Znajoma budowa
iRiver B20 swoimi gabarytami bardzo przypomina dwóch swoich starszych „braci” – modele Clix oraz Clix2. Nie są wprawdzie wielkie, jednak nie jest to najmniejszy odtwarzacz, jaki było nam dane zobaczyć. 2,4-calowy, połyskliwy wyświetlacz TFT zajmuje dosyć dużo miejsca, nie wspominając o przestrzeni naokoło niego. Szkoda, że producent nie zdecydował się na wyświetlacz typu AMOLED, który można było podziwiać w modelu Clix2. Był to najładniejszy wyświetlacz, jaki do tej pory widzieliśmy.
Front odtwarzacza jest połyskliwy i podatny na zarysowania
Tył jest prosty i matowy
Waga B20 to 76 g. Nie jest to wyjątkowo ciężki odtwarzacz, ale czuć, że trzyma się coś w ręku. Cały front urządzenia jest połyskliwy (tzw. fortepianowa czerń) i robi dobre wrażenie. Nie ma tu żadnych oznaczeń oprócz niewielkiego logo producenta po lewej stronie wyświetlacza. Tę stronę łatwo zarysować, a odciski palców są wyraźnie widoczne. Taka jest właśnie cena za elegancję. Zdecydowanie warto ją zapłacić, bo odtwarzacz jest naprawdę ładny.
W górnej ściance jest delikatne wcięcie, które skrywa antenę
Na dolnej ściance znajduje się kilka tradycyjnych elementów
Spód zawiera gniazdo USB, blokadę przycisków, guziczek resetowania sprzętu oraz dziurkę, w której został umieszczony mikrofon. Rozłożenie tych elementów jest dobre, szkoda jednak, że gniazdo nie ma zaślepki chroniącej je przed zabrudzeniem i uszkodzeniami. Kabelek USB został zaprojektowany, niestety, wyłącznie do współpracy z B20. Jeżeli wtyk się uszkodzi, nikła jest szansa na to, że uda się znaleźć odpowiedni kabel. Trzeba będzie sprzęt serwisować. A można było wykorzystać najzwyklejsze gniazdo mini-USB...
Nietypowe gniazdo USB to dziwny pomysł...
... no i nietypowa wtyczka...
Z lewej strony urządzenia znajdują się dwa przyciski do 40-stopniowej regulacji głośności. Jeden jest oznaczony plusem, a drugi minusem. Pod nimi umieszczono tajemniczy smart key, o którym nieco więcej napiszemy w następnym rozdziale. Przy dolnej krawędzi znajduje się gniazdo minijack. Prawa strona zawiera tylko jeden przycisk: włącznik. Powyżej, za zaślepką, znajduje się gniazdo przeznaczone na kartę miniSD. Przy górnej krawędzi znalazła się dziurka, która służy do przypięcia smyczy itp.
Przyciski rozmieszczone po bokach urządzenia sprawują się bardzo dobrze
iRiver B20 to przemyślana konstrukcja
Na górze odtwarzacza znalazło się miejsce tylko na antenkę radiową, ale pomysł jest niezły. W końcu mamy do czynienia z urządzeniem wyposażonym w tuner FM. B20 jest również zdolna do odbierania sygnału DAB+. Antenka wysuwa się na 18 cm (dodatkowe 200 proc. jej pierwotnej długości). Jest solidna i może również służyć jako nóżka dla odtwarzacza. Tył urządzenia został zaprojektowany bez udziwnień. Na czarnym matowym plastiku znalazły się m.in. informacje o modelu oraz numerze seryjnym. Po prawej stronie znajdziecie krzyżyk, za którym ukryty jest malutki głośnik.
Antenka zamontowana w odtwarzaczu może również posłużyć jako stojak
Antenka po rozłożeniu ma kilkanaście centymetrów
Malutki głośnik w dużym powiększeniu
Podsumowując: na konstrukcję B20 naprawdę nie można narzekać. Odtwarzacz został zaprojektowany z głową. Jest prosty, elegancki i na pewno spodoba się wielu estetom. Jedyny mankament to nietypowe gniazdo USB.
