od mokrej roboty niż ten, który w pojedynkę uporał się z potężnym Heinrichem I, prawda? O tym, czy fabuła to mocna strona tej gry, można by długo deliberować. Jest ona stosunkowo prosta, a główny bohater to ucieleśnienie dobra i bohaterstwa. Ale wiadomo, że Niemcy podczas II wojny światowej parali się okultyzmem, więc nie kłóci się tak bardzo z rzeczywistością historyczną, a Blazkowicz da się lubić, nie jest to jakiś bezpłciowy typ. Jeśli ktoś oczekiwał mniej więcej takiej fabularnie prościutkiej kontynuacji gry Return To Castle Wolfenstein, nie będzie rozczarowany.
Z grawitacją różnie bywa
Gazrurki nie miałem, więc do parku wziąłem pukawkę...

Wlasnie zabilem tego generala na litere Z(...) za drugim podejsciem gdzie za pierwszym razem wlaczylem przypadkowo nie tą moc i padłem
Jakies to prosta takie, jedynie na brak kasy troche cierpie bo faktycznie wszystkich upow ciezko wbic, a skupiac sie na szukaniu kasy cala gre tez sie nie chce
Niestety IMO stare dobre RTCW było dużo lepsze
zabobony
Dla mnie momentami zręcznościowe wstawki psuły klimat i tempo akcji - po co komu próby rodem z Jumping Jacka? Spowalnianie czasu, żeby przebrnąć przez zgniatające nieuważnych ściany, czy automatycznie siejące działka 'plazmowe' ...
Poza tym OK
RTC: Wolfenstein było o niebo lepsza - przynajmniej nawiązywała do oryginalnego poprzednika Wolfenstein 3D. Obecna, najnowsza wersja 'wolfa' nie oferuje nic ciekawego, fabuła właściwie sięgnęła dna. No i nie ma jak kupowanie upgradeów do super tajnej niemieckiej broni na lokalnym bazarze 'czarnego rynku' - paranoja.